Kenia: chaos i odpowiedzialność
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Kenia: chaos i odpowiedzialność
Michael Holman openDemocracy 2008-01-16 14:17:30
     Postwyborcze turbulencje powinny sprowokować zachodnich patronów Kenii do zadania sobie trudnych pytań.

     Wychwalane wybory prezydenckie w Kenii 27 grudnia 2007 roku zamiast pionierskiego ćwiczenia z zakresu demokracji przerodziły się w katastrofę. Po wadliwym liczeniu głosów nastąpiła eskalacja przemocy, która pociągnęła za sobą nawet 300 żyć ludzkich [aktualny bilans ofiar przekracza 600 – przyp. RA]. Kryzys ten ma reperkusje, które dalece wykraczają poza granice Kenii – i stawia trudne pytania dostarczycielom pomocy zagranicznej kraju. (zobacz „The crisis in Kenya leaves a guilty stain on the west”, Financial Times, 2 stycznia 2008).
     Do czasu spornych wyborów i ich następstw była brytyjska kolonia była w stanie uniknąć nieszczęsnej historii długu, chorób i wywołanych przez człowieka katastrof, która odcisnęła piętno na większości postniepodległościowej Afryki.
     Dla świata zewnętrznego, Kenia jest akceptowalną twarzą Afryki: bezpieczną destynacją dla miliona turystów rocznie z Europy, Azji i Ameryki Północnej udających się do kraju surfingu i safari; pewną bazą, w trudnym sąsiedztwie, dla rozkwitającej pomocy rozwojowej; regionalną kwaterą Narodów Zjednoczonych; oraz państwem, którego wojskowe pakty z USA i Wielką Brytanią uczyniły kluczowym sojusznikiem w „wojnie z terrorem.”
     Teraz Kenia jest uwikłana w kryzys, który „społeczność międzynarodowa” z pewnym opóźnieniem próbuje rozwiązać. Wydarzenia powyborcze zadały potężny cios przekonaniu zagranicznych inwestorów, że kontynent wyszedł na prostą i znajduje się na ścieżce do odbudowy gospodarczej.
Handicap demokracji
     Kenijskie wybory powinny być rzadkim wydarzeniem w Afryce – pokojowym usunięciem piastującego funkcję cywilnego prezydenta za pomocą urny wyborczej. Zamiast tego gniew wyborców z powodu twierdzenia Mwai Kibakiego, że uzyskał reelekcję – co było możliwe niemal z pewnością poprzez oszustwa wyborcze – przeistoczył się w szabrownictwo w całym kraju, zwłaszcza w zachodnim zapleczu głównego rywala (i byłego sojusznika) Kibakiego, Raili Odingi.
     To jest koszmar zdominowany przez widma, które podważyły bądź zniszczyły tak wiele z państw kontynentu: plemienność, korupcję i niekompetentne zarządzanie. Stworzyły one generację Afrykańczyków, których zawiedli przywódcy a nadzieje opuściły. Czy teraz jest to los Kenii?
     Kiedy Mwai Kibaki przejął władzę w 2002 roku, nie był uważany przede wszystkim za członka największego plemienia Kenii Kikuyu, lecz za reformatora stojącego na czele koalicji, która obiecała czysty rząd i odejście od praktyk jego poprzednika, Daniela arapa Moi.
     Ledwie rok później człowiek powołany przez Kibakiego by stanąć na czele kampanii przeciw łapownictwu – John Githongo, także Kikuyu – udał się na dobrowolne wygnanie do Londynu. Prezydent i jego gabinet, zamiast zwalczać korupcję, rzekomo zainicjowali dalszą serię przekrętów. W ciągu następnych trzech lat koalicja pokłóciła się i rozsypała. Raila Odinga, członek trzeciego co do wielkości kenijskiego plemienia Luo, odszedł by realizować od dawna żywione ambicje prezydenckie.
Ale postrzeganie kryzysu tylko w kategoriach plemienności i korupcji oznaczałoby pominięcie niezbędnego elementu kenijskiej układanki.
     Dziś, ponad 43 lata po niepodległości w 1963 roku, blisko 55% Kenijczyków egzystuje na paru dolarach dziennie. Roczny przyrost PKB za Kibakiego może i osiągnął 6%, ale luka między bogaczami a nędzarzami poszerzyła się. Liczba bezrobotnych i bezrolnych zwiększa się. Ludzie ci wychodząc na ulice nie mają nic do stracenia i są kierowani frustracją i furią, która wykracza poza ich plemienną przynależność.
     Zachodni sojusznicy Kenii stają w obliczu kryzysu: Kenia była traktowana jak Zair (teraz Demokratyczna Republika Kongo) podczas zimnej wojny – pozwalano na bezkarne naruszanie zasad dobrego zarządzania z powodu postrzeganej roli w „wojnie z terrorem” (zobacz Paul Rogers, „The United Stated and Africa: eyes on the prize”, openDemocracy, 15 marca 2007). Cyniczna postawa, która zdominowała pierwsze lata tego stulecia – jeśli nie jesteś z nami, jesteś przeciw nam – ma konsekwencje poza polem geopolitycznym i militarnym: jeśli jesteś z nami, uzyskujesz również specjalne traktowanie ze strony Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF), które stają na głowie, by zaspokoić potrzeby sojusznika.
Trudne pytania dla zachodu
     Wybory z 27 grudnia 2007 roku i ich chaotyczny, krwawy rezultat sugerują, że Kenia mogła rozpocząć proces, w wyniku którego może stać się „po prostu kolejnym afrykańskim krajem.”
     Ale to tylko połowa historii.
     Kiedy ma miejsce katastrofa taka jak w Kenii, w Europie niemal natychmiast stawiane jest pytanie: co „my” możemy zrobić, by sprowadzić dane państwo na właściwą drogę? Nawet zadanie tego pytania jest wiele mówiące, bo zakłada, że jest – lub powinno być – coś, co Europejczycy powinni lub mogliby zrobić. Faktycznie oprócz zastosowania presji retorycznej niewiele możemy zrobić; ale nawet taka presja będzie pozbawiona znaczenia w dłuższym okresie czasu jeśli nie będzie jej towarzyszyć krytyczne samo-przesłuchanie wśród zagranicznych dostarczycieli pomocy dla Kenii.
Jest co najmniej 6 pytań, które zamęt w Kenii powinien wywołać:
- dlaczego dostarczyciele pomocy zrobili tak mało kiedy John Githongo zdemaskował korupcję na najwyższych szczeblach rządu?
- dlaczego Bank Światowy i MFW kontynuowały interesy ze skorumpowanym reżimem?
- dlaczego nie poddano krytyce twierdzenia czołowej agencji pomocowej Wielkiej Brytanii, departamentu rozwoju międzynarodowego (Dfid), że pomoc rozwojowa rządu brytyjskiego – która wzrosła do 50 milionów dolarów w 2005-06 – może być efektywna w skorumpowanym środowisku?
- dlaczego ogólna historia pomocy dla Kenii (16 miliardów dolarów samej pomocy oficjalnej) jest tak kiepska w sensie jej rezultatów?
- czy powinien być bardziej czytelny związek między pomocą a dobrym zarządzaniem i jak powinny wyglądać warunki pomocy?
- czy stosunki między Wielką Brytanią a Kenią są w ogóle zdrowsze niż stosunki między USA a Zairem w erze skorumpowanego dyktatora Mobutu Sese-Seko?

     Gdy tragedia Kenii rozgrywa się przed naszymi oczami, ci na świecie, którzy twierdzą, że poszukują rozwiązań, muszą przeanalizować decyzje, które przyczyniły się do doprowadzenia tego państwa do aktualnego stanu.

Artykuł pochodzi ze strony openDemocracy i został opublikowany na licencji Creative Commons.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.opendemocracy.net/article/where_does_responsibility_for_kenyas_chaos_lie


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów