Rozszerzenie może nie umarło, ale na pewno wykazuje mało oznak życia. Takie jest wrażenie po dwudniowym nieformalnym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych UE w malowniczym czeskim zamku w miasteczku Hluboka nad Wełtawą.
W Europie Zachodniej już wcześniej sceptyczna opinia publiczna została jeszcze bardziej zrażona do dalszego poszerzania granic kręgu stabilności i prosperity UE przez pogarszające się globalne załamanie gospodarcze. Mając na uwadze przede wszystkim zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego w czerwcu, rządy nie mają ochoty być kojarzonymi z coraz bardziej niepopularnym procesem. Wiele z nich wykorzystuje jako wymówkę przedłużającą się przerwę w procesie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Irlandia, która odrzuciła traktat w zeszłym roku, ma przeprowadzić kolejne referendum w październiku. Tymczasem wydaje się, że Republika Czeska, obecnie w wirze kryzysu rządowego, raczej nie zatwierdzi traktatu w najbliższym czasie.
Estoński minister spraw zagranicznych Urmas Paet powiedział reporterom, że los i znaczenie traktatu rzucają długi cień na debatę o rozszerzeniu wśród ministrów UE. „Sądzę, że wciąż są na ten temat rozbieżne opinie – czy [brak] Traktatu Lizbońskiego może być przeszkodą czy nie”, powiedział Paet. „Sądzę, że większość państw będzie uważać, że Traktat Lizboński nie może być przeszkodą, ale nadal słyszymy pewne głosy mówiące: ‘nie, nie, nie; przed wejściem w życie Traktatu Lizbońskiego nie możemy podjąc dalszych kroków.’” Mając moc obowiązującą, Traktat Lizboński znacząco uprościłby procesy podejmowania decyzji w złożonej z 27 państw UE.
Traktat Lizboński jest kluczem
Dyplomaci mówią, że francuski minister spraw zagranicznych Bernard Kouchner powiedział swoim kolegom prosto w twarz, że „bez Traktatu Lizbońskiego UE nie może posunąć się naprzód z rozszerzeniem.” Niemcy wyraziły podobny pogląd, ale oficjele mówią, że kłopotliwa koalicja chrześcijańskich demokratów i socjaldemokratów w Berlinie będzie coraz bardziej sparaliżowana przed wyborami federalnymi pod koniec września.
Tak Francja jak i Niemcy wydają się gotowe uczynić wyjątek dla Chorwacji. Kanclerz Angela Merkel powiedziała niemieckiemu Bundestagowi 23 marca, że Niemcy mają „Chorwację i jej rozmowy akcesyjne w zasięgu wzroku.” Ale, ostrzegła, nawet jeśli Traktat Lizboński zostanie w pełni ratyfikowany, nastąpić musi „pewna faza konsolidacji.”
Odczucia wyrażone przez Francję i Niemcy mają szerszy odzew w Europie Zachodniej. „Musimy pokazać naszą troskę nie tylko o to co ludzie myślą o nas w Zachodnich Bałkanach, ale też o to, co myślą nasi wyborcy”, miał powiedzieć w Hluboce jeden z uczestników spotkania.
‘Nie można karać’
Były też głosy przeciwne, głównie pochodzące ze Wschodniej i Północnej Europy. Brytyjski minister spraw zagranicznych David Miliband powiedział, że „rozszerzenie jest w interesie Europy.” Carl Bildt ze Szwecji miał argumentować, że państw Zachodnich Bałkanów „nie można karać” za problemy jakie niektóre państwa członkowskie mają ze swoimi elektoratami.
Vygaudas Usackas z Litwy powiedział reporterom, że uważa, iż UE musi spoglądać nie tylko na Zachodnie Bałkany – które w 2003 roku otrzymały żelazną gwarancję ostatecznej akcesji do UE – ale dalej, ku byłemu Związkowi Radzieckiemu. „Rozszerzenie UE było, jest i pozostanie potężną pozytywną siłą, która ułatwia niezbędne reformy w Zachodnich [Bałkanach] i w Europie Wschodniej”, powiedział Usackas. „I mówię tu zarówno o państwach zachodniobałkańskich, z którymi spotykamy się na lunchu, jak też o państwach takich jak Ukraina i Gruzja.”
Były też sugestie, że UE mogłaby przekierować część ze swoich funduszy przedakcesyjnych przeznaczonych dla kandydatów Turcji, Chorwacji i Macedonii na podbudowanie kulejącej gospodarki Serbii; nie wspomniano jednak żadnych konkretnych kwot. Pojawiła się również krytyka spowolnionego tempa reform w niektórych państwach zachodniobałkańskich. Niemiecki przedstawiciel, zastępujący ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera, powiedział unijnej audiencji, że Berlin chce zobaczyć w regionie „więcej reform a mniej nacjonalistycznych słów.”
Wśród trzech państw obecnie kandydujących tylko Chorwacja ma realną szansę na wstąpienie do UE w przewidywalnej przyszłości. Wspomina się o roku 2011, ale rozmowy akcesyjne tego państwa stały się zakładnikiem sporu granicznego ze Słowenią, członkiem UE. Lublana wydaje się zdecydowana wykorzystać swoje prawo weta wobec decyzji co do rozszerzenia i zamroziła wszelkie rozmowy UE z Zagrzebiem. W UE nie ma zbyt dużej sympatii dla taktyki Słowenii i komisarzowi ds. rozszerzenia Olliemu Rehnowi powierzono zadanie rozładowania sporu.
‘Uprzywilejowane partnerstwo’
Proces akcesji Turcji także utknął w miejscu, jako że Francja i Niemcy pragną zmienić jej ambicje z pełnego członkostwa na „uprzywilejowane partnerstwo”, a z boku swoje dorzuca Cypr.
Macedonia uzyskała status kandydata, ale jak dotąd bez daty rozpoczęcia rozmów akcesyjnych. Czarnogóra złożyła wniosek o status kandydata, ale Niemcy w tym miesiącu zawetowały możliwość natychmiastowej reakcji UE. Albania przypuszczalnie również wkrótce zwróci się o podniesienie stosunków z UE na wyższy poziom.
Serbia pozostaje daleko w tyle, gdyż jej próby wspięcia się na pierwszy szczebel drabiny akcesyjnej przez podpisanie Porozumienia o Stabilizacji i Stowarzyszeniu z UE zostały zniweczone unijnym żądaniem, by najpierw aresztowano i przekazano pozostałych na wolności podejrzanych o zbrodnie wojenne, na czele z Ratko Mladiciem.
Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo uzupełniają bałkański pociąg, ale ich szanse akcesyjne pozostają w tej fazie czysto teoretyczne.
Copyright (c) 2009. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036. <br><br>
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Impetus_For_EU_Enlargement_Grinds_To_A_Halt/1563591.html