Zaskakująco chłodne stosunki Obamy z sojusznikami europejskimi
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Zaskakująco chłodne stosunki Obamy z sojusznikami europejskimi
Frida Ghitis World Politics Review 2009-11-15 23:01:55

W rok po wyborze na prezydenta, Barack Obama wyszedł naprzeciw wrogom i krytykom Ameryki, poprawiając publiczną opinię o Stanach Zjednoczonych w wielu państwach. Jednak jak na ironię stosunki między Obamą a przywódcami państw blisko sprzymierzonych z USA stały się raczej oziębłe, szczególnie w Europie. Jeśli pierwszy rozdział polityki zagranicznej prezydentury Obamy cechowało zaangażowanie nieprzyjaciół Ameryki, to następny rozdział może wymagać poprawy relacji z jej przyjaciółmi.

Napięcia między Obamą a zaprzyjaźnionymi przywódcami światowymi są szczególnie uderzające, gdyż Biały Dom "Obamy bez Dramatów" ("No Drama Obama") próbuje unikać tego, co uważa za niestosowne przejawy emocji. A jednak, pomimo najlepszych starań ukrycia tego chłodu przez prezydenckich ekspertów od zarządzania mediami, oznaki napięć wyszły na jaw.

Najbardziej widoczne problemy pojawiły się w niewątpliwie najbliższej przyjaźni Ameryki, przysłowiowych "specjalnych stosunkach" z Wielką Brytanią. Oznaki nadciągających niesnasek ujawniły się zaledwie kilka tygodni po amerykańskich wyborach. Podejmując zadziwiający krok, nowy Biały Dom zwrócił Brytyjczykom popiersie Winstona Churchilla, które stało w Gabinecie Owalnym za administracji George'a W. Busha. Brytyjski premier Tony Blair wypożyczył je Białemu Domowi po zamachach z 11 września.

Ta zniewaga mogła zostać zlekceważona jako niedyplomatyczne przeoczenie nadgorliwego dekoratora wnętrz. Tymczasem okazała się symboliczną dla tego, co dopiero miało nadejść. Kiedy brytyjski premier Gordon Brown przyjechał w marcu do Waszyngtonu, wizyta zaczęła się od kolejnej, zdawałoby się trywialnej gafy. Brown przywiózł Obamie najbardziej przemyślany podarunek: podstawkę na długopisy zrobioną z drewna wiktoriańskiego antyniewolniczego statku HMS Gannet. Z dębu siostrzanego statku Ganneta, HMS Resolute, wyrzeźbiono biurko, które stoi w Gabinecie Owalnym Białego Domu od 1880 roku. Zaiste przemyślane. Obamowie, dla kontrastu, podarowali Brownowi kolekcjonerski zestaw 25 DVD z klasycznymi filmami amerykańskimi. Brytyjskie tabloidy wyraziły swoje przerażenie.

Dla Browna jednak przerażenie przyszło później, kiedy Obama odmówił mu traktowania przystającego do "specjalnych stosunków", czego Brown pragnął jako zastrzyku dla jego słabnącej popularności w kraju. Brown miał nadzieję na wspólną konferencję prasową, wraz z flagami obu państw zgodnie powiewającymi w tle, być może w Ogrodzie Różanym Białego Domu lub w ozdobnej Sali Wschodniej. Zamiast tego, konferencję odwołano - oficjalnie z powodu zimna - a stado reporterów niezręcznie wciśnięto do Gabinetu Owalnego by tam zadawali pytania obu przywódcom.

Kiedy rzecznik Obamy Robert Gibbs mówił o "specjalnym partnerstwie" zamiast o "stosunkach", brytyjskie tabloidy, już wylewające atrament na szydercze nagłówki o afroncie Obamy wobec Browna, zastanawiały się czy nowy amerykański prezydent nie postanowił obniżyć rangi stosunków dwustronnych.

Sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót dla Browna kilka miesięcy później. We wrześniu premier udał się do Nowego Jorku na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Każda gazeta w Wielkiej Brytanii doniosła, że 10 Downing Street co najmniej 5 razy prosił o zaaranżowanie spotkania w ONZ pomiędzy oboma przywódcami, i że Biały Dom odmówił. Dominująca interpretacja mówiła, że Obama był niezadowolony z Browna z powodu wcześniejszego uwolnienia skazanego zamachowca znad Lockerbie. Ale mimo to, afront ten wyglądał bardziej na część pewnego szablonu niż na incydent ad hoc.

Mówi się, że stosunki z kanclerz Niemiec Angelą Merkel także są mniej niż ciepłe. Według doniesień Merkel chciała by Obama wziął udział w obchodach 20. rocznicy upadku Muru Berlińskiego w zeszłym tygodniu. Jednak Obama, który zeszłego lata w wygłosił w Berlinie bezprecedensowe przemówienie podczas kampanii wyborczej, odmówił. Nagłowek w wiodącym niemieckim dzienniku mówił: "Barack jest zbyt zajęty."

Niezależnie od szczegółów tego nieporozumienia, wieść w Niemczech niesie, że oboje przywódcy nie są dziś sobie zbyt bliscy. Ale tak naprawdę Obama i Merkel nigdy nie mieli bliskich stosunków - oboje różnili się co do tego, jakie działania najlepiej podjąć przeciwko globalnej recesji. Podczas gdy Obama chciał skoordynowanego zastrzyku funduszy stymulacyjnych, Merkel, być może pamiętając o doświadczeniu Niemiec z hiperinflacją przed stu laty, optowała za mniejszymi wydatkami rządowymi.

Prezydent Francji Nicolas Sarkozy także doświadczył tarć z Obamą. Napięcia pomiędzy nimi były wyraźnie widoczne w języku ciała francuskiego prezydenta na wspólnej konferencji prasowej w Pittsburghu we wrześniu. Wówczas to Obama, Sarkozy i Brown razem weszli na podium by poinformować, że państwa zachodnie, działając wspólnie, odkryły tajny irański zakład nuklearny ukryty w obiektach wojskowych w mieście Qom. Podczas tej konferencji Sarkozy stał daleko z boku, wydając się zdystansowanym i poirytowanym.

Moment mający przekazać jedność państw zachodnich zamiast tego zakomunikował o oziębłości. Sarkozy i Brown podobno byli źli na to, że Obama odmówił wykorzystania sesji Rady Bezpieczeństwa ONZ, której przewodniczył dzień wcześniej, by ujawnić irańską rewelację. Słusznie uważali, że taka sceneria zwielokrotniłaby efekt ich oświadczenia. Obama jednak chciał wykorzystać okazję na RB ONZ do przeforsowania w gruncie rzeczy symbolicznej rezolucji na temat rozbrojenia nuklearnego.

Chłodny wiatr między prezydentami USA i Francji był już odczuwalny i zauważany wcześniej. Kiedy Obama pojechał do Normandii by upamiętnić 65. rocznicę lądowania aliantów, krażyły pogłoski o złej krwi między oboma przywódcami. Podczas jednej z konferencji prasowych Sarkozy zareagował z sarkazmem po tym jak reporter zapytał, czy błyskawiczna wizyta oznaczała, że Obama wykazywał niewielkie zainteresowanie Europą. Sarkozy obrócił się ku Obamie i powiedział: "Myślisz, że ludzie chcą tylko, byśmy byli tutaj razem, trzymając się za ręce?"

Amerykańscy prezydenci mieli w przeszłości nieporozumienia z sojusznikami. Samo to nie oznacza, że stosunki są w kłopotach. Jednak nagłośnione wysiłki Obamy z zakresu "zaangażowania" - które obejmują wychodzenie naprzeciw muzułmanom na świecie, jak również państwom, z którymi USA ma kłopotliwe stosunki, szczególnie z Iranem - wskazują na zmianę priorytetów.

Ale przecież Obama objął urząd obiecując naprawę stosunków - także tych z mocarstwami europejskimi. Nie może pozwolić sobie na pogorszenie się tych stosunków, nawet jeśli uważa je za mniej ważne niż były w przeszłości. Bądź co bądź, plany Waszyngtonu dotyczące większej współpracy globalnej wymagają mocnego zaangażowania europejskiego. W istocie, Obama potrzebuje Europy stojącej u boku USA jeśli chce by powiodła się zmiana zachowania Iranu. To samo odnosi się do innych kluczowych priorytetów, od kampanii przeciw globalnemu ociepleniu po reformę globalnych struktur finansowych. Ostatecznie, nawet jeśli faktycznie jest bardzo zajęty, Obama powinien znaleźć czas na pielęgnowanie stosunków z europejskimi sojusznikami Ameryki.

 

Frida Ghitis jest niezależnym komentatorem spraw światowych i redaktorem World Politics Review. Jej cotygodniowy felieton World Citizen jest publikowany co czwartek.


Copyright World Politics Review

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.worldpoliticsreview.com/article.aspx?id=4615

 

Więcej artykułów na temat polityki zagranicznej Baracka Obamy na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/artykuly,temat,Obama


Słowa kluczowe
USA

 

lista
tematów
lista
autorów