Pomyślna 5-dniowa wizyta Hillary Clinton, zwieńczona podpisaniem szeregu porozumień z dziedziny obronności i energii nuklearnej, sugeruje że aczkolwiek administracja Baracka Obamy nieco zwlekała z dyplomatycznym zaangażowaniem Indii, to będzie kontynuowała proindyjską politykę poprzedniego prezydenta George'a W. Busha, która sprawiła, że New Delhi jako jedna z niewielu stolic na świecie ze smutkiem przyjęła zakończenie urzędowania przez 43. prezydenta USA i wyprowadzkę Republikanów z Białego Domu w styczniu 2009 roku.
Z pewnością indyjski rząd miał niemało powodów do obaw co do kształtu polityki demokratycznej administracji kierowanej przez Obamę. Przede wszystkim dostrzegając koncentrację uwagi Białego Domu na problemie konfliktu w Afganistanie i Pakistanie obawiano się presji na to, by Indie unormowały swoje tradycyjnie napięte stosunki z Pakistanem zawierając porozumienie w sprawie Kaszmiru - co zgodnie z amerykańskimi kalkulacjami pozwoliłoby armii pakistańskiej przesunąć znaczące siły znad granicy wschodniej na zachodnią, będącą siedliskiem islamskich ekstremistów destabilizujących Afganistan. Gdy 17 lipca w "Times of India" ukazał się artykuł Clinton kreślący perspektywy rozwoju stosunków indyjsko-amerykańskich, jedno jedyne zdanie na temat Pakistanu wystarczyło, by redakcja uczyniła je nagłówkiem artykułu: "Popierajmy Pakistan gdy stawia on czoło ekstremizmowi." [1]
Na horyzoncie jawiły się też inne potencjalne kwestie sporne: oświadczenia Obamy z kampanii prezydenckiej sugerowały, że mógłby on w imię ochrony amerykańskich miejsc pracy wprowadzić protekcjonistyczną politykę handlową, utrudniając indyjskim eksporterom czy firmom świadczącym usługi outsourcingowe dostęp do rynku amerykańskiego. W świetle priorytetowo traktowanego przez Obamę przeciwdziałania proliferacji broni jądrowej i dążenia do rozbrojenia nuklearnego niepewna była przyszłość indyjsko-amerykańskiej współpracy w dziedzinie energetyki jądrowej, której zapoczątkowanie było koronnym osiągnięciem administracji Busha w stosunkach z Indiami, mimo że te nie podpisały układu o nieproliferacji broni jądrowej (NPT). Jeśli chodzi o partnerów w polityce zagranicznej wydawało się, że administracja Obamy orientuje się raczej na Chiny, państwo którego znaczenie dla gospodarki światowej i amerykańskiej (jako nabywcy ogromnej ilości emitowanych w USA papierów wartościowych) zostało uwypuklone w rezultacie kryzysu finansowego. Zastanawiające i nieco zaskakujące było to, że Indie nie znalazły się na trasie pierwszej podróży zagranicznej Clinton w lutym, kiedy wybrała się ona do 4 innych państw azjatyckich.
Dopiero co zakończony pobyt Clinton w Indiach pozwolił usunąć wiele z tych obaw. Czytelnym sygnałem solidarności z Indiami w obliczu zagrożenia terroryzmem było rozpoczęcie podróży od miasta Mumbai i luksusowego hotelu Taj Mahal Palace and Tower, jednego z dwóch głównych celów grupy terrorystów, którzy zaatakowali Mumbai w listopadzie 2008 roku [2]. Gdy w rozmowach z władzami indyjskimi pojawiała się kwestia bezpieczeństwa regionalnego, Clinton nie poruszała kwestii Kaszmiru. Duża część wizyty poświęcona była rozwijaniu kontaktów gospodarczych - rzecz istotna biorąc pod uwagę fakt, że cechujący się ostatnio szybkim tempem wzrostu gospodarczego gigant znad Himalajów wciąż jest dopiero 17. partnerem handlowym USA [3]. 18 lipca w Mumbai, finansowej stolicy Indii, Clinton spotkała się z elitą indyjskiego biznesu, w tym najbogatszym człowiekiem w tym kraju Mukeshem Ambanim (z fortuną szacowaną na 19,5 miliarda dolarów) [4]. Kulminacja wizyty nastąpiła 20 lipca, kiedy ogłoszono zawarcie porozumień w dziedzinach o strategicznym znaczeniu dla władz indyjskich: współpracy militarnej i nuklearnej. Zgoda Indii na monitorowanie "końcowego użytkowania" zaawansowanej technologii wojskowej jaką USA mogłyby sprzedać Indiom pozwoli amerykańskim firmom Boeing i Lockheed na ubieganie się o "kontrakt stulecia" indyjskich sił zbrojnych na zakup 126 wielozadaniowych samolotów myśliwskich. Potwierdzono też lokalizację dwóch elektrowni jądrowych, które mają zostać dostarczone przez firmy amerykańskie zgodnie z przełomowym porozumieniem o współpracy w zakresie pokojowego wykorzystania energii nuklearnej z 10 października 2008 roku; do podpisania i realizacji obu kontraktów wymagane jest jednak przyjęcie przez Indie prawa ograniczającego odpowiedzialność firm amerykańskich w przypadku katastrofy nuklearnej [5].
O randze jaką administracja Obamy będzie nadawać stosunkom z Indiami świadczy ogłoszenie 20 lipca, w ostatnim pełnym dniu wizyty Clinton, utworzenia "dialogu strategicznego", mającego odbywać się corocznie pod przewodnictwem szefów dyplomacji obu państw, mającego służyć wszechstronnemu pogłębianiu partnerstwa obu państw i społeczeństw [6]. Mechanizm dialogu strategicznego jest zarezerwowany przez USA dla nielicznych państw o wybitnym znaczeniu międzynarodowym, takich jak Chiny, stanowi więc uznanie tego, iż Indie znajdują się na drodze do osiągnięcia statusu mocarstwowego - jak powiedziała Clinton w Council on Foreign Relations 15 lipca, "Indie mają ogromną szansę (...) odgrywania nie tylko roli regionalnej, ale również globalnej." [7]
Powszechnie uznaje się, że Indie i USA w czynnikach takich jak tradycja demokratyczna czy doświadczenia z terroryzmem mogą znaleźć mocne podstawy do budowy bliskiego partnerstwa, ale wizyta Clinton ujawniła, że wciąż istnieją zasadnicze różnice interesów, z grubsza pokrywające się z podziałami między światem rozwiniętym a rozwijającym się. Gdy 19 lipca Clinton odwiedziła przyjazny środowisku biurowiec na przedmieściach New Delhi, niespodziewanie indyjski minister środowiska Jairam Ramesh zdecydowanie oświadczył, że nie ma podstaw by Indie zgodziły się na naciski Zachodu na zaakceptowanie wiążących ograniczeń emisji gazów cieplarnianych, dowodząc że Indie znajdują się w gronie państw o najniższym poziomie emisji per capita [8]. Podobnie Indie i USA stoją po przeciwnej stronie barykady w międzynarodowych negocjacjach handlowych w ramach rundy Doha: podczas gdy USA bronią się przed naciskami na zniesienie subsydiów na produkty rolne, Indie niechętne są do otwierania swojego ogromnego rynku wewnętrznego dla zagranicznej konkurencji.
Nie wydaje się jednak, by stanowiło to większą przeszkodę w długofalowym rozwoju stosunków między dwoma największymi demokracjami na świecie. Administracja Obamy znalazła już, podobnie jak "reset" w stosunkach z Rosją, odpowiedni slogan opisujący ten proces: obecne chwile to według słów Clinton początek "USA-Indie 3.0" [9]: po pierwszej fazie wzajemnej podejrzliwości w okresie Zimnej Wojny i drugiej, w której usunięte zostały ostatnie poważne bariery dla współpracy dwustronnej, ma nastąpić trzecia, cechująca się "dramatyczną ekspansją naszej wspólnej agendy i większą rolą Indii w rozwiązywaniu globalnych wyzwań." Ważnym symbolicznym momentem w tej trzeciej fazie rozwoju stosunków dwustronnych będzie pierwsza państwowa wizyta przywódcy zagranicznego w okresie urzędowania administracji Obamy - będzie nim premier Indii Manmohan Singh, który przyjął zaproszenie do odwiedzenia Waszyngtonu 24 listopada.
Opis stosunków Indie-USA na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Indie,stosunki_dwustronne,USA
[2] Clinton meets Mumbai victims, serenaded by artisans, Reuters, 18 lipca 2009.
[8] India rejects U.S. proposal of carbon limits, Matthew Rosenberg, Wall Street Journal, 20 lipca 2009.