Gdy premier Manmohan Singh udaje się do Waszyngtonu z pierwszą państwową wizytą zagranicznego przywódcy w okresie urzędowania w Białym Domu Baracka Obamy, stosunki między Indiami a USA wcale nie układają się tak rewelacyjnie jak można było się spodziewać po obiecującej końcówce prezydentury George'a W. Busha. Podstawowym problemem są obawy Indii, że Obama postanowił nadać najwyższy priorytet stosunkom z Chinami, co stawia pod znakiem zapytania rangę i zakres partnerstwa Waszyngtonu z New Delhi w obliczu rosnących napięć indyjsko-chińskich.
Parę aspektów pierwszej podróży Obamy po Azji w tym tygodniu musiało wzbudzić niepokój indyjskich władz. Podczas ważnego przemówienia wygłoszonego 14 listopada w Tokio na temat polityki USA wobec regionu Azji i Pacyfiku Obama nie wspomniał o Indiach ani słowem [1], w ten sposób niejako ograniczając rolę Indii do regionu Azji Południowej i ignorując interesy tego państwa w Azji Wschodniej, które podkreśla chociażby tzw. polityka "Look East" i zacieśniające się więzi z państwami tworzącymi ugrupowanie ASEAN w Azji Południowo-Wschodniej. Następnie 17 listopada USA i ChRL wydały oświadczenie, w którym wyrażały poparcie dla "wszelkich wysiłków sprzyjających pokojowi, stabilności i rozwojowi Azji Południowej" i zapowiadały gotowość do "wzmocnienia komunikacji, dialogu i współpracy w kwestiach dotyczących Azji Południowej i współdziałania na rzecz promocji pokoju, stabilności i rozwoju w tym regionie" [2], co mogłoby stwarzać pewną możliwość odgrywania przez Pekin roli mediatora między Indiami a Pakistanem. Reakcja indyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych była błyskawiczna: 18 listopada wydano oświadczenie podkreślające, że Indie będą rozwiązywać problemy w stosunkach z Pakistanem w drodze "pokojowego dialogu bilateralnego" i że "rola państwa trzeciego nie może być rozpatrywana ani nie jest konieczna." [3]
Tymczasem relacje między Indiami a Chinami w ostatnich miesiącach wyraźnie się pogorszyły - mimo że wymiana handlowa rozwija się szybko to nadal brakuje wzajemnego zaufania, co najlepiej widać po ponownym ożywieniu sporów terytorialnych uniemożliwiających pełną normalizację stosunków dwustronnych. W tym roku Pekin ponownie nagłośnił swoje roszczenia do himalajskiego stanu Arunachal Pradesh. Po tym jak 3 października wizytę złożył tam premier Singh, chińskie MSZ wyraziło swoje "mocne niezadowolenie" i ostrzegło indyjskie władze by "nie wzniecały kłopotów na tym spornym obszarze." [4] Mimo to New Delhi pozwoliło przywódcy Tybetańczyków Dalaj Lamie, oskarżanemu przez Pekin o działalność separatystyczną, na złożenie w pierwszej połowie listopada wizyty w Arunachal Pradesh. Wyszły też na jaw spory wokół Kaszmiru: 1 października indyjskie MSZ zaprotestowało przeciw wydawaniu przez chińską ambasadę w New Delhi odrębnych wiz dla osób z indyjskiej części Kaszmiru, co mogło sugerować że nie jest ona częścią Indii [5], a 14 października wezwało Chiny do zaprzestania realizacji projektów infrastrukturalnych w części Kaszmiru "nielegalnie okupowanej przez Pakistan." [6] W chińskich mediach pojawiły się nawet niedawno ostrzeżenia, by w Indiach nie zapominano co wydarzyło się w 1962 roku, kiedy w miesięcznej wojnie granicznej armia indyjska została pokonana przez chińską.
Gdy nad granicą w Himalajach sytuacja staje się coraz bardziej napięta, w Indiach pojawiają się wątpliwości, czy Waszyngton udzieliłby wsparcia w przypadku jakichkolwiek incydentów na granicy indyjsko-chińskiej. Indyjscy komentatorzy spekulują, że administracja Obamy postanowiła zrezygnować z wszystkich elementów stosunków z Indiami, które mogłyby budzić niezadowolenie Chin. Przypuszcza się więc, że w sprawie przynależności Arunachal Pradesh USA będą teraz zachowywać cichą neutralność, a także ograniczą współpracę wojskową z Indiami, rezygnując z organizowanych już wcześniej ćwiczeń morskich między Indiami, Japonią a USA [7]. Wynikać ma to z traktowania Chin, a nie Indii, jako mocarstwa o największym aktualnie zasięgu oddziaływania, którego poparcie jest niezbędne z punktu widzenia kluczowych interesów USA. W indyjskich mediach podkreśla się rolę kryzysu finansowego we wzroście roli ChRL: "The Times of India" w artykule z 18 listopada zatytułowanym "Chińska karta (kredytowa) Obamy rzuca cień na wizytę premiera w USA" stwierdził, że "podczas gdy Indie są kluczowym graczem w G-20, USA i Chiny zmierzają w kierunku klubu G-2", co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę "ogromny wpływ finansowy jaki Pekin ma vis-a-vis Waszyngtonu", zwłaszcza warte 800 miliardów dolarów amerykańskie obligacje skarbowe, dające Pekinowi "praktycznie stalowy uścisk na gospodarce amerykańskiej." [8]
Amerykańscy dyplomaci starają się zapewniać Indie, że w długim okresie czasu stosunki z tym państwem będą dla USA absolutnie priorytetowe. Podsekretarz stanu William Burns na seminarium zorganizowanym 18 listopada przez Carnegie Endowment for International Peace powiedział, że "niewiele stosunków będzie znaczyło więcej dla kursu ludzkich wydarzeń w XXI wieku niż partnerstwo między Indiami a Stanami Zjednoczonymi", gdyż Indie są "wschodzącym globalnym mocarstwem (...), potężnym modelem dla innych wschodzących demokracji, modelem tolerancji i siły w różnorodności (...) i mają coraz bardziej znaczącą rolę do odegrania w praktycznie wszystkich poważnych wyzwaniach tego nowego stulecia - od globalnej dyslokacji ekonomicznej, przez bezpieczeństwo energetyczne, zmiany klimatyczne, rozprzestrzenianie się broni masowej zagłady i stosujący przemoc ekstremizm." Burns podsumował, że "wschodzące Indie są kluczową częścią pokojowego i dostatniego świata, do którego Stany Zjednoczone dążą w XXI wieku i nasze partnerstwo jest kluczowym składnikiem sukcesu." [9]
Jednak w Indiach politykę azjatycką Obamy uważa się teraz za sinocentryczną, a rangę stosunków z Indiami za mniej prominentną niż to było za George'a W. Busha. "Poziom komfortu (jaki Indie miały z Bushem) nie został ponownie ustanowiony", powiedział "Financial Times" 22 listopada Arundhati Ghose, były ambasador Indii przy ONZ, a to dlatego, że "USA nie zdecydowały się co do tego, gdzie widzą Indie w swoim geopolitycznym polu widzenia." [10] Za czytelne sygnały tego, że rola Indii może być mniejsza uważa się to, iż zarówno sekretarz stanu Hillary Clinton jak i teraz Obama podczas swoich pierwszych podróży do Azji odwiedzali Japonię, Koreę Południową i oczywiście Chiny, ale pomijali Indie.
Jeśli administracji Obamy brakuje na razie jasnej wizji miejsca Indii w polityce zagranicznej USA to na pewno w stosunkach dwustronnych nie brakuje kwestii budzących wyraźne rozbieżności. Oprócz ciążącej na stosunkach indyjsko-amerykańskich priorytetowej roli Chin, najważniejsze wydają się być problemy niestabilności za zachodnią granicą Indii. Rola New Delhi w Afganistanie niewątpliwie rośnie - z obietnicami pomocy w wysokości 1,2 miliarda dolarów Indie weszły do piątki największych zagranicznych pomocodawców Afganistanu, za USA, Wielką Brytanią, Japonią i Kanadą [11]. To jednak nie podoba się Pakistanowi i Waszyngton może obawiać się, że zbyt widoczna rola Indii wytworzy w Islamabadzie poczucie okrążania przez swojego największego wroga i skłoni do wsparcia Talibów. Perspektywa sukcesu afgańskich ekstremistów budzi z kolei trwogę Indii, zwłaszcza że nie wiadomo jeszcze czy Waszyngton zdecyduje się na długoterminowe zaangażowanie w Afganistanie. Dodatkowo Indie argumentują, że Pakistan nagminnie wykorzystuje amerykańską pomoc kontrterrorystyczną niezgodnie z jej przeznaczeniem, nie eliminując zagrożeń dla bezpieczeństwa USA i Indii. Inną sprawą są wciąż toczące się rozmowy na temat szczegółów przełomowego porozumienia o cywilnej współpracy nuklearnej podpisanego w październiku 2008 roku, co oznacza że amerykańskie firmy nadal nie mogą sprzedawać Indiom swojej technologii nuklearnej [12].
Mimo wszystkich tych problemów Singh i Obama będą mogli wskazać na wiele przykładów ogólnego rozwoju stosunków dwustronnych. Singh odwiedza Waszyngton z państwową wizytą niemal dokładnie w rok po zamachach terrorystycznych w Mumbai, a współpraca w zakresie kontrterroryzmu i wymiany informacji wywiadowczych jest ściślejsza niż kiedykolwiek: amerykański ambasador Timothy Roemer powiedział 18 listopada, że odbywa się ona "codziennie, cotygodniowo i comiesięcznie." [13] Bardzo dynamicznie rozwija się wymiana handlowa: w 2008 roku wyniosła już 43,4 miliarda dolarów, czyli ponad dwukrotnie więcej niż w 2004 roku. [14] Waszyngton stał się jednym z czołowych dostawców broni do Indii: na początku tego roku sprzedał im 8 samolotów patrolowych wartych 2,1 miliarda dolarów, co było największą jak dotąd indyjsko-amerykańską umową zbrojeniową; amerykańskie firmy Boeing i Lockheed Martin ubiegają się o wielki kontrakt, warty ponad 10 miliardów dolarów, na dostawę 126 nowoczesnych samolotów myśliwskich. Natomiast wydany 16 listopada raport "Open Doors 2009" podkreśla rozwijające się więzi edukacyjne między oboma państwami: w roku akademickim 2008/09 Indie po raz 8. z rzędu przewodziły liście zagranicznych państw przysyłających studentów do USA: indyjskich studentów było aż 103 tysiące, o 9% więcej niż rok wcześniej [15]. Jednak co byłoby wielce symboliczne w relacjach tych trzech mocarstw, Indie mogą wkrótce utracić swój prymat na tym polu, bowiem po piętach depcze im nie kto inny jak Chiny - z 21-procentowym wzrostem liczby studentów w USA do 98 tysięcy.
Opis stosunków Indie-USA na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Indie,stosunki_dwustronne,USA
Zobacz wcześniejszy artykuł:
Indie-USA: Clinton kładzie podwaliny stosunków w wersji 3.0 (Radek Alf, 24 lipca)
[7] Obama should speak up for India in Beijing, Brahma Chellaney, Financial Times, 13 listopada 2009.
[10] Singh's Washington visit to "consolidate" US-India ties, Amy Kazmin i Edward Luce, Financial Times, 22 listopada 2009.
[11] India befriends Afghanistan, irking Pakistan, Peter Wonacott, Wall Street Journal, 19 sierpnia 2009.
[12] U.S. and India hone nuclear pact for Singh's arrival, Amol Sharma i Jay Solomon, Wall Street Journal, 21 listopada 2009.