Zwycięstwo Karzai i stracone szanse w Afganistanie
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Zwycięstwo Karzai i stracone szanse w Afganistanie
Tanya Goudsouzian i Helena Malikyar RFE/RL 2009-11-04 23:06:03

Ledwie godzinę po tym jak afgańska niezależna komisja wyborcza ogłosiła, że prezydent Hamid Karzai w sytuacji braku innych kandydatów uzyskał drugą kadencję prezydencką, ambasada USA w Kabulu wydała oświadczenie gratulujące mu i chwalące naznaczone oszustwami wybory jako "historyczne."

Pierwsza runda procesu wyborczego była rzeczywiście historycznie bezprecedensowa, gdyż niemal 1/3 głosów oddanych na Karzai uznano za sfałszowane i odrzucono, pozostawiając go z jedynie 48% ogółu głosów. Podczas gdy jego sztab wyborczy twierdzi, że nie może on być odpowiedzialny za działania nadgorliwych zwolenników, afgańskie prawo wyborcze stanowi, że kandydaci muszą być odpowiedzialni za akty oszustwa popełnione na ich korzyść.

Społeczność międzynarodowa postanowiła nie dostrzec przytłaczająco ewidentnej kryminalności tych oszustw i wymogła na Karzai zaakceptowanie wyreżyserowanej drugiej tury. W kręgach dyplomatycznych Kabulu wielokrotnie przytaczano wagę "utrzymywania stabilności" i "unikania próżni politycznej" jako powody przymknięcia oczu na poważne pogwałcenia procedur.

1 listopada główny rywal Karzai, Abdullah Abdullah, ubrany w ciemny garnitur z rażącym zielonym krawatem (być może wizualną aluzją do powyborczej "zielonej rewolucji" zeszłego lata w sąsiednim Iranie) ogłosił wycofanie się z drugiej tury.

Jeśli nawet wycofanie się Abdullaha w ostatniej chwili z wyścigu nie zmieniło rezultatu wyborów, to co najmniej zadało srogi cios legitymacji Karzai. Abdullah wcześniej przedstawił listę żądań zmierzającą do uczynienia zaplanowanej drugiej tury nieco bardziej "sprawiedliwą i wolną." Kiedy Karzai odmówił spełnienia tych żądań, Abdullahowi nie pozostało inne wyjście jak tylko się wycofać. Rezultat drugiej tury z jednym kandydatem nigdy nie mógłby być uznany za prawowity, ani też nie mogłoby być usprawiedliwione wydanie przez społeczność międzynarodową na taką farsę dziesiątek milionów dolarów.

'Demokracja?'

Dzień przed potwierdzeniem przez komisję wyborczą drugiej kadencji Karzai, sekretarz stanu USA Hillary Clinton oświadczyła, że jednoosobowe wybory zdarzały się wcześniej w innych częściach świata, w tym w Stanach Zjednoczonych, i że wycofanie się Abdullaha nie podważy procesu wyborczego w Afganistanie.

Oświadczenie to posłużyło tylko jako wzmocnienie nasilającego się przekonania wśród nękanej problemami, zmęczonej wojną ludności Afganistanu, że ich wola jest, i zawsze była, nieistotna w całej wielkiej intrydze.

"Demokracja?", gorzko i ironicznie uśmiechnął się kabulski taksówkarz pokazany na jednym z prywatnych afgańskich kanałów telewizyjnych. "To jest amerykański eufemizm dla okupacji. My nie mamy poza tym patriotycznych przywódców. Więc ręce ludzi są związane za ich plecami."

Mimo to były nadzieje, że kryzys mógłby doprowadzić do sformowania tymczasowego "rządu jedności narodowej." Według Ahmada Waliego Massouda, byłego ambasadora Afganistanu w Londynie i bliskiego doradcy Abdullaha, logicznym kolejnym krokiem powinno być odłożenie drugiej tury do czasu poprawy warunków, to znaczy dopóki nie zostałyby wprowadzone konkretne gwarancje zapobiegające kolejnym oszustwom.

Jednak Michael Griffin, autor "Reaping The Whirlwind: The Taliban Movement In Afghanistan", przewidział w telewizyjnej dyskusji panelowej, że społeczność międzynarodowa ostatecznie zaakceptuje drugą kadencję Karzai jako "zło konieczne."

To co się wydarzyło woła o kluczowe pytanie. W sytuacji, w której publiczne poparcie dla afgańskiej wojny i pomocy na odbudowę już kurczy się w większości państw członkowskich NATO, czy można utrzymywać poparcie dla "zła koniecznego" kiedy w grę wchodzą życia żołnierzy NATO oraz mając na uwadze wielkie koszty finansowe?

'Syndrom Mubaraka'

W przeddzień pierwszej rundy wyborów w sierpniu niektórzy afgańscy analitycy obawiali się nieuchronnego pojawienia się "syndromu Hosniego Mubaraka", zgodnie z którym Zachód czułby się bardziej komfortowo z jedynym znanym i przetestowanym człowiekiem z afgańskiej polityki, to jest Hamidem Karzai, jako dożywotnim prezydentem. W istocie, poparcie Waszyngtonu dla Hosniego Mubaraka tłumaczono wiele razy jako współpracę ze "złem koniecznym" i od lat Egipt jest drugim największym odbiorcą pomocy amerykańskiej po Izraelu.

Wśród populacji ze zrozumiałych względów podatnej na teorie spiskowe, niektórzy analitycy nawet interpretowali odwołanie się przez prezydenta USA Baracka Obamę do potrzeby "solidnego partnera" w Afganistanie jako odzwierciedlenie preferencji dla afgańskiego odpowiednika, którego wewnętrzna legitymacja polityczna byłaby słaba i który z tego powodu byłby mocno zależny od zagranicznych popleczników. Teoria ta zakłada też, że Abdullaha zapewniono o prominentnej roli w przyszłości, tak aby utrzymać go w grze jako szacha na Karzai, a zarazem uniemożliwić gwałtowne protesty.

Warto też odnotować, że w afgańskiej konstytucji lub prawach wyborczych nigdzie nie ma postanowienia zezwalającego komisji wyborczej na ogłoszenie zwycięzcy w przypadku zbojkotowania procesu przez jednego z kandydatów. Przy braku takiego postanowienia, decyzja komisji może stać się przedmiotem skargi prawnej.

Niektórzy Afgańczycy uważają nawet, że wydarzenia te zwiastują nadejście kolejnej wojny domowej. Chociaż Abdullah wielokrotnie stwierdzał, że nie chce by jego zwolennicy uciekali się do przemocy, są tacy, którzy spodziewają się, że przez Kabul przejdą zamieszki w stylu irańskim.

'Różne sygnały'

W swoim przemówieniu o wycofaniu się Abdullah powtórzył żądania fundamentalnych zmian w rządzie afgańskim, ale taktownie nie poruszył możliwości rządu jedności narodowej. Teraz jest jasne, że Waszyngton był albo nieskory albo niezdolny do nakłonienia Karzai do zawarcia umowy o podziale władzy poprzez schemat władzy tymczasowej dopóki sytuacja bezpieczeństwa, reforma komisji wyborczej i pogoda nie umożliwiłyby bardziej sprawiedliwego, wolnego procesu wyborczego.

Biorąc pod uwagę, że opcja tymczasowego rządu jedności zdawała się być na stole w Waszyngtonie do 1 listopada, Massoud wyraził żal, że Amerykanie nie mają jednolitego stanowiska co do polityki, jaką powinni przyjąć względem Afganistanu. "Różni oficjele mają różne pomysły i wysyłają różne sygnały", powiedział Massoud.

W istocie, jeśli podjąć się zdiagnozowania przyczyn fiaska wyborczego w Afganistanie, zmienne stanowisko administracji Obama jest równie winne jak surwiwalistyczne podejście zaprawionych w bojach polityków afgańskich.

Przyjazd sekretarza generalnego ONZ Bana Ki-moona do Kabulu 2 listopada, chociaż początkowo zaplanowany jako reakcja na zeszłotygodniowy atak na tamtejszy pensjonat ONZ, mógł posłużyć za szansę podjęcia poważnych negocjacji w sprawie tymczasowego rządu jedności. Zamiast tego Ban pozował do zdjęć u boku zwycięzcy, tym samym nadając legitymację temu, co w gruncie rzeczy było porażką narodu afgańskiego - i końcem ich krótkotrwałego eksperymentu z demokratyzacją.


Helena Malikyar jest ekspertem od budowy instytucji państwowych w Afganistanie; Tanya Goudsouzian jest dziennikarką piszącą o Afganistanie od 2001 roku. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.

 

Copyright (c) 2009. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.

 

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.rferl.org/content/Karzais_Victory_And_The_Opportunities_Lost_In_Afghanistan/1868378.html

 

Opis konfliktu w Afganistanie na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Afganistan,problemy,Konflikt


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów