Wszystko wskazuje na to, że elementy władz pakistańskich nie zamierzają zaprzestać wsparcia dla ekstremistycznych grup zbrojnych. Czy jednak ten instrument z wolna nie zaczyna wymykać się spod kontroli?
Kiedy 27 marca prezydent USA Barack Obama przedstawił nową strategię wobec konfliktu w Afganistanie i na pograniczu afgańsko-pakistańskim, spotkała się ona z pozytywnym odzewem w obu zainteresowanych krajach, także w Pakistanie. Dzień później prezydent Asif Ali Zardari powiedział w pakistańskim parlamencie, że nowa amerykańska polityka, przewidująca m.in. wsparcie Pakistanu pozamilitarną pomocą w wysokości 7,5 miliarda dolarów w ciągu 5 lat, stanowi "pozytywną zmianę" i zapowiedział kontynuację walki z ekstremizmem [1]. Równocześnie najwyżsi przedstawicieli wojskowi USA dawali jasno do zrozumienia, że Waszyngton wciąż żywi poważne podejrzenia co do postępowania pakistańskich służb wywiadowczych ISI, od dawna oskarżanych o wspieranie radykalnych grup zbrojnych. Admirał Michael Mullen, przewodniczący Połączonych Szefów Sztabów, powiedział w wywiadzie dla CNN 27 marca, że poparcie ISI "dla bojowników w zasadzie na obu granicach [afgańskiej i indyjskiej] musi fundamentalnie się zmienić" i stwierdził wyraźnie, że w ISI są obecnie sympatycy a nawet stronnicy Talibów i al-Qaidy [2]. Także 27 marca generał David Petraeus, szef Dowództwa Centralnego armii amerykańskiej przypomniał w programie telewizji PBS, że to ISI "tak naprawdę założyła część z tych organizacji, za pomocą naszych pieniędzy zresztą, w czasie walk mudżahedinów przeciw radzieckiej inwazji na Afganistan; powiązania te były bardzo silne i część z nich (...) bez wątpienia pozostaje do dnia dzisiejszego." [3]
Tygodnie mijają a oczekiwanej przez Biały Dom zmiany podejścia pakistańskiej armii i służb wywiadowczych do problemu ekstremistycznych grup zbrojnych nadal nie widać - co więcej, gdy 6-7 kwietnia Mullen i specjalny wysłannik prezydenta USA Richard Holbrooke odwiedzili Pakistan, szef ISI generał Ahmed Shuja Pasha odmówił osobnego spotkania z nimi, sygnalizując niezadowolenie Islamabadu z werbalnego atakowania ISI. Wydaje się więc, że czynniki przemawiające za poparciem pakistańskich elementów dla radykałów nie zniknęły wraz z ogłoszeniem nowej strategii przez Obamę. Eksperci wskazują na kilka powodów tego poparcia [4]. Po pierwsze, Pakistan obawia się, że rywale na czele z Indiami dążą do zapewnienia sobie silnych wpływów w Kabulu. Islamabad irytuje aktywność indyjskich firm rozbudowujących afgańską infrastrukturę i placówek dyplomatycznych, które bywają oskarżane o antypakistańskie działania propagandowe i polityczne. Ostatnim przejawem głębokiej podejrzliwości Islamabadu wobec zacieśniających się stosunków afgańsko-indyjskich było oskarżenie obu państw 22 kwietnia przez ministra spraw wewnętrznych Rehmana Malika o wspieranie rebeliantów w Baluchistanie w południowo-zachodniej części Pakistanu. Obama początkowo pragnął powiązać złagodzenie rywalizacji indyjsko-pakistańskiej z rozwiązaniem problemu pogranicza afgańsko-pakistańskiego, lecz zrezygnował z tego pod presją Indii - ani nowa strategia dla Afganistanu ani mandat specjalnego wysłannika na Afganistan i Pakistan Richarda Holbrooke'a nie obejmują problemu rywalizacji indyjsko-pakistańskiej i nie usuwają tych obaw Pakistanu.
Po drugie, Islamabad uważa, że USA nie mają woli zaangażowania się w konflikt w Afganistanie na długie lata i prędzej czy później opuszczą ten kraj, co może spowodować upadek rządu Hamida Karzai i wywołać ostrą walkę o władzę podobną do tej z lat 90-tych; stąd w interesie Pakistanu jest przygotowanie się na tę rywalizację poprzez budowę więzi z określonymi siłami. Strategia Obamy, która w perspektywie zakłada afganizację wojny w Afganistanie po okresie wzmocnienia liczebności wojsk amerykańskich i spacyfikowania najbardziej niebezpiecznych rejonów, musi tylko utwierdzać Islamabad w powyższym przekonaniu. Po trzecie, Pakistan ma powody obawiać się, że prężne państwo afgańskie mogłoby wywołać wrzenie u Pasztunów zamieszkujących północno-zachodni Pakistan w liczbie ponad 25 milionów, czyli znacznie większej niż Pasztunowie w Afganistanie, składający się na ponad 40% populacji tego kraju [5]; pamiętać trzeba tu, że oparta na starej linii Duranda granica afgańsko-pakistańska od 1993 roku nie jest ostatecznie uregulowana prawnie.
Po czwarte, Islamabad sądzi, że bliskie stosunki USA z Pakistanem, w tym hojna pomoc wojskowa i ekonomiczna, są uwarunkowane płynącymi z regionu zagrożeniami dla bezpieczeństwa USA; w związku z tym Islamabadowi dosłownie opłaca się utrzymywać pewien stopień niestabilności na pograniczu afgańsko-pakistańskim i korzystać z dobrodziejstw pomocy amerykańskiej mającej przyczyniać się do redukcji tej niestabilności. I po piąte, Afganistan jest dla Pakistanu kanałem, dzięki któremu możliwe jest rozciągnięcie swoich wpływów na obszar Azji Środkowej.
Jak długo Pakistan zamierza prowadzić tę grę? Czy nie zakończy się ona katastrofą dla pakistańskich władz? Niewątpliwie ocena stopnia zagrożenia dla egzystencji rządu pakistańskiego ze strony radykalnych grup zbrojnych diametralnie różni się w Waszyngtonie i Islamabadzie. Przedstawiciele rządu amerykańskiego regularnie i w coraz bardziej dosadnych słowach atakują bierność władz pakistańskich. Generał Petraeus powiedział w senackiej Komisji Służb Zbrojnych 1 kwietnia, że ekstremiści w Pakistanie są w stanie "dosłownie zniszczyć swoje państwo" jeśli nie rzuci się im wyzwania [6]. Sekretarz stanu USA Hillary Clinton stwierdziła 22 kwietnia, że "rząd Pakistanu w zasadzie abdykuje na rzecz Talibów i ekstremistów, a [sytuacja w Pakistanie] stanowi śmiertelne zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego kraju i świata." [7] 3 dni później w wywiadzie dla Fox News Clinton nakreśliła najczarniejszy scenariusz: gdyby wydarzyła się "rzecz najgorsza, nie do pomyślenia" i rząd pakistański upadłby pod naporem Talibów, wówczas ekstremiści "mieliby klucze do arsenału nuklearnego Pakistanu." [8]
Armia i rząd Pakistanu uważają te alarmistyczne komentarze za niepotrzebne sianie paniki i spokojnie starają się pojednać z ekstremistami, powracając do kontrowersyjnej taktyki zastosowanej już we wrześniu 2006 roku w regionie Północny Waziristan. 13 kwietnia prezydent Zardari zatwierdził zawarte w lutym porozumienie pokojowe z Talibami z doliny Swat, faktycznie oddając im ten region w posiadanie i zezwalając na wprowadzenie jako obowiązującej skrajnie radykalnej formy prawa islamskiego szaria, której wizytówką stało się ujawnione na początku kwietnia wideo pokazujące publiczną chłostę 17-letniej dziewczyny oskarżonej o cudzołóstwo. Ośmieleni uległością rządu Talibowie kilka dni potem bezproblemowo przejęli kontrolę nad dystryktem Buner położonym już zaledwie około 100 kilometrów od stolicy Islamabadu. Jak zauważył "The New York Times", "gdyby armia indyjska doszła na odległość 60 mil od Islamabadu, możnaby się zakładać, że pakistańska armia byłaby w pełni zmobilizowana i broniłaby kraju w zażartych walkach" [9] - lecz gdy to właśnie uczynili Talibowie, władze znów wykazały się daleko idącą pobłażliwością i zareagowały wysłaniem niewielkiej ilości kiepsko wyposażonych oddziałów. Dopiero po intensywnej presji dyplomatycznej Waszyngtonu armia pakistańska podjęła bardziej zdecydowane działania, wysyłając 26 kwietnia wojska wspierane przez śmigłowce szturmowe do okręgu Lower Dir, przyległego do doliny Swat. Powszechnie przypuszcza się jednak, że tak jak w przypadku podobnych operacji w przeszłości jest to akcja krótkotrwała, której celem jest przede wszystkim zademonstrowanie Waszyngtonowi woli walki z radykałami na tydzień przed wizytą w USA prezydenta Zardariego.
Przejęcie przez Talibów kontroli nad Islamabadem i usytuowanym tuż obok garnizonowym Rawalpindi a nawet całym Pundżabem stanowiącym serce Pakistanu wciąż wydaje się nieprawdopodobne - to w końcu tam właśnie, w bezpośredniej bliskości Indii, stacjonuje większość z ponad półmilionowej armii pakistańskiej. Ale ambicje Talibów wraz z kolejnymi sukcesami stopniowo rosną: jak doniósł 17 kwietnia "The New York Times", ostatnie zdobycze terytorialne Talibów były możliwe dzięki "zaaranżowaniu rewolty na tle klasowym" - uzbrojeniu i zorganizowaniu biednych wieśniaków, którzy pomogli Talibom wygonić dużych posiadaczy ziemskich [10]. Ponieważ feudalne podziały utrzymują się wciąż w innych regionach, w tym w Pundżabie, zastosowanie tej strategii gdzie indziej wydaje się jak najbardziej wykonalne, tym bardziej, że radykalna forma islamu jest wcielana rokrocznie około 2 milionom studentów szkół koranicznych (madras), którzy w większości wywodzą się z pakistańskiej biedoty. Czy jest to zarzewie rewolucji na kształt tej, która obaliła szacha Iranu w 1979 roku i doprowadziła do powstania republiki islamskiej? Czy Zardari przejdzie do historii jako ten przywódca pakistański, który poddał się naporowi islamskiego ekstremizmu i tym samym uzupełnił dziedzictwo generała Muhammada Zia ul-Haq (1977-88), który zaszczepił ekstremizm społeczeństwu pakistańskiemu, oraz Perveza Musharrafa (1999-2008), który przyzwolił na przybranie przez pakistański ekstremizm formy powszechnego terroryzmu?
Opis stosunków Pakistan-USA na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Pakistan,stosunki_dwustronne,USA
Opis problemu terroryzmu w Pakistanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Pakistan,problemy,Terroryzm
[1] Pakistan's Zardari hails US strategy review, Reuters, 28 marca 2009.
[7] Clinton says Pakistan is abdicating to the Taliban, Reuters, 22 kwietnia 2009.