Prezydent USA Barack Obama uczynił priorytetem zamknięcie obozu Guantanamo twierdząc, że przywróci to wizerunek Ameryki jako obrońcy rządów prawa, ale jest to złożone zadanie, teraz jeszcze bardziej skomplikowane kontratakiem byłego wiceprezydenta Dicka Cheneya.
21 maja Cheney wygłosił przemówienie broniące Guantanamo, dokładnie wtedy gdy Obama dążył do budowy kongresowego poparcia dla zamknięcia obozu do końca roku. Rezultatem była nieoczekiwana rozgrywka między starą i obecną administracją w kwestii tego jak Stany Zjednoczone powinny walczyć z terroryzmem zarazem podtrzymując swoje własne wartości.
Nigdy nie było wątpliwości, że była administracja Busha i obecna administracja Obamy mają bardzo różne poglądy na to jak najlepiej chronić Amerykę przed kolejnym zamachem z 11 września. Jako kandydat na prezydenta Obama mocno krytykował strategię Busha odnośnie przetrzymywania podejrzanych o terroryzm na terytorium zamorskim w Guantanamo gdzie mogli być oni przesłuchiwani w tak ostry sposób jak tylko Waszyngton uważał za konieczne. Ale podczas kampanii prezydenckiej krytyka Obamy spotkała się z ciszą ze strony Białego Domu Busha. Powodem było to, że Partia Republikańska Busha miała wówczas nowego rzecznika w postaci swojego własnego kandydata na prezydenta, Johna McCaina, byłego więźnia wojennego, który także krytykował Guantanamo i ostre techniki przesłuchań.
Mogło to dawać wrażenie, że administracja Busha była w odwrocie. Ale 21 maja w przemówieniach w różnych miejscach, choć zaplanowanych tak by zbiegały się ze sobą, obecna i była administracja starły się w najbardziej publiczny z możliwych sposobów. Był to niezwykły moment, ponieważ następujące po sobie amerykańskie administracje rzadko wchodzą w interakcje tak wcześnie za kadencji nowego prezydenta. Przemówienia pokazały - z wszystkimi chwytami dozwolonymi - jak wielką przepaść polityczną widzą pomiędzy sobą oba Białe Domy.
Przemawiając w budynku federalnym, Archiwach Narodowych w Waszyngtonie, Obama bronił swojej decyzji o zamknięciu Guantanamo do końca roku mówiąc, że brutalne metody przesłuchań "podważają rządy prawa, (...) alienują nas na świecie (...), służą jako narzędzie rekrutacyjne dla terrorystów i zwiększają wolę naszych wrogów do walki z nami, zarazem zmniejszając wolę innych do współpracy z Ameryką." "Narażają na ryzyko życie naszych żołnierzy czyniąc mniej prawdopodobnym to, że inni będą poddawać się im w walce, i bardziej prawdopodobnym to, że Amerykanie będą źle traktowani jeśli zostaną schwytani", dodał Obama, który przemawiał dzień po tym jak jego starania o uzyskanie od Kongresu funduszy na zamknięcie więzienia zakończyły się fiaskiem pośród obaw kongresmenów o plany przeniesienia części więźniów do Stanów Zjednoczonych.
W tym samym czasie były wiceprezydent Dick Cheney wygłaszał przemówienie kilka kilometrów dalej w prywatnym think tanku, American Enterprise Institute. Chwaląc Kongres za odmówienie funduszy Cheney skrytykował Obamę za próbowanie zdemontowania części kluczowych elementów strategii kontrterrorystycznej administracji Busha. "Byłem i pozostaję mocnym rzecznikiem naszego programu ulepszonych przesłuchań. Przesłuchania te były stosowane na zatwardziałych terrorystach po tym jak inne starania zawiodły", powiedział Cheney. "Były legalne, niezbędne, uzasadnione, skuteczne i były właściwą rzeczą. Oficerowie wywiadu, którzy egzaminowali terrorystów mogą być dumni ze swojej pracy, dumni z rezultatów, ponieważ zapobiegli śmierci w wyniku przemocy tysięcy, być może setek tysięcy ludzi."
Obama i Cheney ewidentnie byli na kursie kolizyjnym i uznając ten fakt największe stacje telewizyjne w USA z równą uwagą potraktowały ich przemówienia. Potęgując wrażenie konfrontacji, niektóre programy z wiadomościami pokazały Obamę i Cheneya na podzielonym ekranie telewizyjnym, jak pojedynkujących się.
Obama określił decyzje administracji Busha w zakresie bezpieczeństwa narodowego "ad hoc" i "pochopnymi." Otworzenie Guantanamo określił "nieprzemyślanym eksperymentem", który stworzył "prawny chaos." Powtórzył też swoje przekonanie, że postęp w walce z terrorem oznacza powrót do tego, co nazwał "najbardziej fundamentalnymi wartościami" Ameryki. "Jesteśmy narodem, który zamknął sale tortur i zastąpił tyranię rządami prawa", powiedział Obama. "Oto kim jesteśmy. I gdy terroryści oferują tylko krzywdy nieładu i zniszczenia, Ameryka musi zademonstrować, że nasze wartości i instytucje są prężniejsze niż nienawistna ideologia."
Niemal jak gdyby w odpowiedzi, Cheney powiedział, że "krytycy naszej polityki mają skłonność do robienia wykładów na temat zgodności z amerykańskimi wartościami." Ale, dodał Cheney, "gdy cała populacja jest na celowniku sieci terroru, nic nie jest bardziej zgodne z amerykańskimi wartościami niż powstrzymanie ich."
Następnie Cheney przeszedł do ofensywy mówiąc, że "gdy Obama krytykuje lub błędnie przedstawia decyzje co do bezpieczeństwa jakie podjęliśmy w latach Busha", zasługuje na odpowiedź. "Trudno jest wyobrazić sobie gorszy precedens, wypełniony większą ilością możliwości kłopotów i nadużyć, niż obejmująca urząd administracja kryminalizująca decyzje polityczne swoich poprzedników", powiedział Cheney. Oskarżył administrację Obamy o selektywne ujawnianie notatek rządowych by zaatakować politykę z ery Busha. Powiedział, że notatki pokazały jak przeprowadzano przesłuchania, ale nie czego się dowiedziano. I przypisał przesłuchaniom udaremnienie przyszłych ataków terrorystycznych.
Czasami wydawało się, że były wiceprezydent nie tylko dążył do obrony spuścizny administracji Busha, ale starał się też ukształtować obecną politykę. Cheney rozpoczął swoje przemówienie zauważając, że "jest debata co do środków jakie nasza administracja podjęła by obronić naród amerykański" i powiedział, że chciał "promować strategiczne myślenie stojące za naszą polityką." Ale potem wezwał do powrotu do polityki z ery Busha sugerując, że niezachowanie jej oznaczało narażenie kraju na poważne niebezpieczeństwo. "Pozostaje nam wyciągnięcie jednej z dwóch konkluzji - i tu jest wielka linia podziału w naszej obecnej debacie nad bezpieczeństwem narodowym", powiedział Cheney. "Można patrzeć na fakty i skonkludować, że ta całościowa strategia działała a zatem musi być kontynuowana z taką czujnością jak zawsze. Albo można patrzeć na ten sam zestaw faktów i skonkludować, że 11 września był jednorazowym wydarzeniem (...) niewystarczającym do uzasadnienia trwałego wysiłku wojennego."
Gdy Obama równie jasno daje do zrozumienia, że posuwa się naprzód z alternatywami dla strategii z ery Busha, pytanie brzmi teraz do jakiego stopnia były wiceprezydent przemawia w imieniu większego bloku swoich Republikanów. Obama, chociaż nie odnosząc się bezpośrednio do Cheneya, wydawał się poddawać to w wątpliwość. Zauważył w swoim przemówieniu, że "amerykański naród nominował z obu dużych partii kandydatów, którzy wzywali do nowego podejścia, którzy odrzucili tortury i uznali imperatyw zamknięcia Guantanamo Bay."
Ale były wiceprezydent, wytrawny polityk, nie przyznał tego faktu w swoim przemówieniu. To pozostawia dwie możliwości: że przystępuje do nowej kontrofensywy przeciw wizji Obamy lub że po prostu przypuszcza pożegnalny atak w pięć miesięcy po opuszczeniu urzędu. Jak powiedział Cheney swojej publiczności, pojawił się przed nimi jako "prywatny obywatel." Ale jest teraz prywatnym obywatelem, którego kolejny krok w nadchodzących miesiącach będzie uważnie obserwowany.
Copyright (c) 2009. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/The_Duel_Over_US_National_Security/1737690.html