Miniony rok przyniósł niesamowitą zmianę w stosunkach między Europą a białoruskim prezydentem Aleksandrem Łukaszenką. Człowiek oczerniany przez administrację Busha jako przewodzący "ostatniej dyktaturze w Europie" został zaproszony do przyłączenia się do 5 innych państw poradzieckich w Partnerstwie Wschodnim Unii Europejskiej, formalnie uruchomionym na szczycie w Pradze 7 maja.
Łukaszenko powrócił też z 13-letniej banicji z areny europejskiej polityki. W zeszłym roku nie mniej niż tuzin stawianych przez UE warunków stało między Łukaszenką a jego prawem do podróżowania do Europy. W zeszłym tygodniu białoruski przywódca spotkał się w Watykanie z papieżem Benedyktem XVI i zjadł wystawny obiad z włoskim premierem Silvio Berlusconim.
Ta odwilż oczywiście ma swoje granice. Unijni dyplomaci zasugerowali, że lepiej byłoby gdyby autokratyczny białoruski władca opuścił szczyt w Pradze, ewidentnie w celu oszczędzenia przywódcom publicznego upokorzenia w postaci dzielenia międzynarodowego zainteresowania z człowiekiem wciąż uważanym przez wielu za pariasa. Zalecili też, by powstrzymał się od uznania popieranej przez Moskwę niepodległości Abchazji i Osetii Południowej przed praskim szczytem, w celu uniknięcia urażenia innego uczestnika szczytu, Gruzji.
Miłosiernie Łukaszenko przyjął obie wskazówki. Polecił pierwszemu wicepremierowi i ministrowi spraw zagranicznych reprezentowanie Białorusi w Pradze i odłożył na później debatę parlamentarną w sprawie separatystycznych regionów Gruzji. Bruksela odetchnęła z ulgą.
Realpolityka UE
Włączenie Białorusi do inicjatywy Partnerstwa Wschodniego podkreśla szereg intrygujących aspektów realpolityki UE w jej stosunkach z kłopotliwymi przywódcami takimi jak Łukaszenko.
Pragnienie przyciągnięcia Białorusi do europejskiej rodziny - pomimo żałosnego stanu przestrzegania praw człowieka przez Mińsk - podkreśla pilne poszukiwania w Brukseli skutecznego antidotum na polityczną asertywność Rosji po sierpniowej interwencji militarnej Kremla w Gruzji. Ale to dokładnie tę percepcję motywacji UE Łukaszenko chciałby zataić. Stojąc w obliczu nieprzyjemnej perspektywy negocjacji z Moskwą jeszcze w tym roku ceny rosyjskiego gazu, białoruski przywódca pragnie zademonstrować, że z Partnerstwem Wschodnim czy bez, stosunki z Moskwą są nietykalne.
Nietykalne, lecz niekoniecznie czułe. "Podpisaliśmy traktat z Rosją w sprawie budowy państwa związkowego i nie wycofamy się z tego traktatu nawet jeśli Rosja ma tendencję do odchodzenia od tego, co zostało ustalone", Łukaszenko powiedział Reutersowi w tym tygodniu, pomijając fakt, że traktat został podpisany 10 lat temu.
Przesłanie tego oświadczenia jest dwojakie. Z jednej strony, podkreśla rozżalenie Łukaszenki z powodu tego, że Kreml wystawia Białorusi większe rachunki za gaz ziemny niż krajowym konsumentom. Z drugiej strony, jasno i wyraźnie informuje zarówno Moskwę jak i Brukselę, że Mińsk nie zaangażuje się w nic w Partnerstwie Wschodnim co mogłoby zostać odebrane jako "antyrosyjskie." (Rosja skarży się, że Partnerstwo Wschodnie jest próbą Unii Europejskiej ustanowienia "sfery wpływów" na jej poradzieckim podwórku.)
Na luzie
Jest również percepcja, że zachodnia idea demokratycznych standardów jest raczej elastyczna i może być łatwo "dostrojona" aby przystosować się do szczególnych przypadków, w zależności od politycznych korzyści. Nie umknęło to Łukaszence. Zapytany przez Reutersa dlaczego raz po raz oskarża Zachód o podwójne standardy, odpowiedział bez ogródek: "Gdybym miał bogactwa [naturalne] tak jak Rosja i Kazachstan, nasze stosunki byłyby zupełnie inne."
Szczyt w Pradze bezsprzecznie dostarcza białoruskiemu przywódcy odpowiedniego przykładu tego, co uważa za hipokryzję UE. Przecież, mogliby dowodzić krytycy, podczas gdy Łukaszenkę nieoficjalnie zachęcono do opuszczenia zgromadzenia, drugi problematyczny przywódca z perspektywy Zachodu - prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew, który według większości opinii nie jest bardziej zdeklarowanym demokratą niż Łukaszenko - powitany został z otwartymi ramionami. Łukaszenko zapewne argumentowałby, że źródła tego odmiennego traktowania leżą w zasobach węglowodorów. (W dzień po zebraniu w sprawie Partnerstwa Wschodniego, Praga zorganizowała szczyt energetyczny "Południowego Korytarza", w którym Alijew odegrał prominentną rolę.)
Przekonany o wrodzonej dwulicowości UE, Łukaszenka wydaje się niezmartwiony tym, że członkostwo w Partnerstwie Wschodnim będzie prowadzić do żądań by zmienił swoje autokratyczne zachowanie. "Musimy zniszczyć stereotypy w ludzkich głowach, że Białoruś może być izolowana lub można jej dać nauczkę", powiedział Reutersowi.
W istocie, ani "dezaproszenie" do Pragi ani żądania zrobienia wewnętrznych porządków raczej nie odwrócą uwagi Łukaszenki od największego przełomu w jego politycznych losach - czyli zeszłotygodniowej podróży do Rzymu i spotkań z papieżem i Berlusconim. Była to pierwsza wizyta białoruskiego przywódcy w państwie UE od 1996 roku i jak się wydawało bawił się podczas niej doskonale.
Cudotwórca?
Ze swoją firmową zuchwałością, Łukaszenko zaprosił papieża do odwiedzenia Białorusi i zaoferował pośrednictwo w zaaranżowaniu spotkania między Benedyktem a patriarchą Kiryłem, głową rosyjskiego kościoła prawosławnego, pozostającego w przewlekłym sporze z kościołem rzymskokatolickim.
Moskiewski patriarchat pomrukiem niezadowolenia przyjął ofertę Łukaszenki by wtrącić się w spór i spróbować tego, co zachodnia i wschodnia gałąź chrześcijaństwa nie zdołały osiągnąć przez minione millenium. Ale białoruski prezydent dostał to co chciał - objawił się jako bohater międzynarodowych mediów w dniu swojej podróży do Rzymu.
Łukaszenko dorzucił jeszcze do gorączki medialnej zabierając swojego 5-letniego syna Mikołaja na spotkanie z papieżem. Powszechnie uważa się, że Mikołaj jest produktem pozamałżeńskiego romansu między Łukaszenką a młodszą kobietą kiedyś określoną przez białoruskiego przywódcę "doktorem" pracującym w szpitalu w Mińsku. Łukaszenko, który ma dwóch dorosłych synów ze swoją żoną, poczynił zagadkowe sugestie, że może wychowywać młodego Mikalaja na swojego następcę.
Watykan, ze swoimi rygorystycznymi zasadami co do zachowania małżeńskiego i seksualnego, nie skomentował spotkania Mikołaja z papieżem. Ale międzynarodowe media rozkoszowały się publikacją fotografii Mikołaja grającego w piłkę z ewidentnie zakłopotanymi kardynałami w Bibliotece Watykanu, wtedy gdy jego ojciec doradzał Benedyktowi jak zmniejszyć 1000-letnią schizmę między prawosławiem a katolicyzmem.
Łukaszenko, wydawać by się mogło, powrócił - z wielkimi pomysłami, 5-letnim spadkobiercą i we wspaniałym nastroju. W wywiadzie dla Reutersa powiedział nawet, że rozważa przyznanie rządowych stanowisk członkom opozycji. To może okazać się jedynym pozytywem dla krytyków Łukaszenki w momencie, gdy Europa niewątpliwie przyjmuje do siebie autorytarnego przywódcę bez reformowania go w najmniejszym stopniu.
Copyright (c) 2009. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Lukashenka_In_From_The_Cold_But_Unrepentant/1622872.html