Główną zagadką wokół szczytu Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP) w Kiszyniowie (Mołdawia) w zeszłym tygodniu było to, czy udział weźmie prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew.
Kreml potwierdził jego uczestnictwo w zaplanowanym na 9 października szczycie dopiero 5 października. Opóźnienie to tylko nasiliło spekulacje, iż nawet Kreml doszedł do przekonania, że WNP jest martwą organizacją.
Samo istnienie WNP jest ważną częścią udawania przez Rosję, że jest supermocarstwem uwikłanym w rywalizację ze Stanami Zjednoczonymi. Ale czy Rosja naprawdę przewodzi temu blokowi? A jeśli tak, dokąd chce go zaprowadzić?
Obserwatorzy intensywnie spekulowali też na temat agendy szczytu. Pierwsze oświadczenia prasowe wskazywały, że przywódcy będą omawiać środki przeciwdziałania kryzysowi gospodarczemu. Ale oświadczenie rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych z 5 października zignorowało ten temat i wyszczególniło tylko rutynowe kwestie, w tym "współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa granic, politykę migracyjną i sferę humanitarną."
'Wielka Wojna Patriotyczna'
Jak się okazało, głównym celem szczytu ogłoszono podpisanie dokumentu zobowiązującego wszystkie głowy państw WNP do uczestnictwa w nieformalnym szczycie w maju 2010 roku upamiętniającym 65. rocznicę zwycięstwa Związku Radzieckiego w II Wojnie Światowej i proklamującego rok 2010 "rokiem weteranów WNP Wielkiej Wojny Patriotycznej" ze sloganem "Zwyciężyliśmy Razem." Warto odnotować, że WNP wcześniej planowała ogłosić 2010 "rokiem nauki i innowacji w WNP", ale Rosja naciskała na spojrzenie wstecz a nie w przyszłość, koncentrując uwagę na wojnie.
W połączeniu z aktywnym wskrzeszaniem przez Moskwę kultu radzieckiego dyktatora Józefa Stalina wydawałoby się, że Rosja lansuje radziecką nostalgię/patriotyzm jako quasi-oficjalną ideologię WNP, być może próbując ocalić miotającą się organizację. Sekretarz wykonawczy WNP Aleksander Lebiediew ogłosił, że obchody rocznicy wojny odbędą się na obszarze bloku w kwietniu i maju 2010 roku i że wszystkie państwa WNP będą musiały przyczynić się do ich finansowania.
Oczywiście to podejście jest wielce kontrowersyjne, gdyż niektóre części WNP postrzegają okres powojenny jako okupację ich ziem przez Związek Radziecki i narodową tragedię. Starania Moskwy o narzucenie sąsiadom Rosji rosyjskocentrycznego spojrzenia na niedawną historię jest powszechnie odbierane jako brutalny afront.
Mołdawia, która w tym roku sprawuje rotacyjną prezydencję w organizacji, mocno walczyła o to, by przynajmniej zmienić nazewnictwo z "Wielkiej Wojny Patriotycznej" na "II Wojnę Światową", ale nie udało się to - ze względu na intensywną presję dyplomatyczną Rosji. Końcowa rezolucja wywołała zdziwienie w Kiszyniowie, ale nowy rząd mołdawski ewidentnie postanowił skupić się na wypełnieniu zobowiązań podjętych przez poprzedni rząd i na byciu dobrym gospodarzem szczytu.
Jednak strona rosyjska z pewnością zauważyła, że pełniący obowiązki prezydenta Mołdawii Mihai Ghimpu, który wziął udział w rozmowach ogólnych i w spotkaniu w "wąskim formacie", nie podpisał dokumentów końcowych. Delegował ten "zaszczytny obowiązek" wicepremierowi.
Rosja się panoszy
Miedwiediew ze swojej strony wydawał się zadowolony ze swojego sukcesu, zauważając kpiarsko, że "nie wszyscy byli usatysfakcjonowani niektórymi sformułowaniami, ale takie jest życie..."
Także 5 października, Rosja przygotowała grunt pod szczyt - który początkowo miał być szczytem antykryzysowym - niemiłymi wiadomościami dla Białorusi i Ukrainy. Wicepremier i minister finansów Aleksiej Kudrin powiedział RIA Novosti, że Białoruś nie dostanie ostatniej, wynoszącej 500 milionów dolarów transzy pożyczki na kwotę 2 miliardów dolarów, i że Ukraina nie uzyska kredytu w wysokości 5 miliardów dolarów, o który Kijów zabiegał.
Podczas rozmów w wąskim formacie prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko i prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko mocno starali się skierować dyskusję na środki antykryzysowe. Narzekali, że bariery handlowe z Rosją nasilają się zamiast łagodnieć.
Rosja odbiła ten temat i zaoferowała tylko członkom WNP dostęp do nowego, wynoszącego 7,5 miliarda dolarów funduszu Eurazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej (do którego Rosja wniosła 5 miliardów dolarów). Kudrin powiedział też, że Moskwa popiera prowadzenie biznesu z państwami WNP w "walutach narodowych", co zostało odebrane jako próba zainstalowania rosyjskiego rubla jako waluty regionalnej i wypchnięcia dolara. Uczynienie tego wydatnie zwiększyłoby zależność państw WNP od Moskwy.
Pytania bez odpowiedzi po szczycie w Kiszyniowie są następujące: Dlaczego Moskwa tak kurczowo trzyma się przeszłości i swoich dwuznacznych, starych symboli? Czy jest tak, bo Kremlowi brakuje możliwej do przełknięcia wizji przyszłości czy nawet ufności w swoją zdolność do rzeczywistego popchnięcia WNP do przodu?
I czy ten brak wizji jest rezultatem niedemokratycznego, zamkniętego systemu politycznego Rosji? Niezdolna do pełnienia roli atrakcyjnego przykładu, czy Moskwa jest zmuszona do przyjęcia postawy aroganckiej, a nawet tyranicznej? Czy brakuje jej pewności siebie by brać pod uwagę poglądy innych członków WNP?
Pytania te wiszą w powietrzu gdy Mołdawia przekazała Moskwie prezydenturę w WNP na rok 2010 - "rok weteranów WNP Wielkiej Wojny Patriotycznej." Kolejny oficjalny szczyt WNP odbędzie się w Moskwie w grudniu 2010 roku.
Irina Severin jest analitykiem politycznym i dziennikarzem bazującym w Kiszyniowie. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.
Copyright (c) 2009. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Where_Does_Russia_Want_To_Take_The_CIS/1850579.html