Po 6 miesiącach, werdykt odroczony w sprawie polityki zagranicznej Obamy
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Po 6 miesiącach, werdykt odroczony w sprawie polityki zagranicznej Obamy
Frida Ghitis World Politics Review 2009-07-30 23:14:47

W 6 miesięcy po objęciu prezydentury w Stanach Zjednoczonych, Barack Obama może wskazywać na wyraźnie inny, nowy ton w amerykańskiej polityce zagranicznej i początek zauważalnej odnowy wizerunku kraju na świecie. Jednak jeśli chodzi o konkretne osiągnięcia na arenie międzynarodowej, jego administracja jak dotąd nie ma specjalnie się czym pochwalić.

Transformacja globalnej pozycji Ameryki zaczęła się nawet zanim prezydent wprowadził się pod adres Pennsylvania Avenue 20 stycznia. Dwa czynniki wywołały ten proces. Po pierwsze, Obama zastąpił człowieka, który stał się wyjątkowo niepopularny w większej części świata. Samo oczekiwanie na odejście George'a W. Busha zaczęło zacierać nadszarpniętą reputację Ameryki.

Po drugie, wybór Baracka Obamy, człowieka i symbolu, wysłało reszcie świata serię przesłań. Wybór Obamy przywrócił inspirującą siłę Ameryki jako krainy nieograniczonych możliwości dla jednostek wszelakiego rodzaju. Potwierdził gotowość i zdolność Ameryki do wzniesienia się ponad swoje wady - w tym przypadku rasizm - i naprawienia siebie samej w zepsutych miejscach. Kolejne przesłanie pochodziło od samego Obamy, który prowadził kampanię z programem pojednania z wrogami Ameryki, z zawartą w tym obietnicą lepszego zrozumienia i większego przywiązywania wagi do innych poglądów i innych kultur.

Nieprawdopodobna rzeczywistość Obamy jako prezydenta Stanów Zjednoczonych przyprawiła wiele państw o gęsią skórkę. A siła wizerunku została ogromnie wzmocniona przez wielkie zdolności oratorskie prezydenta. Przemówienia Obamy podczas jego szalenie aktywnych pierwszych miesięcy sprawowania funkcji pomogły Stanom Zjednoczonym nakreślić nową globalną agendę i przypuszczalnie zacząć zjednywać sobie powszechne poparcie dla celów Waszyngtonu. A jednak cele polityki zagranicznej administracji pozostają niespełnione i w większości obszarów mało jest oznak konkretnego postępu.

Podczas swojej kampanii Obama obiecał, że pierwszego dnia urzędowania nakaże armii przystąpić do kończenia wojny w Iraku. Dotrzymał tej obietnicy, ale proces ten okazał się skomplikowany i krwawy. Wycofywanie się wojsk amerykańskich z irackich miast otworzyło pole do gwałtownego wzrostu ataków. Chociaż nie było to nieoczekiwane, rozmiary wzrostu przemocy są powodem do zmartwień nawet dla amerykańskich dowódców wojskowych. Liczba irackich ofiar cywilnych podwoiła się do 447 w czerwcu, miesiącu przez formalnym przekazaniem przez USA odpowiedzialności za bezpieczeństwo rządowi irackiemu.

Kolejnym niepokojącym trendem w Iraku są rosnące napięcia między rządem centralnym a prowincjonalną administracją kurdyjskich obszarów na północy. Dwa tygodnie temu kurdyjski premier powiedział, że rząd iracki i dobrze uzbrojeni Kurdowie są teraz bliżej wojny niż kiedykolwiek po upadku Saddama Husajna 6 lat temu. Administracja Obamy zrobiła krok w tył w wysiłkach zmierzających do rozwiązania sporu między oboma stronami o kontrolę nad terytorium i bogactwami naturalnymi. Próżnię tę wypełnili posługujący się siłą aktorzy i nieprzejednani politycy.

W Afganistanie zarządzony przez Obamę napływ wojsk stworzył szansę na sukces, ale perspektywa ta pozostaje odległa. Na razie mamy tylko wyższy bilans ofiar wśród sił amerykańskich. Liczba żołnierzy amerykańskich i koalicyjnych zabitych w lipcu już uczyniła ten miesiąc najkrwawszym w trakcie 8-letniej wojny.

Obok wojen w Iraku i Afganistanie, najpilniejszą pozycją w agendzie polityki zagranicznej jest Iran i jego determinacja do rozwoju programu nuklearnego, który w opinii wielu międzynarodowych ekspertów ma na celu produkcję broni atomowej. Strategia Obamy natrafiła tu na nieoczekiwaną nową przeszkodę.

Kontrowersyjny plan administracji dotyczący zaangażowania Teheranu - w nadziei na przekonanie go do zgodzenia się na żądania społeczności międzynarodowej - utknął z powodu utraty przez irański reżim legitymacji wśród własnej populacji. Sporne wybory poważnie osłabiły rząd prezydenta Mahmuda Ahmadinejada i najwyższego przywódcy Aliego Khameneiego w sensie poparcia społecznego, nawet jeśli utrwala on swoją pozycję poprzez brutalne represje. Aby przetrwać, irański reżim mocno polega teraz na twardogłowych w aparacie bezpieczeństwa. Powyborczy Iran wygląda na bardziej bezkompromisowy niż kiedykolwiek w krótkim okresie czasu, nawet jeśli w długim okresie stał się dużo bardziej wrażliwy niż wcześniej.

Perspektywy negocjacji wydawały się jeszcze bardziej odległe gdy Ahmadinejad objął prezydenturę na kolejną kadencję i obiecał, że stawi czoło USA - które często określa "globalną arogancją." Przemawiając w mieście Mashad powiedział: "zaraz gdy powstanie nowy rząd, z siłą i władzą 10-krotnie większą niż wcześniej, wejdzie na scenę globalną i doprowadzi do upadku globalnej arogancji." Na chwilę obecną Obama stracił punkty zarówno u reżimu jak i irańskiej publiki. Wyważone oświadczenia Waszyngtonu przychylne dla antyrządowych demonstrantów rozzłościły reżim, ale też rozczarowały reformatorów, którzy pragnęli mocniejszego poparcia.

Postęp jest również nieuchwytny na froncie północnokoreańskim. Nadzieja, że Phenian odpowie pozytywnie na starannie dobrane słowa Obamy także wygląda mało obiecująco. Gdy przywódca kraju Kim Dzong-il boryka się z chorobą, Korea Północna stała się bardziej bojowa i nieprzewidywalna. Kiedy pojawiły się doniesienia, że Phenian może wystrzelić rakietę w kierunku Hawajów, USA przesunęły swoje środki obronne w celu ochrony wysp, sygnalizując niemożność zapobieżenia atakowi Korei Północnej. "Pustelnicze królestwo" odpalało rakiety i zaczepnie reagowało na każdy krok Waszyngtonu i społeczności międzynarodowej.

Perspektywy osiągnięcia układu między Izraelem a Palestyńczykami również nie wyglądają różowo w chwili obecnej. Obama wzmocnił swoją pozycję wśród Arabów publicznym wezwaniem Izraela do zamrożenia wszelkiej działalności osadniczej i żądaniem by premier Benjamin Netanyahu przystał na cel dwóch państw dla dwóch narodów.

Netanyahu niechętnie zgodził się na rozwiązanie dwupaństwowe. Lecz mimo to cel Obamy by państwa arabskie wystąpiły z gestami uznania pod adresem Izraela zawstydzająco spaliły na panewce. Po drodze do Kairu na przemówienie do świata arabskiego Obama zatrzymał się w Arabii Saudyjskiej, mając nadzieję, że odleci z konkretną obietnicą działania ze strony wiodącego państwa arabskiego. Królestwo odmówiło przychylenia się do którejkolwiek z próśb Obamy, w tym możliwości zezwolenia izraelskim samolotom pasażerskim na latanie przez saudyjską przestrzeń powietrzną. Tymczasem nowy ton Waszyngtonu przeraził Izraelczyków i wzbudził u nich wrażenie, że Waszyngton może zostawić ich bez ochrony w chwili, gdy Iran zbroi Hamas czy Hezbollah. W niedawnym sondażu tylko 6% Izraelczyków stwierdziło, że wierzą, iż Obama jest proizraelski.

Pomimo swojej konfrontacji z Izraelem, wydaje się że prezydent nie zyskał wiele zaufania u Palestyńczyków. Debatując nad amerykańskimi pomysłami w kwestii uchodźców w palestyńskiej gazecie Ma'an, Palestyńczycy wyrazili nieufność wobec Waszyngtonu. Hatem Abdul Qader, wysoki rangą przedstawiciel rządzącego Fatahu, powiedział: "Stany Zjednoczone próbują oszukać Palestyńczyków." Rywalizujący Hamas też wykazał mało zainteresowania amerykańskimi propozycjami. Salah Bardawil z Hamasu odrzucił je mówiąc: "stratą czasu jest rozpoczynanie przez amerykańską administrację kierowaną przez Obamę manewrów politycznych z odrzuconym argumentem."

Nowe podejście Waszyngtonu w Ameryce Łacińskiej także okazało się zaskakująco nieudane. Kiedy siły wojskowe odsunęły od władzy prezydenta Hondurasu Manuela Zelayę i wywiozły go na wygnanie, USA postanowiły grać drugoplanową rolę i zostawiły rozwiązanie kryzysu Organizacji Państw Amerykańskich. Teraz, gdy wydaje się, że wysiłki OPA poniosły fiasko, USA są atakowane z obu stron. Rządy popierające Zelayę, takie jak rząd Wenezueli, które chcą przywrócenia na stanowisko byłego prezydenta, ganią Waszyngton za nie przyjęcie bardziej aktywnej roli w przywracaniu go do władzy. Równocześnie siły przeciwne Zelayi odbierają dyskretne podejście Waszyngtonu jako oznakę słabości. USA, powiedział jeden z honduraskich analityków, obawiają się stawić czoła Hugo Chavezowi z Wenezueli.

Po 6 miesiącach Obama ma ukończone zaledwie 1/8 swojej pierwszej kadencji. Jest to bez wątpienia zbyt krótki okres czasu by osiągnąć poważne rezultaty na takim skomplikowanym polu jak polityka zagraniczna. Prezydent niewątpliwie zaczął z ambitną agendą i długa listą pilnych i trudnych spraw do załatwienia. Zrobił dobry początek poprawiając ogólną atrakcyjność międzynarodową Ameryki i to może w końcu przynieść dywidendę. Ale dopóki nie będzie mógł przedstawić konkretnych osiągnięć w realizacji globalnej agendy kraju, dopóty jego polityka zagraniczna nie będzie mogła być zaliczana do skutecznych.

 

Frida Ghitis jest niezależnym komentatorem spraw światowych i redaktorem World Politics Review. Jej cotygodniowy felieton World Citizen jest publikowany co czwartek.


Copyright World Politics Review
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.worldpoliticsreview.com/article.aspx?id=4113

 

Opis polityki zagranicznej USA na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,USA,polityka_zagraniczna



Słowa kluczowe
USA

 

lista
tematów
lista
autorów