Syria zajmuje kluczowe miejsce w polityce bliskowschodniej Baracka Obamy i to ona jest adresatem pierwszych, zapowiadanych w trakcie kampanii wyborczej, gestów Obamy pod adresem wieloletnich wrogów USA.
Powoli oczywiste staje się, że administracja Baracka Obamy chce oprzeć swoją politykę bliskowschodnią na uzdrowieniu stosunków z Syrią, od wielu lat jednemu z głównych adwersarzy USA na Bliskim Wschodzie. 7 marca wizytę w Damaszku złożyli Jeffrey Feltman, asystent sekretarz stanu USA ds. bliskowschodnich, i Daniel Shapiro, urzędnik Rady Bezpieczeństwa Narodowego odpowiedzialny za Bliski Wschód. Feltman, ambasador USA w Libanie w latach 2004-08, tj. w okresie największego napięcia wokół roli Syrii w Libanie, na pewno nie jest najbardziej lubianą w Damaszku osobą, ale wysłanie dwóch wysokich rangą dyplomatów po raz pierwszy od 2005 roku jest czytelnym pojednawczym sygnałem ze strony Waszyngtonu, podobnie jak dwugodzinne spotkanie Feltmana z syryjskim ambasadorem w Waszyngtonie Imadem Mustafą 26 lutego [1]. Mówi się nawet, że do Damaszku mógłby wkrótce powrócić amerykański ambasador, wycofany zaraz po zamordowaniu w Bejrucie 14 lutego 2005 roku byłego premiera Libanu Rafika Haririego.
Zaangażowanie Syrii jest kolejnym dowodem odejścia od polityki izolacji wrogich reżimów, często stosowanej za administracji George'a W. Busha, która nie doprowadziła do pożądanych zmian zachowania i nie przyczyniła się do złagodzenia napięć regionalnych. Teraz obowiązującym podejściem staje się wyciąganie ręki do mniej radykalnych aktorów, którzy teoretycznie mogliby być skłonni znormalizować stosunki z Zachodem. Obecna popularność takiej strategii wynika w dużej mierze z sukcesu, jakim stało się przeciągnięcie na własną stronę sunnickich grup zbrojnych w Iraku, co znacząco przyczyniło się do marginalizacji al-Qaidy w Iraku. W wywiadzie opublikowanym w "The New York Times" 8 marca prezydent USA Barack Obama potwierdził, że jego administracja liczy na podobny efekt wobec bardziej umiarkowanych elementów Talibów w Afganistanie i plemiennych regionach Pakistanu [2].
Na Bliskim Wschodzie, gdzie największym utrapieniem Waszyngtonu jest sojusz syryjsko-irański i poparcie tych państw dla radykalnych ugrupowań, to Syria jawi się jako element bardziej pragmatyczny i skłonny do poprawy stosunków z Zachodem. Prezydent Syrii Baszar Assad wielokrotnie mówił, że chciałby lepszych stosunków z Waszyngtonem, w szczególności w kontekście działań na rzecz uregulowania konfliktu syryjsko-izraelskiego. Senator John Kerry, przewodniczący senackiej Komisji Spraw Zagranicznych, który 21 lutego spotkał się z Assadem w Damaszku, powiedział 4 marca, że syryjski prezydent wyraził gotowość wznowienia negocjacji pokojowych z Izraelem i ponownego poparcia arabskiej inicjatywy pokojowej wobec Izraela z 2002 roku, oferującej państwu żydowskiemu pełne uznanie i stały pokój w zamian za opuszczenie terytoriów zajętych po 1967 roku. "Syria chciałaby bezpośredniego amerykańskiego uczestnictwa w tych rozmowach pokojowych", dodał Kerry [3]. "Nie ma substytutu" dla roli Waszyngtonu w bliskowschodnich wysiłkach pokojowych, powiedział Assad brytyjskiemu "The Guardian" 17 lutego [4].
Przy pozytywnych wypowiedziach wysokich przedstawicieli obu państw przełom w stosunkach z Syrią mógłby wydawać się dla USA dość prostym zadaniem w porównaniu z wyzwaniem jakie przedstawia Iran. Ale nieśmiałe na razie zaangażowanie Syrii już szybko zostanie poddane wielu testom, unaoczniającym jak wiele różnych interesów dzieli oba państwa. Dla Syrii podstawową korzyścią z poprawnych stosunków z USA byłoby wynegocjowanie z Izraelem pokoju, w ramach którego nastąpiłby zwrot Wzgórz Golan, straconych w wojnie 1967 roku. Chociaż Izrael w przeszłości nieraz sygnalizował gotowość oddania Wzgórz Golan, osiągnięcie porozumienia może być bardzo trudne - od nowego rządu izraelskiego kierowanego przez lidera prawicy Benjamina Netanyahu należy spodziewać się wzmożonego sceptycyzmu w tej kwestii - Netanyahu powiedział tuż przed wyborami z 10 lutego, że "pokój zawiera się z silnymi, nie słabymi; Izrael jest silnym państwem ze [Wzgórzami] Golan." [5] Tel Awiw na pewno będzie chciał gwarancji, że Wzgórza Golan nie podzielą losu poprzedniego oddanego przez Izrael terytorium, czyli Strefy Gazy, która stała się prawdziwą wyrzutnią rakiet spadających na państwo żydowskie. W związku z tym Izrael i USA będą domagać się od Syrii ograniczenia poparcia dla Iranu i ekstremistów z Hezbollahu i palestyńskiego Hamasu, na co trudno jednak liczyć dopóki na horyzoncie nie pojawi się realistyczna perspektywa pokoju na Bliskim Wschodzie.
Inną przeszkodą może stać się Liban: 1 marca w Hadze działalność rozpoczął Specjalny Trybunał dla Libanu, mający osądzić sprawców zamachu bombowego, w którym zginął Rafik Hariri. W dość powszechnej opinii to Syria stała za tym zamachem, a już wkrótce Trybunał, mogący sądzić kogokolwiek kto "w jakikolwiek sposób przyczynił się do zlecenia tej zbrodni" [6], zacznie wydawać akty oskarżenia. Ponieważ Damaszkowi bezwzględnie zależy na uniknięciu napiętnowania, pojawiły się sugestie, że Waszyngton będzie wycofywał się z politycznego poparcia dla Trybunału, tak mocnego za poprzedniej administracji Busha. Dlatego Feltman i Shapiro przed przyjazdem do Damaszku odwiedzili Bejrut, gdzie zapewniali przywódców libańskich, w tym Saada Haririego, syna Rafika, że USA niezmiennie popierają Trybunał oraz suwerenność i demokrację w Libanie. Także Kerry zaznaczył 4 marca, że "negocjacje [z Syrią] nigdy nie dojdą do skutku kosztem Libanu lub sprawiedliwości międzynarodowej." Deklaracje te są istotne także w kontekście tego, że mimo nawiązania przez Liban i Syrię stosunków dyplomatycznych 15 października 2008 roku, jedynie Liban powołał ambasadora - Syria wciąż zwleka, budząc niepokój co do swoich intencji względem sąsiada.
Oprócz tego jest jeszcze kwestia podejrzanych działań nuklearnych Syrii: 19 lutego Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA) poinformowała o znalezieniu kolejnych śladów uranu w Dair Alzour, obiekcie który stał się celem nalotu izraelskiego lotnictwa we wrześniu 2007 roku i mógł być tajnym reaktorem atomowym. IAEA odrzuciła stanowisko syryjskie, że uran w Dair Alzour pochodził z izraelskich rakiet i oświadczyła, że Syria niewystarczająco współpracuje z agencją jeśli chodzi o dostarczanie informacji i dokumentacji [7]. Ambasador USA przy IAEA Gregory Schulte powiedział 4 marca, że raport IAEA to kolejny wkład w "rosnące dowody tajnej działalności nuklearnej Syrii", która musi zostać wyjaśniona [8].
Przy tak złożonych stosunkach między Syrią a USA osiągnięcie pewnego quid pro quo nie będzie łatwe i w dużej mierze zależeć będzie od tego, co Amerykanom zaoferuje prezydent Assad. Jak zauważył jeden z izraelskich komentatorów, to że administracja Obamy angażuje się w rozmowy w kontrowersyjnych kwestiach nie oznacza, że zadowoli się byle czym - na przykład przedstawiciele USA wzięli udział w rozmowach przygotowawczych przed Światową Konferencją przeciw Rasizmowi (tzw. konferencji Durban 2), ale po bliższym oglądzie oceniono, że może ona przekształcić się forum antyizraelskie i pod koniec lutego Waszyngton ogłosił swoją rezygnację z uczestnictwa w konferencji [9]. "Testujemy wody, oceniamy co jest możliwe" - tak określiła aktualną dyplomację wobec Syrii i innych państw sekretarz stanu USA Hillary Clinton w wywiadzie dla National Public Radio 6 marca [10]. Na właściwe decyzje i konkretne inicjatywy czas przyjdzie później: "zbyt wcześnie jest mówić, co przyniesie przyszłość", powiedziała Clinton 26 lutego [11].
Opis stosunków syryjsko-izraelskich na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Syria,stosunki_dwustronne,Izrael
[1] High-level US-Syrian meeting to improve relations, Associated Press, 26 lutego 2009.
[8] Evidence mounts of Syrian nuclear cover -up: U.S., Reuters, 4 marca 2009.
[11] Clinton says too soon to say if thaw in Syria ties, Reuters, 26 lutego 2009.