Widać już dobrze, że piraci z Somalii rozpoczęli drugi sezon swojej przestępczej działalności, co zmusza społeczność międzynarodową do gorączkowego poszukiwania środków przeciwdziałania temu procederowi.
Po tym jak na wodach Somalii pod koniec 2008 roku pojawiła się flotylla statków europejskich, azjatyckich i amerykańskich wydawało się, że problem somalijskiego piractwa, który tak dał się we znaki w 2008 roku, został w końcu opanowany. Nic z tego - wygląda na to, że piraci zrobili sobie jedynie zimową przerwę i od marca ze zdwojoną energią powrócili do pracy. Według danych Międzynarodowego Biura Morskiego (IMB) podczas gdy w styczniu i lutym u wschodnich wybrzeży Somalii zanotowano łącznie jedynie 2 próby ataków piratów, w marcu było ich już 15 [1]. Dodając do tego obszar Zatoki Adeńskiej liczba ataków pirackich wyniosła w sumie 61 w pierwszych trzech miesiącach roku.
W kwietniu wydarzenia na somalijskich wodach przybierały coraz bardziej dramatyczny obrót. W Polsce uważnie śledzono losy norweskiego chemikaliowca Bow Asir, przetrzymywanego od 26 marca do 10 kwietnia, którego 27-osobowa załoga składała się m.in. z 5 Polaków. Najbardziej niezwykłe wydarzenia dotyczyły jednak statku Maersk Alabama - piraci zaatakowali go 8 kwietnia, ale nie zdołali przejąć kontroli i musieli zadowolić się wzięciem za zakładnika kapitana Richarda Phillipsa. W ten sposób somalijscy piraci przeprowadzili pierwsze od wielu lat porwanie amerykańskiego marynarza, stawiając prezydenta USA Baracka Obamę po raz pierwszy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia dla życia amerykańskiego obywatela. 12 kwietnia Phillips, za którego piraci żądali 2 miliony dolarów okupu, został szczęsliwie odbity gdy snajperzy US Navy oddali z pokładu niszczyciela USS Bainbridge trzy równoczesne strzały, zabijając trzech piratów uzbrojonych w pistolety i karabiny Kałasznikow; czwarty z nich został aresztowany. Jak się okazało, Obama upoważnił marynarkę do użycia broni przeciw piratom gdyby oceniono, że Phillips może zostać zamordowany.
Tak więc po krótkiej przerwie piractwo u wybrzeży Somalii znów stało się poważnym problemem międzynarodowym, którym teraz pilnie muszą zająć się również Stany Zjednoczone. W dzień po odbiciu Phillipsa Obama powiedział, że USA "są zdecydowane powstrzymać wzrost piractwa w tym regionie" [2], a 15 kwietnia sekretarz stanu USA Hillary Clinton ogłosiła kilkupunktowy zarys działań przeciw piractwu, opierający się na międzynarodowej koordynacji zwalczania piractwa i bliższym współdziałaniu z przejściowym rządem Somalii. "Będziemy spędzać mnóstwo czasu w Pokoju Sytuacyjnym w kolejnych kilku tygodniach próbując wymyślić co do cholery zrobić z tym problemem", powiedział 13 kwietnia sekretarz obrony USA Robert Gates [3].
Najbardziej zauważalną dotychczasową reakcją na reaktywację somalijskich piratów jest większa agresywność zagranicznych sił. 15 kwietnia francuska fregata Nivose, działająca w ramach europejskiej "Operacji Atalanta", zaatakowała piracki "statek-matkę" przewożący dwie mniejsze łodzie w odległości około 900 kilometrów kenijskiego portu Mombasa i zatrzymała 11 piratów. 18 kwietnia holenderska fregata De Zeven Provincien zaatakowała uprowadzony wcześniej jemeński kuter rybacki przerobiony na "statek-matkę", uwolniła 20 jemeńskich zakładników i zatrzymała na krótko 7 piratów.
Taktyka agresywnego przeciwdziałania aktom piractwa wywołuje jednak duże obawy. Jak dotąd piraci, zainteresowani tylko i wyłącznie uzyskaniem okupu, troszczyli się o zakładników i według doniesień kierowali się nawet swego rodzaju kodeksem postępowania przewidującym określone kary za naruszenie nietykalności cielesnej zakładnika [4]. Częstsze atakowanie piratów może skłonić ich do działań odwetowych, co już w dniu uwolnienia kapitana Phillipsa zauważył dowódca amerykańskiej V Floty działającej w regionie, wiceadmirał William E. Gortney, przewidując "eskalację przemocy w tej części świata." [5] I faktycznie, już 2 dni później piraci ostrzelali z broni automatycznej i granatników inny amerykański statek Liberty Sun, lekko go uszkadzając. Ataki na piratów to również oczywiste narażenie na szwank życia zakładników, co obrazuje atak francuskich komandosów 10 kwietnia na zajęty przez piratów jacht Tanit - spośród 5 pasażerów jachtu jeden, Florent Lemacon, poniósł śmierć, zostając pierwszą śmiertelną ofiarą piractwa u wybrzeży Somalii.
Kolejnym trudnym aspektem walki z piractwem jest wymierzenie sprawiedliwości schwytanym złoczyńcom. Przykładowo wspomniani wcześniej holenderscy komandosi musieli zwolnić 7 Somalijczyków podejrzanych o piractwo ponieważ nie mieli prawa do ich aresztowania w zaistniałych okolicznościach - zatrzymani nie byli Holendrami ani nie stawiali zbrojnego oporu siłom holenderskim. Ci, którzy zaangażowani są w ataki przeciw obywatelom danego państwa bywają pociągani do odpowiedzialności przed sądami narodowymi, np. jeden z czwórki Somalijczyków, którzy próbowali uprowadzić Maersk Alabama i przetrzymywali kapitana Philipsa będzie sądzony w Nowym Jorku. Państwa obawiają się jednak, że piraci mogą wnioskować o azyl, argumentując że w przypadku odesłania ich do kraju macierzystego grozi im niehumanitarne traktowanie. Dlatego USA i Wielka Brytania podpisały w styczniu porozumienia z Kenią, która zgodziła się osądzić przekazanych jej piratów. Tyle że w państwie tym na rozstrzygnięcie już czeka 800 tysięcy różnego rodzaju spraw [6]. W sumie efekt jest taki, że większość piratów unika odpowiedzialności i uzyskuje wolność, prędzej czy później wracając do pirackiego zajęcia.
Trwają więc poszukiwania innych sposobów odstraszania piratów. Możliwe jest na przykład tworzenie konwojów statków handlowych eskortowanych przez okręty wojenne, podobnie jak było podczas II Wojny Światowej gdy w ten sposób starano się zabezpieczać przed niemieckimi U-botami. Takie operacje wymagałyby jednak zaangażowania dużo większej ilości jednostek pływających niż obecne 15-20 okrętów w Zatoce Adeńskiej i u wschodnich wybrzeży Somalii, a nawet mogłyby zwiększyć zagrożenie piractwem, gdyż statki handlowe musiałyby przez dłuższy czas dryfować w miejscach formowania konwoju, wystawiając się na ataki szybkich łodzi pirackich [7]. Poza tym marynarki wojenne uważają, że to firmy transportowe powinny w większym stopniu zadbać o bezpieczeństwo statków handlowych, uzbrajając załogi bądź zatrudniając prywatne firmy bezpieczeństwa.
Sugestie te nie przemawiają do prywatnych przewoźników z powodu wielorakich problemów jakie za sobą pociągają: uzbrojenie statków handlowych zwiększałoby ryzyko incydentów, np. ostrzelania rybaków próbujących odpędzić statki od swoich sieci, firmy mogłyby zostać wciągnięte w niepożądane zawiłości natury prawnej (co zrobić ze schwytanymi piratami, jak spełniać regulacje dotyczące broni różniące się w wielu portach) i wdać się w swego rodzaju "wyścig zbrojeń" z piratami, ponadto niezbyt rozsądne wydaje się uzbrajanie statków przewożących materiały łatwopalne, np. surowce energetyczne. Stąd "oczywisty konsensus w branży transportu morskiego jest taki, że niewłaściwe jest by żeglarze byli uzbrojeni, po prostu dlatego, że (...) doszłoby do eskalacji sytuacji. Jedynymi ludźmi, którzy powinni być wyposażeni w broń są profesjonaliści wojskowi działający w regionie", powiedział "The Washington Times" Simon Bennett, sekretarz Międzynarodowej Izby Transportu Morskiego (International Chamber of Shipping) [8].
Wszystkie rozważania nieuchronnie prowadzą do wniosku, że położenie kresu piractwu wymaga działań tam, gdzie jest jego źródło - na lądzie. Opcja selektywnych uderzeń na bazy pirackie mogłaby pokrzyżować szyki piratom w krótkim okresie czasu, ale z pewnością nie zakończyłaby procederu, a przy tym groziłaby radykalizacją somalijskiej młodzieży i wzmocnieniem islamistycznych grup zbrojnych, tym bardziej że ryzyko strat wśród ludności cywilnej byłoby bardzo duże - większość baz pirackich sąsiaduje bowiem z wioskami [9]. Wydaje się więc, że niezbędne jest wzmocnienie rządu przejściowego Somalii, który jak zawsze w tym kraju jest bardzo chwiejny, ale przynajmniej rokuje pewne nadzieje jeśli chodzi o walkę z piractwem - prezydentem od stycznia tego roku jest Szejk Szarif Ahmed, który w 2006 roku stał na czele Związku Sądów Islamskich gdy ten sprawował przez kilka miesięcy władzę w większej części Somalii i był to w zasadzie jedyny okres w ciągu ostatnich 5 lat kiedy udało się wydatnie ograniczyć piractwo w Somalii. Plan obecnego rządu somalijskiego zakłada rozmieszczenie w portach tysiąca żołnierzy zajmujących się zwalczaniem piractwa oraz utworzenie straży przybrzeżnej (teraz nie ma jej w ogóle) liczącej 3 tysiące personelu [10]. Lecz to wymaga pokaźnego wsparcia finansowego społeczności międzynarodowej. Okazją do zrobienia pierwszego kroku w tym kierunku będzie konferencja w Brukseli 23 kwietnia. Prezydent Ahmed powiedział agencji prasowej Reuters 20 kwietnia, że przeznaczenie przez pomocodawców 165 milionów dolarów wystarczyłoby do rozbudowania somalijskich sił bezpieczeństwa na tyle, by były one w stanie udaremniać 3/4 ataków pirackich [11].
Znalezienie odpowiedniej kombinacji środków zwalczania piractwa w Somalii jest zadaniem nie cierpiącym zwłoki, gdyż biznes ten jest zbyt lukratywny by mógł samoistnie zniknąć. Jak wylicza magazyn "Time", somalijscy piraci mogą liczyć w tym roku na około 200 milionów dolarów zysków z okupów za 80-120 uprowadzonych statków, a całkowite roczne koszty działalności (sprzęt pływający i telekomunikacyjny, broń, paliwo, wyżywienie, zakwaterowanie, obsługa mechaników, opłacenie władz regionu Puntland) wynoszą szacunkowe 79 milionów dolarów, co daje czysty zysk w wysokości aż 120 milionów dolarów [12]. W kraju, w którym średni dochód na głowę wynosi około 600 dolarów [13], piraci są prawdziwymi krezusami.
[2] Obama vows to fight piracy after captain's rescue, Associated Press, 13 kwietnia 2009.
[5] U.S. rescues captain, kills Somali pirates, Reuters, 13 kwietnia 2009.
[6] Navies ask: What do you do with a captured pirate?, Associated Press, 17 kwietnia 2009.
[7] Convoys: the solution to the Somali piracy crisis?, Associated Press, 16 kwietnia 2009.
[9] US said unlikely to attack Somali pirate bases, Reuters, 20 kwietnia 2009.
[11] Somalia sees 75 pct cut in piracy with donor backing, Reuters, 20 kwietnia 2009.