Korekta kursu Obamy wobec pokoju na Bliskim Wschodzie
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Korekta kursu Obamy wobec pokoju na Bliskim Wschodzie
Frida Ghitis World Politics Review 2009-10-01 23:24:08

Trójstronny szczyt w hotelu Waldorf Astoria 22 września przejdzie do historii jako moment, w którym prezydent USA Barack Obama dostrzegł, że jego początkowa strategia doprowadzania Izraelczyków i Palestyńczyków do stołu negocjacyjnego stała się kontrproduktywna. Orientując się, że był na złym kursie, Obama zaczął stopniowo przechodzić ku szlakowi mniej dramatycznemu, mniej upublicznionemu, a potencjalnie bardziej skutecznemu.

Pod koniec spotkania z izraelskim premierem Benjaminem Netanyahu i prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem Obama wyglądał na zniecierpliwionego i więcej niż trochę sfrustrowanego. Jeśli posłucha się uważnie, jest tam wyraźna zmiana tonu i treści. W przeciwieństwie do wcześniejszych oświadczeń na temat zainteresowanych stron, tym razem Obama sprawiał wrażenie bardziej sfrustrowanego Palestyńczykami niż Izraelczykami. Jego uwagi przesiąknięte były nowym wydźwiękiem bezstronności. Być może frustracje Obamy były skierowane ku samemu sobie, gdyż zrobił wiele by zawiązać węzeł, w którym się znalazł.

Zniecierpliwiony Obama ogłosił: "Mówiąc wprost, minął czas rozmów o rozpoczęciu negocjacji - teraz jest czas iść naprzód. Czas wykazać elastyczność i zdrowy rozsądek." Następnie przyszły zmiany w polityce. Rozważmy te dwie równoczesne oceny działań obu stron przez Obamę:

- "Palestyńczycy nasilili swoje wysiłki w kwestii bezpieczeństwa, ale muszą zrobić więcej by powstrzymać podżeganie do przemocy i by pójść do przodu z negocjacjami."

- "Izraelczycy umożliwili większą swobodę ruchu Palestyńczykom i omawiają ważne kroki by pohamować działalność osadniczą, ale muszą przełożyć te dyskusje na rzeczywistość w tej i innych kwestiach."

Obama naciska Palestyńczyków by zmienili swoje stanowisko, ponieważ w chwili obecnej to Palestyńczycy odmawiają rozpoczęcia rozmów. Izraelczycy mówią, że są gotowi je rozpocząć bez warunków wstępnych. Ale Palestyńczycy mówią, że nie zrobią tego dopóki nie ustanie wszelka działalność osadnicza, czego odmawia Netanyahu. Obama mówi Palestyńczykom by "wykazali elastyczność." Izraelczykom już nie mówi, że muszą zaprzestać wszelkiej działalności osadniczej, co on sam i jego sekretarz stanu mówili wielokrotnie. Teraz Obama wydaje się pogodzony z zaakceptowaniem pewnej formuły ograniczonego wzrostu osiedli, co wciąż byłoby poważnym kompromisem dla pracowicowego premiera Izraela, ale nie spełniałoby wstępnego żądania Obamy.

Koniec końców Obama mówi, że "negocjacje w sprawie permanentnego statusu muszą się zacząć i to zacząć się wkrótce." Pierwsze 5 słów w tym zdaniu stanowi wyzwanie dla Netanyahu i koncesję pod adresem Palestyńczyków. Netanyahu chciałby rozwiązywać konflikt kawałek po kawałku, dochodząc do rozwiązań tymczasowych. Palestyńczycy chcą by negocjacje, kiedy się one zaczną, miały na celu rostrzygnięcie permanentnego, końcowego statusu.

Żądając koncesji i wywierając presję na obie strony, Obama zademonstrował wyraźną zmianę w swojej pozycji mediatora. W początkowych tygodniach swojej prezydentury Obama chwycił za megafon by rozmawiać o konflikcie. To był jego pierwszy błąd. Wysunął bardzo konkretne żądania w sposób bardzo publiczny, przekształcając potwornie delikatny i emocjonalny zestaw kwestii w sprawę dla zgromadzenia publicznego. Zagonił polityków z obu stron do rogów, z których w zasadzie nie mogli się wywinąć bez zapłacenia wysokiej ceny politycznej. W rezultacie przywódcy izraelscy i palestyńscy znaleźli się w sytuacji mniejszego pola manewru nawet przed rozpoczęciem negocjacji.

Obama zanotował ważny sukces kiedy Netanyahu ogłosił swoje poparcie dla rozwiązania dwupaństwowego, chociaż z szeregiem poważnych zastrzeżeń. Szybkie zgodzenie się na następne żądanie Obamy w sprawie osadnictwa mogłoby jednak doprowadzić do upadku rządu Netanyahu.

W konflikcie, w którym lista poważnych przeszkód jest długa, Obama dał wrażenie, że najważniejszą kwestią na stole jest jego żądanie całkowitego zamrożenia izraelskiego osadnictwa. Bez wątpienia budowa żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu jest jedną z kluczowych kwestii, ale wcale nie jest jedyną. Przy wciąż nierozwiązanych głębokich podziałach palestyńskich pomiędzy odrzucającym pokój Hamasem a Fatahem, przy trwającym nadal podżeganiu do przemocy przeciw Żydom, przy ciągłym zbrojeniu wrogów Izraela przez Iran, lista problemów jest zniechęcająca. Dla Izraelczyków, którzy uważają bezpieczeństwo za jeden z nadrzędnych problemów które należy rozwiązać, obsesyjna koncentracja uwagi Obamy na osadnictwie stworzyła zwiększone poczucie wrażliwości.

Dla Abbasa publiczne żądanie Obamy pod adresem Netanyahu oznaczało, że on też musiał wysunąć takie samo żądanie. Strona palestyńska powiedziała wówczas, że nie zasiądzie do stołu z Izraelem dopóki ten nie zgodzi się na pełne zamrożenie osadnictwa. Nagle, po latach rozmów, jedna strona odmawiała rozmawiania z drugą. Obama niechcący stworzył jeszcze jedną przeszkodę dla pokoju.

Po stronie izraelskiej, dowód na pomyłkę Obamy widać w publicznej reakcji na jego żądanie zakończenia działalności osadniczej. Olbrzymia większość Izraelczyków nie lubi osadników i nie popiera budowy nowych osiedli na Zachodnim Brzegu. A jednak naciski Obamy sprawiły, że nerwowi Izraelczycy skupili się wokół swojego premiera. Sondaże pokazały, że tylko 6% Żydów w Izraelu sądzi, że Obama jest proizraelski. Bez amerykańskiego wsparcia, Izraelczycy obawiają się o swoją zdolność do trzymania wrogów na dystans.

Wraz z każdym szorstkim aktem ze strony Waszyngtonu wskaźniki poparcia premiera Benjamina Netanyahu rosły o kilka kolejnych punktów. Kiedy Obama dorzucił żądanie zaprzestania budowy we Wschodniej Jerozolimie, dotknął jeszcze jednego delikatnego nerwu. Większość Izraelczyków nie popiera zrezygnowania z Jerozolimy jako ich stolicy. A wezwanie do zakazania Żydom przenoszenia się do Wschodniej Jerozolimy, podczas gdy Arabowie mogą i kupują nieruchomości w Zachodniej Jerozolimie, wydawało się ewidentnie niesprawiedliwe. To była kwestia na stół negocjacyjny, nie do narzucenia przez Obamę przed oficjalnym startem rozmów pokojowych.

Netanyahu zaproponował tymczasowe zawieszenie większości działalności osadniczej na Zachodnim Brzegu, ale powiedział, że Wschodnia Jerozolima nie jest Zachodnim Brzegiem i że budowa mająca tam miejsce nie jest działalnością osadniczą. Jego wskaźniki poparcia skoczyły do 65%, zdumiewająco wysoko jak na polityka, który w ostatnich wyborach znalazł na drugim miejscu. Netanyahu może dziękować Obamie za swoją mocną pozycję.

Amerykańskie podejście zmieniło się, komentarze negocjatora George'a Mitchella ujawniły, że Waszyngton teraz wycofał się w kwestii osadnictwa. "Jest wiele przeszkód... Chcę jasno dać do zrozumienia, że są różnice, które pozostały i to jest jedna z nich", powiedział Mitchell, odnosząc się do osadnictwa. "To nie jest jedyna [przeszkoda], są inne", dodał Mitchell. "Nigdy nie uważaliśmy wymaganych kroków za cele same w sobie. Zawsze dawaliśmy jasno do zrozumienia, że są one środkami do celu, a celem jest wznowienie negocjacji." Osadnictwo już nie jest na szczycie agendy.

Na pierwszy rzut oka szczyt w Waldorf Astoria może wydawać się dowodem porażki Obamy na Bliskim Wschodzie. Bądź co bądź, akceptuje on mniej niż to, czego żądał. Ta percepcja jest niewłaściwa i pokazuje, że Obama wciąż uczy się bliskowschodniego bazaru, gdzie w negocjacjach jest otwierające żądanie, po którym następuje niższa kontroferta. Gdyby Obama nie reklamował swojego otwarcia, nie wyglądałby teraz jak ponoszący porażkę.

W końcowym rozrachunku zmiana kursu Obamy lepiej wróży sukcesowi, zarówno w jego staraniach by być prezydentem, który doprowadzi do porozumienia pokojowego, jak i dla tych wszystkich, którzy chcą pokoju na Bliskim Wschodzie.

 

Frida Ghitis jest niezależnym komentatorem spraw światowych i redaktorem World Politics Review. Jej cotygodniowy felieton World Citizen jest publikowany co czwartek.

 

Copyright World Politics Review.

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.worldpoliticsreview.com/article.aspx?id=4352

 

Zobacz wcześniejszy artykuł:

Izrael-USA: Obama grzęźnie w bliskowschodnim bagnie (Radek Alf, 4 sierpnia 2009)

 

Opis konfliktu izraelsko-palestyńskiego na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Izrael,problemy,Konflikt

 

Opis stosunków Izrael-USA na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Izrael,stosunki_dwustronne,USA


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów