W dniu 13 grudnia 2007 r. w malowniczej scenerii Klasztoru Hieronimitów, położonego w lizbońskiej dzielnicy Belem, szefowie rządów [1] i ministrowie spraw zagranicznych 27 państw członkowskich UE podpisali Traktat z Lizbony zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską.
W założeniu postanowienia dokumentu mają być odpowiedzią na wyzwania stojące przed integracją europejską w XXI wieku. Podpisanie Traktatu jest zwieńczeniem żmudnego procesu negocjacyjnego prowadzonego głównie w ciągu dwóch ostatnich prezydencji – niemieckiej (styczeń – czerwiec 2007 r.) oraz portugalskiej (lipiec – grudzień 2007 r.). Punktem wyjścia prowadzonych rozmów uczyniono tekst Traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy (zwany Traktatem konstytucyjnym), podpisanego 29 października 2004 r. Traktat konstytucyjny, ratyfikowany przez 16 państw członkowskich, nie miał szans na wejście w życie ze względu na negatywne wyniki referendów w Holandii i Francji. Choć motywy jego odrzucenia wynikały w dużej mierze z niezadowolenia sytuacją wewnętrzną we wspomnianych wyżej państwach, to jednak fiasko projektu tłumaczono również brakiem gotowości społeczeństw niektórych państw (np. Wielka Brytania) do związania się umową międzynarodową o znaczeniu konstytucyjnym dla integrujących się państw europejskich.
Chcąc uniknąć powtórki z historii, postanowiono w pracach nad nową umową dokonać swoistej „dekonstytucjonalizacji” Traktatu konstytucyjnego, rezygnując z najbardziej kontrowersyjnych postanowień takich jak nazwa umowy, symbole unijne czy wyrażona explicite nadrzędność prawa pierwotnego UE nad konstytucjami państw członkowskich. Zrezygnowano ponadto z możliwości zastąpienia dotychczas obowiązujących Traktatów jednym - konstytucyjnym, zachowując tym samym Traktat o Unii Europejskiej oraz Traktat o Wspólnocie Europejskiej, który zgodnie z postanowieniami Traktatu z Lizbony zmieni nazwę na Traktat o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej. W praktyce jednak owa „dekonstytucjonalizacja” odnosi się głównie do formy, a nie do treści, co znalazło potwierdzenie choćby w „nieostrożnej” (z punktu widzenia sukcesu ratyfikacji Traktatu z Lizbony) wypowiedzi Valery’ego Giscard d’Estaing [2]. Warto podkreślić bowiem, że co do zasady zachowano większość postanowień zawartych w Traktacie konstytucyjnym (ponad 90% wszystkich regulacji nowego traktatu). Bardziej zawiła jest natomiast struktura nowego dokumentu, przypominająca – stosując bardzo ostrożną analogię – konstrukcję ustawy o zmianie ustawy, która jest mało klarowna dla niewprawionego w obcowaniu z tekstami prawnymi czytelnika. Zabieg ten ma ułatwić procedurę ratyfikacyjną, bez konieczności przeprowadzania szerszej debaty społecznej w państwach członkowskich.
Wśród najważniejszych postanowień Traktatu z Lizbony należy wskazać: ujednolicenie struktury UE poprzez likwidację trzech filarów oraz nadanie samej UE statusu podmiotowości prawnomiędzynarodowej; poszerzenie zakresu zastosowania większości kwalifikowanej w podejmowaniu decyzji przez Radę; wprowadzenie systemu głosowania tzw. podwójną większością (55% państw członkowskich za przy poparciu 65% ogólnej liczby ludności UE), który ma obowiązywać od 1 listopada 2014 r. [3]; wzmocnienie roli parlamentów narodowych m. in. w zakresie opiniowania projektów unijnych aktów prawnych; wzmocnienie roli Parlamentu Europejskiego w procedurze stanowienia prawa UE; powoływanie na 2,5 letnią kadencję Przewodniczącego Rady Europejskiej, który ma być odpowiedzialny za przewodniczenie Radzie i kierowanie jej pracami; powołanie Wysokiego Przedstawiciela ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa (w tekście Traktatu konstytucyjnego minister spraw zagranicznych UE); zredukowanie od 2014 r. składu Komisji do 2/3 ogólnej liczby państw członkowskich; utworzenie unijnej służby zagranicznej czy też ustanowienie mechanizmu umożliwiającego zainteresowanym państwom wystąpienie z Unii Europejskiej. Wywołująca wiele kontrowersji Karta Praw Podstawowych – która w konstrukcji Traktatu konstytucyjnego stanowiła rozdział II dokumentu – jest treścią jednego z załączników do Traktatu z Lizbony, co sprawia że posiada moc prawną równą postanowieniom traktatowym.
Wejście w życie Traktatu z Lizbony – zaplanowane na 1 stycznia 2009 r. (lub pierwszego dnia miesiąca następującego po złożeniu dokumentu ratyfikacyjnego przez Państwo-Sygnatariusza, które jako ostatnie dopełni formalności) – jest uzależnione od skuteczności procesu ratyfikacyjnego w poszczególnych państwach członkowskich. W założeniu twórców dokumentu, powinien on wejść w życie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2009 r. W dniu 17 grudnia 2007 r. jako pierwsze traktat ratyfikowały Węgry. Rząd RP również zapowiedział szybkie ratyfikowanie dokumentu, planowane pierwotnie na przełom stycznia i lutego 2008 r. Największe obawy związane z perspektywą ratyfikacji Traktatu z Lizbony dotyczą takich krajów jak Wielka Brytania (nie wiadomo jeszcze czy premier Gordon Brown zdecyduje się na rozpisanie referendum czy ratyfikację przez Izbę Gmin) czy Irlandia (tryb referendalny ma charakter obligatoryjny; według ostatnich sondaży zaledwie 25% Irlandczyków popiera Traktat, a 70% wciąż nie wie jakie stanowisko zajmie w głosowaniu powszechnym). Dla wielu rządów państw członkowskich tryb ratyfikacji przez parlamenty wydaje się bardzo wygodny, głównie ze względu na mniej skomplikowaną niż przy referendum procedurę, która dodatkowo nie wymusza na rządzących prowadzenia specjalnej kampanii informacyjnej. Z drugiej strony brak szerszej debaty społecznej rodzi słuszne pytanie o tzw. deficyt demokracji i brak pełnej legitymacji dla przedstawicieli rządów w zakresie podejmowania w imieniu swoich społeczeństw tak istotnych decyzji.
Nie ulega wątpliwości, że z punktu widzenia postępu w procesie integracji europejskiej przyjęcie nowego traktatu jest konieczne. Aspirując do bycia istotnym graczem w stosunkach międzynarodowych Unia Europejska musi umacniać swoje struktury i usprawniać mechanizmy działania. Nie może się to jednak dokonywać bez aprobaty i zaangażowania czynnika społecznego. Realizacja ambitnego europejskiego projektu zależy w dużej mierze od identyfikacji z nim społeczeństw państw członkowskich. Trudno będzie ten stan osiągnąć unikając publicznych debat w krajach unijnych lub nie podejmując próby przełożenia zawiłych prawnych sformułowań na język przyswajalny przez ogół obywateli. W ciągu najbliższych kilku miesięcy należałoby zatem oczekiwać od rządzących nie tyle proeuropejskiej propagandy, ile rzeczowej informacji o tym z jaką Unią Europejską będziemy mieli do czynienia, gdy Traktat z Lizbony wejdzie w życie.
[1] W przypadku Francji, Litwy i Łotwy i Rumunii również głowy państw
[2] W artykule opublikowanym pod koniec października w brytyjskim „The Independent” Giscard d’Estaing stwierdził: „Zaproponowane reformy instytucjonalne, jedyne, które miały znaczenie dla zwołania konwencji konstytucyjnej, w całości znalazły się w Traktacie Lizbońskim. Zostały jedynie inaczej uszeregowane i rozdzielone pomiędzy poprzednie umowy”
[3] Obowiązywać będzie w okresie 1 listopada 2014 – 31 marca 2017 i przewiduje, że w przypadku decyzji podejmowanych większością kwalifikowaną każdy z członków Rady będzie mógł wystąpić z wnioskiem, aby decyzja została przyjęta przy zastosowaniu systemu nicejskiego.
|