Stosunki Waszyngtonu z Pakistanem doznały nowego ciosu w tym tygodniu wraz z doniesieniami, że przywódca pakistański odrzucił osobistą prośbę prezydenta USA Baracka Obamy by poszerzyć zakres operacji pakistańskiej armii na obszarach plemiennych, gdzie jak wiadomo członkowie al-Qaidy i Talibów znajdują bezpieczne schronienie.
Pakistańscy przedstawiciele wojskowi i dyplomaci mówią, że prezydent Asif Ali Zardari powiedział Obamie pod koniec listopada, jeszcze zanim ogłoszono nową strategię Białego Domu dla "Af-Paku", że wojsko pakistańskie ruszy przeciwko islamskim ekstremistom na obszrach przygranicznych według własnego terminarza, a nie w przyspieszonym tempie jakiego życzył sobie Waszyngton.
Szef armii pakistańskiej, generał Ashfaq Kayani rzekomo powiedział też generałowi Davidowi Petraeusowi, szefowi amerykańskiego Dowództwa Centralnego, że w najbliższym czasie nie są planowane żadne duże operacje militarne w Północnym Waziristanie. Obszar ten jest znanym sanktuarium sprzymierzonej z afgańskimi Talibami siatki Haqqaniego, kierowanej przez Jalaluddina Haqqaniego i jego syna Siraja, talibskiego dowódcy. Według amerykańskich przedstawicieli wojskowych bojownicy Siraja stanowią największe zagrożenie dla sił amerykańskich we wschodniej części Afganistanu.
Pakistańscy oficjele dali do zrozumienia, że ściganie Siraja Haqqaniego, który od dawna jest aktywem dla pakistańskich agencji bezpieczeństwa, nie jest w interesie narodowym Pakistanu, uwzględniając amerykańskie plany rozpoczęcia wycofywania się z Afganistanu za 18 miesięcy. Biorąc pod rozwagę możliwość, że Siraj Haqqani może znaleźć się u władzy kiedy już Amerykanie wyjdą z Afganistanu, Islamabad wydaje się preferować przyjacielskie z nim stosunki, nawet przy ryzyku rozzłoszczenia Waszyngtonu.
Oferowanie marchewek
Odmowa przez Pakistan współpracy w zakresie dwóch kluczowych próśb Obamy zgodnych z jego nową strategią wywołuje trudne pytania o przyszłość stosunków między Islamabadem a Waszyngtonem.
Według "The New York Times", amerykańscy oficjele w zeszłym miesiącu ostrzegli szefów armii i służb wywiadowczych Pakistanu, że jeśli nie podejmą forsownych działań przeciw Talibom na ich własnej ziemi, zrobią to Stany Zjednoczone. Biały Dom twierdzi, że przesłanie to, dostarczone przez doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego generała Jamesa Jonesa i szefa działań kontrterrorystycznych w Białym Domu Johna Brennana, nie było zamierzone jako ultimatum. Ale obietnica Obamy, że Stany Zjednoczone "nie mogą tolerować bezpiecznego schronienia dla terrorystów, których lokalizacja jest znana i których intencje są oczywiste" oraz deklaracja Pakistanu, że dobrze znane sanktuarium jest strefą zakazaną, oznaczają że Waszyngton i Islamabad znalazły się w impasie.
Pytanie brzmi teraz, czy stosunki dwustronne osiągną "punkt przesilenia", w którym Stany Zjednoczone porzucą próby przyjaznej współpracy? Stephen Cohen, senior fellow studiów polityki zagranicznej w Brookings Institution, tak nie uważa. "Pytałem o to przedstawicieli administracji i nie dostałem żadnej wskazówki jakoby był taki punkt przesilenia, czy też że jest punkt końcowy", mówi Cohen. "A jeśli jest, jesteśmy od niego bardzo, bardzo daleko - co nie oznacza, że będziemy tolerować jak Pakistan patrzy w inną stronę kiedy partyzanci i terroryści wykorzystują jego terytorium, ale sądzę, że tkwimy w tym z Pakistanem na długo."
Aby zachęcić Pakistan do współpracy, tej jesieni Kongres zatwierdził prośbę Białego Domu o większą pomoc militarną i potężny pakiet pomocowy w wysokości 7,5 miliarda dolarów na szkoły, szpitale i rozwój w ciągu kolejnych 5 lat. Dodatkowo, według "The New York Times", Obama prywatnie obiecał przywódcom wojskowym i cywilnym w Pakistanie partnerstwo o "nieograniczonym potencjale", co oznacza, że Waszyngton rozpatrzy jakąkolwiek propozycję wysuniętą przez Islamabad.
Pakistan odpychający
Jednak wprowadzenie przez Waszyngton rygorystycznych warunków finansowania armii pakistańskiej w ramach pakietu pomocowego na 7,5 miliarda dolarów, znanego jako ustawa Kerry'ego-Lugara, wywołało ostrą reakcję wśród czołowych dowódców wojskowych w Islamabadzie. A jak pokazały wydarzenia z tego tygodnia, w połączeniu ze słabą pozycją przywódczą Zardariego, Biały Dom nie jest pewien czy Pakistan może zostać przekonany do postępowania zgodnie z nowym amerykańskim podejściem: "Są obawy. Doniesienia z Pakistanu są takie, że [Zardari jest] bardzo niepopularny, prawie tak niepopularny jak Amerykanie", mówi Cohen. "A my próbujemy prowadzić wojnę w Afganistanie i także zachęcamy [Pakistańczyków] do prowadzenia wojny w Pakistanie, przy niepopularnym przywództwie w obu państwach."
Jeszcze bardziej komplikując wysiłki na rzecz współpracy, 16 grudnia pojawiły się doniesienia, że niektóre elementy pakistańskiego wojska i służb wywiadowczych zajmują się czymś co amerykańscy oficjele określają "kampanią prześladowania amerykańskich dyplomatów." "The New York Times" doniósł, że owa kampania "obejmuje odmowę przedłużenia lub zatwierdzenia wiz dla ponad 100 amerykańskich oficjeli i częste przeszukiwania amerykańskich pojazdów dyplomatycznych w dużych miastach." [17 grudnia doniesienia "The New York Times" zostały potwierdzone przez rzecznika Departamentu Stanu USA]
"Twarda miłość"
Doniesienia te mają miejsce gdy Amerykanie debatują nad poszerzeniem wielce niepopularnego, lecz skutecznego programu CIA, w ramach którego bezzałogowe samoloty pilotowane z biurowców w podmiejskim Waszyngtonie wysyłane są do Pakistanu by przeprowadzać uderzenia rakietowe na domniemanych przywódców terrorystycznych.
Bezzałogowce zabiły co najmniej 10 wysokich przywódców al-Qaidy od 2008 roku, ale także około 300 cywilów w minionych 2 latach, według danych New America Foundation, która opiera te liczby na doniesieniach mediów amerykańskich i pakistańskich. Kampania bezzałogowców jest jednym z głównych powodów antyamerykańskich odczuć wśród Pakistańczyków.
Do tej pory naloty te były ograniczone do etnicznie pasztuńskich regionów plemiennych Pakistanu przy granicy afgańskiej, gdzie jak się uważa al-Qaida i Talibowie ustanowili swoje sanktuaria. Ale rozważana ekspansja mogłaby obejmować uderzenia rakietowe na Quettę, miasto z prawie milionem osób, gdzie według przypuszczeń ukrywa się Mullah Mohammad Omar, lider Talibów w Afganistanie. Mówi się, że sam Obama jest głęboko skonfliktowany wewnętrznie co do zatwierdzenia tej ekspansji.
Pogląd Cohena jest taki, że pomimo nieporozumień odnośnie określonych działań militarnych Stany Zjednoczone potrzebują Pakistanu. A Pakistan, chociaż nie kwapi się by to przyznać, potrzebuje Stanów Zjednoczonych by pomóc w utrzymaniu kraju z dala od rąk wojujących ekstremistów. Od października ponad 500 Pakistańczyków zginęło w zamachach samobójczych i eksplozjach przypisywanych islamistom.
"Sądzę, że strategia wobec Pakistanu zmieniła się nieco. Scharakteryzowałbym ją jako 'twarda miłość.' Kochamy Pakistańczyków, ale naprawdę będziemy stawiać warunki i będziemy nalegać by wykonywali swoją część układu", mówi Cohen. "Pieniądze jakie dostarczamy armii pakistańskiej, wyposażenie, i nawet w długim okresie czasu pakistańskiemu sektorowi cywilnemu, nie są tam po prostu z powodu 'miłości', ale chcemy by byli twardzi wobec ludzi i grup, które są ich wrogiem, ale też naszym wrogiem", kontynuuje Cohen. "Nie jest tak, że będziemy prosić ich by zrobili coś, co jest wbrew ich interesowi."
Cohen mówi, że alternatywą dla partnerstwa amerykańsko-pakistańskiego byłaby albo poważna reorganizacja amerykańskiej strategii albo upadek Pakistanu jako państwa demokratycznego. A, jak uważa Cohen, nikt w Waszyngtonie nie chce tego drugiego.
Copyright (c) 2009. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Pakistan_Turns_Down_Key_US_Antiterrorism_Requests_Raising_Questions_For_Obama/1906669.html
Opis stosunków Pakistan-USA na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Turcja,polityka_zagraniczna
Opis problemu terroryzmu w Pakistanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Pakistan,problemy,Terroryzm