Bojkot wyborów parlamentarnych i trwające spory wokół referendum niepodległościowego na Południu podkreślają kruchą naturę porozumienia pokojowego między Północą a Południem Sudanu gdy wkracza ono w krytyczną fazę końcową. Analitycy obawiają się, że jest coraz mniej czasu na to, by obie strony rozwiązały swoje rozbieżności co do układu.
Całościowe porozumienie pokojowe podpisane w 2005 roku między Północą a Południem zakończyło wojnę domową, która doprowadziła do śmierci prawie 2 milionów osób po 1983 roku. Układ ten wcielał Ludowy Ruch Wyzwolenia Sudanu (SPLM) z Południa do rządu narodowego i nadawał południowemu Sudanowi półautonomiczny rząd. Część porozumienia o podziale bogactw daje też Południu 50-procentowy udział we wszelkich dochodach naftowych generowanych z pól roponośnych na terytorium Południa, gdzie położona jest większość z zasobów naftowych Sudanu.
Ale dokument ten, który jak argumentują niektórzy analitycy lepiej byłoby określać warunkowym "zawieszeniem broni" niż faktycznym porozumieniem pokojowym, raczej pomija szczegóły tego, co wydarzyć ma się po styczniu 2011 roku, kiedy referendum niepodległościowe ma dać Południu opcję oderwania się od Północy.
6 lat na przygotowanie referendum skurczyło się teraz do zaledwie 14 miesięcy. Wybory narodowe, które miały dać Południu szansę na zobaczenie jak mógłby wyglądać demokratyczny i zjednoczony Sudan, dwukrotnie były przekładane i teraz są zaplanowane na kwiecień 2010 roku.
Fouad Hikmat, sudański analityk w Międzynarodowej Grupie Kryzysowej (ICG) mówi, że realistycznie obie strony muszą dojść ze sobą do porozumienia w kilku pozostałych do rozwiązania kwestiach przed końcem roku jeśli realne wybory narodowe miałyby się odbyć. Hikmat mówi, że jeśli wybory nie zostaną przeprowadzone w sposób akceptowalny dla wszystkich stron, możliwość pokojowego procesu referendum staje się dużo mniej prawdopodobna. "Jeśli parlament nic nie zrobi, oczywiste jest, że wybory będą miały poważny problem, a zatem [także i] referendum."
Aby wywrzeć presję na rządzącą Narodową Partię Kongresową (NCP) z Północy, blok parlamentarny SPLM bezterminowo opuścił parlament, pozbawiając rząd narodowy większości legislacyjnej. Niektóre północne partie opozycyjne poszły za jej przykładem.
Najbardziej aktualną kwestią jest szereg reform, których uchwalenia domagają się SPLM i północna opozycja w celu ograniczenia zdolności NCP do tłumienia wolności słowa i ograniczania wolności politycznych w trakcie okresu poprzedzającego wybory. Ale najistotniejszy dla Południa jest nieustający spór z Chartumem o najcenniejszą opcję secesji.
Rabi Abdulaati, wysoki przedstawiciel NCP ds. komunikacji, mówi że ma pewność, iż nierozwiązane kwestie zostaną załatwione. "Narodowa Partia Kongresowa jest gotowa omówić punkty sporne między oboma stronami", powiedział Abdulaati. "Nie sądzę, aby był jakikolwiek problem w tych dyskusjach i negocjacjach dopóki nie osiągną one porozumienia. Zaś po tym SPLM i Partia Kongresu Narodowego mają większość w zgromadzeniu narodowym."
Rozwiązanie sporu między oboma stronami pozostaje nieuchwytne, gdyż głęboka nieufność wytworzona w ciągu dekad wojny krępuje stosunki pomiędzy dzisiejszymi partnerami w rządzie. 2 tygodnie temu południowosudański wiceprezydent Riek Machar ogłosił przełomowy układ z NCP w kwestii referendum -- Południe mogłoby dokonać secesji na podstawie zwykłej większości, ale głosowanie wymagałoby 2/3 kworum w celu uzyskania ważności. Krok Machara szybko znalazł się pod ostrzałem ze strony innych południowców, którzy podkreślili, że frekwencja 2/3 byłaby trudnym wyzwaniem dla tak słabo rozwiniętego regionu. W niedzielę 25 października sekretarz generalny SPLM Pagan Amum ogłosił, że Południe odrzuciło umowę zawartą przez swojego negocjatora.
Rozbieżności wokół rezultatów ogólnonarodowego spisu ludności również pozostają przedmiotem sporów. SPLM odrzuca oficjalne wyliczenia, które mają określać regionalną siłę głosowania podczas wyborów. Zaogniają się także spory graniczne między oboma stronami.
Hikmat mówi, że kilka kolejnych miesięcy może zadecydować o przyszłości państwa. "Jest to najbardziej krytyczna sytuacja w stosunkach pomiędzy oboma stronami", twierdzi Hikmat. "Jest to moment, w którym naprawdę muszą wspólnie zacząć starannie rozpracowywać swoje nieporozumienia, tak aby zgodzić się w nierozstrzygniętych kwestiach jeśli mają odbyć się dwa wyznaczniki - wybory i referendum."
Przy wszystkich tych kwestiach, które muszą zostać pilnie załatwione, obaj zmagający się ze sobą sudańscy partnerzy są wzywani do natychmiastowego rozpoczęcia negocjacji w sprawie Sudanu po 2011 roku. Uaktualniony raport sekretarza generalnego ONZ dotyczący misji w Sudanie ostrzega, że "długoterminowy pokój i stabilność nie będą możliwe bez porozumienia w sprawie poreferendalnego porządku."
Według Hikmata obie strony nie mają innego wyboru jak rozwiązać te kwestie. Alternatywą jest powrót do wojny domowej, a więc scenariusz niemile widziany przez żadną ze stron.
Copyright Voice of America.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.voanews.com/english/2009-10-27-voa48.cfm
Opis konfliktu północ-południe w Sudanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Sudan,problemy,Konflikt_polnoc-poludnie