Afganistan: dlaczego są powody do optymizmu
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Afganistan: dlaczego są powody do optymizmu
Radek Alf stosunkimiedzynarodowe.info 2009-09-06 23:19:38

Podczas gdy krytycy i malkontenci coraz częściej widzą w Afganistanie niekończący się, pożerający środki i nie prowadzący do niczego dobrego konflikt, faktycznie jest sporo powodów do optymizmu.

 

Państwa i społeczeństwa zachodnie ewidentnie wykazują znużenie konfliktem w Afganistanie, który latem tego roku przyniósł najwyższe jak dotąd straty wśród sił koalicyjnych. Niepopularność wojny sięga rekordowych poziomów w krajach najbardziej przyczyniających się do wysiłku wojennego, np. Wielkiej Brytanii i USA, a ponieważ końca nie widać, komentatorzy już ochrzcili ją "Wietnamem Obamy" [1], gdyż to obecny prezydent USA postanowił o zakończeniu "wojny z wyboru" prowadzonej w Iraku i skoncentrowaniu się na "wojnie z konieczności" w Afganistanie. W tej sytuacji warto wykazać, że powody do optymizmu co do powodzenia międzynarodowej misji w Afganistanie są naprawdę liczne i dotyczą wielu aspektów tego złożonego konfliktu.

Przede wszystkim generał Stanley McChrystal, który latem tego roku przejął dowodzenie nad siłami amerykańskimi i koalicyjnymi w Afganistanie, jest utalentowanym ekspertem od operacji kontrpartyzanckich i proponuje przemyślaną strategię, która jest czymś znacznie więcej niż tylko biciem głową w rebeliancki mur. "Sytuacja w Afganistanie jest poważna, ale sukces jest osiągalny", stwierdził McChrystal 31 sierpnia, gdy ogłosił ukończenie i przedłożenie poufnego przeglądu sytuacji strategicznej. Raport ten niemal na pewno nie zostanie ujawniony, ale jego główne tezy z pewnością pokrywają się z wytycznymi dostępnymi na stronie internetowej NATO [2]. McChrystal wzywa do diametralnej zmiany nastawienia do kampanii kontrpartyzanckiej w Afganistanie - chodzi nie tyle o zwalczanie rebeliantów, co o ochronę ludności cywilnej, tym bardziej, że zabijanie bojowników może faktycznie przyczyniać się do powiększania szeregów rebeliantów. "Wola ludności jest celem" kampanii, twierdzi McChrystal. "Zdobądźmy poparcie ludności i wojna jest wygrana, niezależnie od tego jak wielu bojowników zostanie zabitych lub schwytanych." Zatem McChrystal kładzie nacisk na to, by w ramach kampanii kontrpartyzanckiej prowadzić takie operacje ofensywne, które "odbierają partyzantowi to, na czego utratę nie może sobie pozwolić - kontrolę nad ludnością", a więc np. rutynowe spotykanie się z liderami lokalnych społeczności w celu budowy zaufania i zaznajomienia się z ich potrzebami oraz realizację projektów poprawiających położenie ludności cywilnej.

Oczywiście przy takich założeniach niedopuszczalne są bombardowania na dużą skalę, do których w ostatnich latach dochodziło wielokrotnie i które często powodowały śmierć cywilów. McChrystal idzie nawet dalej, uważając że siły międzynarodowe w ogóle powinny stronić od szeroko zakrojonych operacji przeciw rebeliantom, gdyż "jeśli cywile giną w potyczce, nie ma znaczenia, kto ich zastrzelił - wciąż to my nie uchroniliśmy ich od krzywdy." Pozytywne konsekwencje takiego podejścia są już zauważalne: jak doniósł 28 sierpnia "Los Angeles Times", dane NATO mówią, że w okresie lipiec-sierpień tego roku siły koalicyjne zabiły tylko 19 afgańskich cywilów, zaś rebelianci - 249, podczas gdy w tym samym okresie 2008 roku liczby te wynosiły odpowiednio 151 i 210 [3]. Gdy 4 września w prowincji Kunduz amerykański samolot bojowy zbombardował dwie zatrzymane przez Talibów cysterny, a w eksplozji zginęło około 90 osób, w tym cywile, McChrystal podjął bezprecedensowe kroki służące uśmierzeniu gniewu Afgańczyków: już następnego dnia wygłosił telewizyjne przemówienie, w którym obiecał upublicznienie wyników śledztwa w sprawie okoliczności incydentu, a także odwiedził miejsce eksplozji [4].

"Zasadniczo, my i partyzanci prezentujemy ludziom Afganistanu argumenty co do przyszłości: oni zdecydują, które argumenty są najbardziej atrakcyjne, najbardziej przekonujące i mają największe szanse sukcesu", mówi generał McChrystal. Jeśli wierzyć sondażowi opublikowanemu w lipcu tego roku przez International Republican Institute (IRI) [5], Afgańczycy znacznie bardziej skłonni są zaufać Zachodowi niż Talibom. Podczas gdy pozytywną opinię o Talibach wyraża 19% Afgańczyków, Unię Europejską pozytywnie postrzega 47%, a USA - aż 62% Afgańczyków. Jeszcze bardziej druzgocące dla Talibów są wyniki sondażu przygotowanego dla telewizji ABC, BBC i ARD z lutego tego roku, w którym przychylną opinię wyraziło o nich zaledwie 7% ankietowanych. Można więc z dużą dozą pewności przyjąć, że poza pusztuńskimi regionami południowego Afganistanu poparcie dla Talibów praktycznie nie istnieje. Jednocześnie, jak wskazuje sondaż IRI, u Afgańczyków rośnie generalny optymizm: podczas gdy w maju tylko 30% uważało, że sprawy w Afganistanie zmierzają w dobrym kierunku, w lipcu pogląd taki wyrażało już 62%, a 35% dostrzega większą stabilność w kraju niż rok wcześniej (w maju - 14%).

Kolejny powód do umiarkowanego optymizmu to lepsze wyniki walki z produkcją i handlem narkotykami, które uważane są za jedno z głównych źródeł pozyskiwania funduszy przez rebeliantów. Wydany 3 września raport ONZ-owskiego Biura ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) [6] informuje, że obszar upraw maku w tym roku zmniejszył się w Afganistanie o 22% i wynosi 123 tys. hektarów, znacznie mniej niż 193 tys. hektarów w rekordowym roku 2007; także produkcja opium spadła o 10% - z 7700 ton w roku ubiegłym do 6900 ton obecnie. Na tym polu również godne podkreślenia jest przyjęcie przez USA nowej, rozsądniejszej strategii - w okresie administracji Busha koncentrowano się na niszczeniu upraw służących produkcji opium, teraz główny nacisk położony jest na zachęcanie rolników do innych upraw oraz przechwytywanie transportów narkotyków i zwalczanie kryminalnych siatek kontrolujących narkotykowy biznes; dlatego w sierpniu USA ogłosiły, że priorytetowymi celami stało się 50 czołowych handlarzy narkotyków powiązanych z Talibami [7].

Gdy nasila się walka z tą rozległą szarą strefą, legalna gospodarka Afganistanu wykazuje solidny wzrost - według danych Banku Światowego w 2007 roku 13,5% lub 9,2% per capita [8]. Co jeszcze ważniejsze, coraz powszechniejszy jest dostęp do opieki zdrowotnej i edukacji - w 2008 roku do szkół chodziło już 7,2 miliona afgańskich dzieci, o milion więcej niż rok wcześniej, a 35% z nich stanowiły dziewczęta, podczas gdy za rządów Talibów uczyło się tylko milion chłopców, a dziewczęta w ogóle nie chodziły do szkół [9]. Nawet zdolności afgańskich służb bezpieczeństwa, armii narodowej i sił policyjnych wydają się stopniowo rosnąć, choć trzeba podkreślić, że ich łączna liczebność to wciąż jedynie około 170 tysięcy [10], podczas gdy w Iraku jest to około 600 tysięcy.

Sytuacja wewnątrz Afganistanu jest więc znacznie lepsza niż się ją często przedstawia i jak widać istnieją pewne przesłanki sukcesu w dłuższym okresie czasu. Najpoważniejsza przeszkoda dla powodzenia afgańskiej kampanii w coraz większym stopniu pochodzi z zewnątrz - i to nie z Pakistanu, gdzie obecny rząd wykazuje sporą ochotę do zwalczania ekstremistów i skutecznie współpracuje z USA, ale z kreowanego w mediach pesymistycznego obrazu wojny w Afganistanie jako konfliktu, którego wygrać się nie da. Wychodząc z tego założenia, w Wielkiej Brytanii czy USA pojawiają się nawoływania do opuszczenia Afganistanu przez wojska tych państw. Co miałoby być alternatywą?

Dużo szumu wywołał artykuł czołowego konserwatywnego komentatora amerykańskiego George'a Willa, zamieszczony w "Washington Post" 1 września [11] - Will uważa, że jeśli celem jest zapobieżenie ponownemu usadowieniu się al-Qaidy w trudno dostępnych regionach Afganistanu, Ameryka może ograniczyć się do "tego, co da się zrobić zza brzegów, wykorzystując wywiad, samoloty bezzałogowe, pociski samosterujące, uderzenia z powietrza i małe, sprawne jednostki sił specjalnych." Wydaje się to niesłychanie krótkowzroczną receptą - podobną strategię realizowano przecież przez kilka ostatnich lat, a jej rezultatem były wielkie straty wśród cywilów, utrata terytorium na rzecz Talibów, osłabienie pozycji rządu afgańskiego i destabilizacja przygranicznych regionów Pakistanu. Łudzenie się, że dzisiejsi Talibowie, gdyby udało im się przejąć kontrolę nad częścią Afganistanu, nie daliby ponownie pola do działania al-Qaidzie, jest naiwne i ignoruje to, jak bardzo radykalna i sprzyjająca ideologii rozpowszechnianej przez al-Qaidę jest przynajmniej część dowódców Talibów.

Według ostatniego sondażu przeprowadzonego na zlecenie CNN już rekordowe 57% Amerykanów sprzeciwia się misji wojskowej w Afganistanie [12]. Afgańska wojna z punktu widzenia poparcia opinii publicznej wkroczyła najwyraźniej w moment krytyczny, wykazujący dużo analogii z sytuacją w Iraku w połowie 2007 roku. Podobnie jak dziś niepopularność wojny w USA była bardzo duża, nawet wśród partii prezydenckiej, a politycy i komentatorzy argumentowali, że należy opuścić teatr wojny i skoncentrować się na tym, skąd płynie rzeczywiste niebezpieczeństwo, czyli na kryjówkach al-Qaidy. Wówczas to gotowa i wzdrażana była już nowa strategia wojskowa opracowana przez generała Davida Petraeusa, opierająca się na czasowym zwiększeniu liczebności wojsk amerykańskich i ochronie i "zdobyciu serc i umysłów" miejscowej ludności (a więc wykazująca liczne podobieństwa do strategii proponowanej przez generała McChrystala). Szczęśliwie ówczesny prezydent Bush nie ugiął się pod presją by pozostawić Irak samemu sobie, a strategia Petraeusa szybko przyniosła efekty, pozwalając dramatycznie zredukować poziom przemocy w Iraku. Teraz podobnym testem siły woli Obamy będzie Afganistan, który w opinii Bruce'a Riedela, autora strategicznego przeglądu sytuacji w Afganistanie i Pakistanie na polecenie Obamy, był wojną "z potwornie niewystarczającymi środkami przez co najmniej 6 z ostatnich 7,5 roku" i nie daje perspektyw zwycięstwa w ciągu najbliższych 18 miesięcy [13]. Implementacja strategii McChrystala będzie wymagała znacznie większej ilości wojsk i znacznie większych środków materialnych, ale daje szansę na opanowanie konfliktu. Czy Obama oprze się antywojennym nastrojom ogarniającym Amerykę?



[1] Could Afghanistan become Obama's Vietnam?, Peter Baker, The New York Times, 23 sierpnia 2009,

http://www.nytimes.com/2009/08/23/weekinreview/23baker.html?_r=1

[2] http://www.nato.int/isaf/docu/official_texts/counterinsurgency_guidance.pdf

[3] Afghan civilian deaths decline under new US tactics, Laura King, Los Angeles Times, 28 sierpnia 2009,

[4] McChrystal tries to calm Afghans after air strike, Reuters, 5 września 2009.

[7] US targets Afghan drug lords tied to Taliban, Reuters, 10 sierpnia 2009.

[11] Time to get out of Afghanistan, George F. Will, Washington Post, 1 września 2009,

http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2009/08/31/AR2009083102912.html



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów