Osobliwa historia stosowania przez Unię Europejską sankcji represyjnych wobec państw nie-członkowskich najprawdopodobniej okaże się krótka. Po tym jak ministrowie spraw zagranicznych UE postanowili 27 grudnia znieść wszystkie pozostałe restrykcje wobec Uzbekistanu, który ma jeden z najbardziej represyjnych reżimów na świecie, koniec całej idei sankcji nie może być bardzo odległy.
Sankcje to stosunkowo nowy środek w arsenale UE, do lat 90-tych będącej w zasadzie blokiem handlowym. Koniec Zimnej Wojny przyniósł przyspieszenie pulsu politycznego UE. Następujące potem fale rozszerzenia dodały UE poczucia misji. Ideologowie UE zaczęli mówić o bloku będącym zwiastunem bardziej sprawiedliwej i bardziej uporządkowanej przyszłości, w której egoistyczne "nowoczesne" państwa narodowe skomasowałyby suwerenność aby stworzyć oparty na wartościach świat "postmodernistyczny." Wytworzyło się poczucie moralnej wyższości, wymagające praktycznego ujścia. Narodziła się idea sankcji.
W ciągu około 10 minionych lat UE wykształciła złożony zestaw środków represyjnych, rozciągający się od zamrażania aktywów jednostek i organizacji uważanych za zaangażowane w terroryzm oraz odmawiania wsparcia technicznego rządom, których działania nie są zgodne z zasadami UE, po całościowe zrywanie więzi z reżimami, które zabijają lub wsadzają do więzień swoich obywateli z pobudek politycznych. Uzbekistan, Białoruś, Birma i Zimbabwe są najbardziej prominentnymi przykładami tego ostatniego.
Ale ostatecznym testem tego, czy UE rzeczywiście ma odwagę na miarę swoich przekonań jest jej gotowość do wydawania osądów wobec suwerennych państw. W tym względzie historia działań bloku jest zniechęcająca.
Wydaje się, że osiągnięto punkt, w którym interesy mają pierwszeństwo przed zasadami.
Zrehabilitowane dyktatury
Uzbekistan i Białoruś stanowią tu dwa pouczające przykłady. Te poradzieckie dyktatury podążały identyczną trajektorią, która w ciągu kilku lat przeniosła ich z głębin pogardy UE do przywrócenia ich statusu jako cenionych partnerów w dialogu.
Uzbekistan miał rok przewagi nad Białorusią kiedy w 2005 roku UE zamroziła wszelkie kontakty z Taszkientem w następstwie masakry cywilnych demonstrantów w Andiżanie w maju tego roku. Na czołowych oficjeli nałożono zakazy wizowe, a na kraj - embargo zbrojeniowe.
Białoruś poszła w ślady Uzbekistanu gdy prezydent Aleksander Łukaszenko sfałszował wybory parlamentarne w 2006 roku i rozprawił się z protestami opozycji. UE nałożyła na czołowych białoruskich oficjeli zakazy wizowe i zamrożenie aktywów.
Jednak ledwie 2 lata po wprowadzeniu sankcji UE już poszukiwała drogi wyjścia z sytuacji. W zamian za drobne i w większości nieznaczące koncesje, które możnaby zgrupować pod nagłówkiem "rozszerzonego dialogu", ciężar sankcji był progresywnie łagodzony. W dniu dzisiejszym Uzbekistan jest całkowicie wolny od sankcji UE, a Białoruś znajduje się na dobrej drodze do pełnej rehabilitacji.
Nie ma jednego ani prostego wytłumaczenia. Ale pewne podobieństwa rzucają się w oczy. Po pierwsze, aspiracja UE do bycia uznawaną za moralną awangardę mocarstw światowych została po cichu pogrzebana. Przyczyny tego są wielorakie. Mogą sięgać wstecz nawet bezsilności UE na Bałkanach w latach 90-tych. Ale co bardziej wymowne, większość szkód wyrządziła głoszona przez samą UE "multilateralna" perswazja.
"Multilateralizm" propagowany przez przywódców UE od początku wojny w Iraku w 2003 roku inspirowany był częściowo dążeniem do podważenia globalnej hegemonii Stanów Zjednoczonych, a częściowo odzwierciedla fakt, że wzrost Rosji, Chin, Indii i innych nowych mocarstw przekształcił arenę międzynarodową.
Zmienne sojusze
Gdy UE próbuje zająć pozycję w tym co, jak ma nadzieję i jak sądzi, jest wyłaniającym się światem wielobiegunowym, zdała sobie sprawę z tego, że w tym świecie sojusznicy równają się potędze. Kiedy Uzbekistan i Białoruś obłożono sankcjami, oba państwa były postrzegane przez UE jako tandetne dyktatury o małym znaczeniu.
Potem UE - lub bardziej precyzyjnie mówiąc, zmienne sojusze kluczowych państw członkowskich - zaczęły postrzegać oba państwa, z różnych powodów, jako kluczowych graczy w skomplikowanych regionalnych zmaganiach z Rosją. Zapewnienie sobie życzliwości Taszkientu stało się niezbędne jeśli UE miała zrobić jakiekolwiek postępy w stosunkach z bogatą w energię Azją Środkową, gdzie Uzbekistan jest najludniejszym państwem, z własnymi znaczącymi rezerwami gazowymi.
Wizja UE wobec Białorusi przeszła podobną ewolucję gdy rywalizacja z Rosją o wpływy w przestrzeni poradzieckiej nasilała się. Szybko dotarło do czołowych stolic - a nieco później do Brukseli - że sankcje nie tylko zamykają niezbędne kanały komunikacji, ale mogą też być odbierane jako zamierzone zniewagi. Zakazy wizowe okazały się szczególnie drażniące. Dla Łukaszenki i jego kohorty znajdowanie sposobów ominięcia zakazu odwiedzania innych państw europejskich musiało być upokarzające.
Ale w grę wchodzi także duma narodowa. Tak białoruscy jak i uzbeccy oficjele nigdy nie pozwalali by umknęła im okazja do przypomnienia UE, że powinni być traktowani jako "równi", to znaczy nie powinni być strofowani bądź w inny sposób traktowani jako młodsi partnerzy ze względu na swoje wartości, politykę czy cokolwiek innego.
Rozważanie interesów
Unijna polityka sankcji stała się też coraz bardziej uczulona na wielkość. Uzbekistan, Białoruś, Zimbabwe i Birma mają małe znaczenie globalne. Ale Rosja i Chiny, których stan praw człowieka w niektórych aspektach jest niewiele lepszy, to osobna kwestia.
UE w przeszłości zamrażała wsparcie pieniężne przeznaczone dla Rosji i angażowała się w odwetowe wojny handlowe, ale środki te zawsze były tak skalkulowane, by nie wyrządzić politycznego afrontu. Ambicja pełnienia roli jednego z "biegunów" w wielobiegunowym świecie oznacza, że UE nie może sobie pozwolić na przysparzanie wrogów wśród stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Rolę odgrywają często interesy handlowe. Państwa, których firmy są zaangażowane w miejscach takich jak Birma czy Białoruś, tradycyjnie są bardziej sceptyczne niż inne jeśli chodzi o zrywanie kontaktów. Ale koniec końców najważniejszą lekcją jaką wyniosła UE jest to, że w świecie wielobiegunowym jej własna wewnętrzna spójność i jedność są poddawane coraz większej presji.
W niektórych przypadkach presja ta jest wystarczająco duża by rozbudzić potężne interesy narodowe; w konsekwencji jedność UE już stała się uboczną szkodą. Wszystkie drogi nie prowadzą już teraz do Brukseli. Rosja jest prominentnym przykładem zewnętrznej siły, która wywiera potężny - i fragmentujący - wpływ na wybory polityczne dokonywane w Berlinie, Paryżu i Londynie.
Z tego powodu państwa członkowskie z żywotnymi interesami coraz częściej stają się głównym motorem decyzji dotyczących sankcji. Niemcy, które aspirują do wiodącej roli w kształtowaniu polityki UE w przestrzeni poradzieckiej, wymusiły rehabilitację Uzbekistanu by ruszyć z miejsca sponsorowaną przez siebie Strategię wobec Azji Środkowej UE.
Podobnie Polska i Litwa prowadzą pragmatyczne podejście względem swojego najbliższego sąsiada, Białorusi. Kontakty są uznawane za kluczowe. Poglądy na Rosję także mają tendencję do zabarwiania wyborów politycznych w większej części Europy Wschodniej, gdzie współpraca Mińska teraz jest ceniona dużo bardziej niż jego gotowość do szanowania wartości UE.
Wszystko to nie ma na celu stwierdzenia, że UE nie ma polityki zagranicznej. Ale okazuje się to być polityka zagraniczna daleko odmienna od tej, którą wyobrażano sobie zaledwie kilka lat temu.
Copyright (c) 2009. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/The_EUs_Learning_Curve_Heralds_Beginning_Of_End_Of_Sanctions/1863169.html