Rządowy samolot oczekiwał na uwolnioną skazaną by przewieźć ją z więzienia do Belgradu, gdzie witano ją jak bohaterkę. Dziennikarze tłoczyli się wokół niej, żądni jakiegokolwiek oświadczenia. Nienajgorzej jak na skazanego zbrodniarza wojennego powracającego do domu.
Ale to właśnie zdarzyło się kiedy była prezydent Republiki Serbskiej w Bośni i Hercegowinie, Biljana Plavsić została zwolniona po odsiedzeniu 7 lat w szwedzkim więzieniu.
Na sesji Międzynarodowego Trybunału Karnego dla b. Jugosławii (ICTY) w październiku 2002 roku Plavsić została najwyżej postawionym urzędnikiem z byłej Jugosławii, który przyznał się do odpowiedzialności za zbrodnie popełnione podczas wojen w latach 90-tych, i zaakceptowała swój 11-letni wyrok więzienia jako sprawiedliwy.
Więc można być zaskoczonym, gdy widzi się powracającą do regionu 79-letnią Plavsić obwołaną teraz bohaterką przez swoich serbskich rodaków. Ale nie jest to zaskakujące dla ludzi, którzy żyją na Bałkanach.
W 2007 roku oficjele i media w Serbii i Republice Serbskiej świętowali kiedy Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że Serbia "nie była winna" ludobójstwa w Srebrenicy, ale była "odpowiedzialna" za niepowstrzymanie tej zbrodni. Jak można było się spodziewać, Serbowie podkreślali "niewinną" część werdyktu, ale wygodnie zapomnieli o "odpowiedzialności."
Serbscy przywódcy wciąż traktują wojny na Bałkanach jako serię wojen domowych i ignorują rolę jaką Belgrad odegrał w podżeganiu do nich. Kilka spraw sądowych dotyczących zbrodni wojennych, które się pojawiają, koncentrują się tylko na tych, którzy wykonali zbrodnie, a odkładają na bok pytania o to, kto je nakazał i jaka polityka je podpierała.
Ludzie generalnie wiedzą, co żołnierze w serbskich mundurach zrobili w Srebrenicy i że to Belgrad ich zbroił, żywił i opłacał, ale nie znają całej prawdy, dlaczego Belgrad robił te rzeczy.
Serbscy oficjele grzecznie mówią o szanowaniu integralności terytorialnej sąsiedniej Bośni, ale prowadzą politykę - obejmującą lojalne poparcie dla premiera Republiki Serbskiej Milorada Dodika - która może prowadzić tylko do rozkładu Bośni.
Serbskie tajne służby wyposażyły w fałszywą tożsamość byłego przywódcę Bośniackich Serbów Radovana Karadzicia, co pozwoliło mu przez lata ukrywać się przed sprawiedliwością. W marcu deputowani w serbskim parlamencie wstali z miejsc i klaskali gdy przewodniczący życzył wszystkiego najlepszego z okazji urodzin byłemu dowódcy wojskowemu Bośniackich Serbów i oskarżonemu zbrodniarzowi wojennemu (i uciekinierowi) Ratko Mladiciowi.
Stan zaprzeczenia
Serbia od ponad dekady była i nadal jest w stanie zaprzeczenia jeśli chodzi o wojny lat 90-tych. Kiedy Plavsić powróciła do domu w zeszłym tygodniu, media generalnie umniejszały znaczenie tej wiadomości aby nie zaszkodzić interesom politycznym Serbii.
Ale zrobiły też coś więcej - uchyliły się od przypomnienia odbiorcom, że Plavsić została skazana za zbrodnie przeciw ludzkości i że właśnie zakończyła odsiadywanie wyroku więzienia. Nie donoszono, że przyznała się do winy i że przyjęła odpowiedzialność za zbrodnie wojenne. I oczywiście nie było reportaży na temat zbrodni, do jakich się przyznała.
Serbski minister pracy i spraw socjalnych Rasim Ljajić tłumaczył dziennikarzom, że Plavsić nie była oficjalnie witana w domu przez serbski rząd nie z powodu tego co zrobiła, ale ponieważ uczynienie tego zaszkodziłoby międzynarodowej reputacji Serbii. Bądź co bądź, szef ICTY ma się wkrótce zjawić w Belgradzie.
Ale Dodik nie ma potrzeby ukrywać swoich uczuć lub martwić się o to, co myśli społeczność międzynarodowa. Złożył on w ostatnim czasie mnóstwo podburzających, agresywnych oświadczeń, a społeczność międzynarodowa wszystkie je zignorowała. Więc powitał Plavsić w domu jak bohaterkę, a interpretację tę należycie przyjęły wszystkie media w Banja Luce. Jeden z miejscowych podsumował ogólne nastawienie mówiąc: "Poświęciła się dla Serbów."
Plavsić jest w Republice Serbskiej nie tylko bohaterką, jest również ofiarą. I znowu, nie było tu materiałów o zbrodniach jakie popełniła czy o cierpieniach jakie jej decyzje wywołały czy też o jej zeznaniach w ICTY, które pomogły trybunałowi skazać innych zbrodniarzy wojennych. Witając Plavsić, Dodik pogłębił podziały etniczne w Bośni i przybliżył się do zapewnienia sobie zwycięstwa w kolejnych wyborach.
I nie wziął Plavsić w objęcia ponieważ, jak powiedział, ma do tego "moralne zobowiązanie." Powitał ją, ponieważ popiera politykę, którą pomogła sformułować przed i podczas wojny. Agresywna retoryka okresu przedwojennego jest ponownie słyszalna dzisiaj. Etniczność i posłuszeństwo były głównymi kryteriami sukcesu politycznego w czasach Plavsić i jest tak również dziś w Republice Serbskiej.
Plavsić prowadziła politykę zmierzającą do rozbicia Bośni i to jest dzisiejsza polityka Dodika. Nienawiść etniczna była głównym narzędziem politycznym wówczas i jest nim teraz. Oboje polityków łączą cele i łączą metody. Większy sens miałoby mówienie o "niemoralnym zobowiązaniu" Dodika wobec Plavsić.
Nenad Pejic to associate director of broadcasting w RFE/RL. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.
Copyright (c) 2009. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/A_Land_Where_War_Criminals_Are_Heroes/1865935.html