Niegdyś faworytowi administracji George'a W. Busha, prezydentowi Gruzji Michaiłowi Saakaszwiliemu nie powodzi się dobrze po zmianie amerykańskiego przywództwa, a raport UE w sprawie wojny gruzińsko-rosyjskiej będzie miał upokarzające konsekwencje.
"Nawet tam, skąd ja pochodzę, miliard dolarów dla 5 milionów ludzi to mnóstwo pieniędzy", zauważył wiceprezydent USA Joe Biden podczas swojej lipcowej podróży do Tbilisi.
Jego misją było głównie zapewnienie Gruzinów, że USA nie zapomniały o nich w związku z dążeniem do poprawy stosunków z Rosją. Ale uwaga ta, zaledwie kilka minut przed tym jak Biden odszedł od uprzejmości i momentalnie zaatakował stan gruzińskiej demokracji, zawierała też sugestię, że Waszyngton musi uzyskać więcej w zamian za swoją ogromną inwestycję.
1000-stronicowy, sponsorowany przez UE raport z 30 września w sprawie wojny gruzińsko-rosyjskiej w 2008 roku może posłużyć jako kolejny cios dla już chwiejnych relacji gruzińskiego prezydenta Michaiła Saakaszwiliego z biurokracją w Waszyngtonie.
Autorzy raportu starali się sięgnąć głębiej niż wszelkie wcześniejsze śledztwa i wywnioskować, na tyle rozstrzygająco i niezależnie jak to możliwe, co wydarzyło się podczas tych pięciu brzemiennych w skutki dni zeszłorocznego konfliktu. Ostatecznie w zasadzie potępili obie strony.
Moskwa przygotowała grunt pod ten konflikt "latami prowokacji, wzajemnych oskarżeń, gróźb militarnych i politycznych i aktów przemocy", mówi raport. Następnie Rosja zadziałała z siłą i agresją nie dającą się pogodzić z rzeczywistym zagrożeniem dla swoich żołnierzy sił pokojowych, w tym nielegalnymi wypadami na bezsprzecznie gruzińskie terytoria.
Jednak to Gruzja oddała pierwszej strzały tej wojny, ostrzeliwując artylerią Osetię Południową - co było według prawa międzynarodowego nieusprawiedliwionym czynem z powodu niezdolności do przedstawienia dowodów realnej inwazji rosyjskiej.
Stosunki z USA ochłodziły się już na długo przed tym jak wnioski raportu potwierdziły generalnie przyjmowaną w Waszyngtonie wersję wydarzeń. W przeszłość odeszły czasy, gdy Gruzja była "gwiazdą" przestrzeni poradzieckiej, z wyedukowanym na Zachodzie, mówiącym po angielsku prezydentem, który doszedł do władzy w następstwie prodemokratycznej, antykorupcyjnej "rewolucji róż."
Opuszczenie Białego Domu przez George'a W. Busha jest kluczowym powodem tej zmienionej dynamiki, gdyż Saakaszwili był jednym z ulubionych przez Busha symboli jego wysiłków na rzecz promocji demokracji i obaj przywódcy podobno utrzymywali bliskie, osobiste relacje.
Podczas gdy publicznie amerykańska polityka nie zmieniła się wiele wraz z przyjściem nowej administracji (a Biden i sekretarz stanu Hillary Clinton są uważani za propagatorów Gruzji), zindywidualizowana natura stosunków jest już cechą z przeszłości. Obama i Saakaszwili jeszcze się nie spotkali, nawet na niedawnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Niżej w hierarchii politycznej w Waszyngtonie, amerykańscy przedstawiciele średniego i niższefo szczebla zajmujący się Południowym Kaukazem mówią otwarcie - chociaż poufnie - że Gruzja mogłaby mieć się lepiej bez "Miszy", że sprawia on zbyt wiele problemów i że stracił blask reformatora. Nie żywią wielkich nadziei, że państwo to wykona znaczący zwrot przed następnymi wyborami prezydenckimi w 2013 roku.
Działania gruzińskiego prezydenta przed, w trakcie i po wojnie z Rosją także mają dużo wspólnego z generalnym rozczarowaniem - zwłaszcza gotowość Saakaszwiliego do dania się sprowokować do ataku na Osetię Południową, po czym nastąpiła przewidywalna przesadzona reakcja Rosji, brak interwencji militarnej Zachodu i utrata kolejnego kawałka terytorium przez to małe państwo.
Nie wiadomo jeszcze jak unijny raport wpisze się w to wszystko. Z jednej strony, jak powiedział ISN Security Watch Lincoln A Mitchell, eksport od Gruzji nauczający na Uniwersytecie Columbia, "raport tylko potwierdza to, co stało się wiedzą powszechną w USA i Europie. Nie ma tu nic, co stanęłoby w sprzeczności z tym, co odpowiednio poinformowani dziennikarze i oficjele w Ameryce i Europie już wiedzą."
Lecz publiczne potwierdzenie przez niezależną komisję, że Gruzja fałszywie przedstawiła swoje działania wojenne może być dokładnie tym, czego biurokraci w Departamencie Stanu potrzebują by sprowadzić na ziemię notorycznie aroganckiego Saakaszwiliego - i kolejnym powodem by nadać Gruzji skromniejsze (i bardziej odpowiednie) miejsce w polityce zagranicznej USA, a nie eksponowaną pozycję jaką niegdyś miała.
Jeremy Druker jest dyrektorem wykonawczym, redaktorem naczelnym i jednym z założycieli Transitions Online.
Copyright International Relations and Security Network
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/Security-Watch/Detail/?ots591=4888CAA0-B3DB-1461-98B9-E20E7B9C13D4&lng=en&id=108423
Opis stosunków Gruzja-USA na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Gruzja,stosunki_dwustronne,USA