W następstwie masakry w Andiżanie w Uzbekistanie w 2005 roku, w której co najmniej 187 osób, a być może kilkaset więcej, poniosło śmierć gdy wojska otworzyły ogień do protestujących tłumów, Unia Europejska wprowadziła dwojaki reżim sankcji przeciw uzbeckiemu rządowi - ścisły zakaz wizowy zabraniający 12 wysokim rangą oficjelom przyjazdu do UE oraz słabsze embargo zbrojeniowe.
W październiku 2008 roku Bruksela podjęła krok w kierunku normalizacji stosunków znosząc zakaz wizowy. Teraz, twierdząc że współpraca z Uzbekistanem nabrała "nowego zakresu i jakości", UE zniosła również embargo zbrojeniowe. Rada UE, na spotkaniu ws. stosunków zewnętrznych w Luksemburgu 27 października, wydała oświadczenie ogłaszające tę decyzję po "pozytywnych krokach podjętych przez Uzbekistan w ciągu ostatnich lat."
Wśród tych kroków oświadczenie wymieniało zwolnienie przez Taszkient niektórych działaczy broniących praw człowieka, wznowienie wizytacji więzień przez Czerwony Krzyż, zniesienie przez państwo kary śmierci, poprawę warunków aresztu, wprowadzenie habeas corpus, ratyfikację konwencji przeciw pracy dzieci i konsolidację dialogu na temat praw człowieka między UE a Uzbekistanem. Oświadczenie podkreślało też gotowość UE do zacieśnienia stosunków z Uzbekistanem i zachęcało władze tego kraju "do kontynuowania reform na polu praw człowieka i rządów prawa."
Ale patrząc na rezultaty 4,5 lat sankcji, analitycy polityczni i obrońcy praw człowieka prezentują wybitnie odmienne oceny ich efektywności w naciskaniu na rząd uzbecki by poprawił swoje podejście do praw człowieka.
'Nieszczelne' sankcje
Michael Emerson, senior research fellow w brukselskim think-tanku Center for European Policy Studies, powiedział RFE/RL, że w zasadzie "symboliczne" sankcje nie przyniosły znacznej poprawy sytuacji w Uzbekistanie, lecz raczej parę mniejszych zmian.
"Nie wydaje się to mieć bezpośredniego wpływu na prawa człowieka czy sytuację polityczną w Uzbekistanie, oprócz tego, że było parę powierzchownych gestów w kierunku jaki podobałby się Unii Europejskiej, takich jak wprowadzenie habeas corpus", mówi Emerson.
James Nixey, manager i research fellow programu Rosji i Eurazji w Chatham House w Londynie, sugeruje że sankcje UE nie wymusiły znaczących zmian w wartościach uzbeckiego rezimu bądź sytuacji więźniów politycznych i podstawowych wolności.
Mówi on, że sankcje generalnie okazały się być nieefektywnym instrumentem polityki zagranicznej, co jak sugeruje mogło być zasadniczym powodem ich wycofania. Nixey mówi, że sankcje były "nieszczelne" od początku, wskazując na nadzwyczajny wyjątek poczyniony w tym samym roku, w którym sankcje wprowadzono.
Wkrótce po nałożeniu zakazu wizowego w 2005 roku, zauważa Nixey, uzbecki minister spraw wewnętrznych Zokirjon Ałmatow uzyskał pozwolenie na przejście operacji w Niemczech, rzekomo z "powodów humanitarnych", pomimo że był on na liście oficjeli, którym zabroniono podróżowania do UE. To faktycznie podważyło to, co niektórzy uważali za najbardziej efektywny środek represyjny UE przeciw Uzbekistanowi.
Umida Nijazowa, działaczka praw człowieka z Niemiecko-Uzbeckiego Forum na rzecz Praw Człowieka, argumentuje że zakaz wizowy "był odczuwalną sankcją, ponieważ wskazywał palcem na konkretne jednostki, które uznano odpowiedzialnymi za wydarzenia w Andiżanie."
Kiedy UE w pełni zniosła swój zakaz wizowy wobec czołowych uzbeckich oficjeli w 2008 roku, Taszkient w zamian zgodził się odbywać każdego roku pewne spotkania z zakresu praw człowieka i pozwolić ONZ, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie i wybranym organizacjom pozarządowym na większy dostęp do kraju.
Sytuacja praw 'nie lepsza'
Jedyną obowiązującą sankcją UE pozostało wtedy embargo zbrojeniowe, symboliczne z powodu braku handlu bronią między Brukselą a Taszkientem.
Nijazowa, która była wśród niezależnych dziennikarzy uwięzionych w Uzbekistanie po rozprawie w Andiżanie, mówi że nieważne jak symboliczne, embargo zbrojeniowe też nie powinno zostać zniesione.
Mówi ona, że sytuacja praw człowieka teraz "jest gorsza niż była dwa lata temu. Prawdą jest, że kilku działaczy praw człowieka, włącznie ze mną, zostało zwolnionych z więzień. Lecz jeśli spojrzy się na ogólny obraz sytuacji, w przybliżeniu tyle samo lub nawet więcej" działaczy zostało aresztowanych.
Nijazowa argumentuje, że uzbecki rząd nie wypełnił żadnego z najbardziej stanowczych żądań, jakie UE wysunęła w następstwie wydarzeń w Andiżanie 13 maja 2005 roku. Zewnętrzne szacunki określają liczbę zabitych podczas tych zamieszek nawet na 600-1000, ale Taszkient nigdy nie zezwolił na niezależne śledztwo międzynarodowe, które pomogłoby wyjaśnić, co wydarzyło się tamtego dnia. A chociaż Uzbekistan wstępnie zgodził się zwolnić co najmniej 15 działaczy praw człowieka, Nijazowa mówi, że faktycznie zwolniono tylko kilku z nich.
Nijazowa ostrzega też przed innymi negatywnymi zdarzeniami w Uzbekistanie. Mówi, że niedawna poprawka do prawa o licencjonowaniu prawników dołożyła do ich zależności od systemu sprawiedliwości, że "dziennikarze boją się używać swoich prawdziwych nazwisk, a pracownikom Human Rights Watch odmawia się wstępu do Uzbekistanu."
Wysyłanie złego przesłania?
Działacze praw człowieka powszechnie potępili decyzję UE o zniesieniu sankcji wobec Uzbekistanu, twierdząc że wysyła to złe przesłanie Taszkientowi i innym reżimom w Azji Środkowej.
Nixey przyznaje, że wysyłanie złego przesłania przywódcom państw środkowoazjatyckich jest trudną okolicznością. Ale uważa, że przesłanie sankcji nie jest tak ważne jak lekcja dywersyfikacji polityki zagranicznej.
Mówi on, że niektóre państwa środkowoazjatyckie, rozpatrując swoją przeszłą zależność od Rosji, zaczynają dostrzegać korzyści wielowektorowej polityki zagranicznej. "Kierują się dalej od uścisku Rosji - ku Chinom i Unii Europejskiej i to jest najważniejsza i najbardziej obiecująca poprawa", mówi Nixey.
Ostatecznie, mówi Nixey, współpraca jest lepsza niż kara jeśli chodzi o Uzbekistan. "Nie myślę, że Uzbekistan powinien być karany w żadnym sensie i nie sądzę, aby to rolą Zachodu było wymierzanie kary", argumentuje Nixey.
"Ale myślę, że kwestia rodzaju kary - za wyjątkiem być może bardzo ekstremalnych przypadków i mógłbym argumentować, że [Andiżan] mógł być ekstremalnym przypadkiem - kara nie jest efektywną reakcją i przeważnie ma odwrotny skutek do zamierzonego", mówi Nixey.
'Lepsze niż alternatywa'
Emerson z Center for European Policy Studies mówi, że podczas swoich niedawnych podróży po Azji Środkowej omawiał kwestię tego, czy sankcje miały jakikolwiek wpływ na Uzbekistan.
Twierdzi on, że wśród ludzi znających sytuację w Uzbekistanie rozpowszechnione są spekulacje, że kolejny Andiżan jest nieprawdopodobny, lub przynajmniej dużo mniej prawdopodobny. Przypisuje to po części sankcjom, mówiąc że "sankcje zaszkodziły międzynarodowej reputacji i prestiżowi Uzbekistanu i jego prezydenta."
"Zatem można oczekiwać, że policja i oficerowie służb bezpieczeństwa będą bardziej profesjonalni, powściągliwi i umiarkowani w przypadku jakiegoś przyszłego Andiżanu", mówi Emerson.
Pavel Felgenhauer, bazujący w Moskwie analityk obronności i felietonista "Nowaja Gazieta", wskazuje że środkowoazjatyckie reżimy są potencjalnie niestabilne, a destabilizacja tego regionu byłaby katastrofala dla wszystkich.
"Wszystkie byłe republiki środkowoazjatyckie są autorytarnymi dyktaturami. To niedobrze, ale z drugiej strony wszystkie są świeckie", mówi Felgenhauer. "Innymi słowy, sprzeciwiają się radykalnemu islamowi i to ma największe znaczenie. Zatem reżimy te są popierane zarówno przez Wschód jak i Zachód."
Dodaje on, że przywódcy państw środkowoazjatyckich odebrali przesłanie, że będą popierani przez Zachód, niezależnie czy się podobają czy nie, "ponieważ nie są islamistami, a alternatywa jest gorsza."
Copyright (c) 2009. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Did_EU_Learn_Lessons_From_Sanctions_Regime_On_Uzbekistan/1862369.html