Jesienią 2004 roku na terenie bazy wojskowej Topcider w stołecznym Belgradzie znaleziono ciała 2 serbskich żołnierzy. Śledczy pospiesznie orzekli, że Dragan Jakovljević i Drażen Milovanović zginęli w bójce stojąc na straży, gdy jeden z mężczyzn strzelił do drugiego zanim nie wycelował broni w siebie samego.
Ojciec Jakovljevicia, Jarko, rolnik z północno-zachodniego miasta Sabac spędził 5 lat przebijając się przez gmatwaninę oficjalnych raportów i sprzecznych prywatnych relacji na temat tego incydentu. Teraz mówi, że rozmowa jaką przeprowadził z pracownikami bufetu bazy w chwili tragedii przekonała go, że obaj młodzieńcy zostali zabici przez kogoś trzeciego - być może aby chronić tożsamości ściśle tajnego gościa. Jakovljević mówi, że jeden z pracowników powiedział mu: "Byłem kelnerem. Było przyjęcie. Ratko Mladić swobodnie się przechadzał. Wchodził i wychodził z kwatery brygady gwardii."
Incydent miał miejsce w momencie, gdy Belgrad był pod intensywną presją międzynarodową by współpracować z trybunałem ds. zbrodni wojennych w Hadze. Mladić, który jako szef sił Bośniackich Serbów był uważany za odpowiedzialnego za niektóre z największych zbrodni wojny w Bośni w latach 1992-95, został oskarżony przez trybunał o ludobójstwo i zbrodnie przeciw ludzkości. Ale przez lata uniknął schwytania, pomimo częstego widywania go w Belgradzie i innych miejscach.
Jakovljević mówi, że do śmierci jego syna i Milovanovicia doszło gdy w elicie armii powstawały coraz większe podziały. Podejrzewa, że ich zabójstwo mogło wyznaczać moment, w którym Serbia była najbliżej przyznania, że Mladic korzysta ze specjalnej ochrony ze strony sił specjalnych kraju. "Nie mogę nawet sobie wyobrazić przez co przeszli", mówi Jakovljević. "Prawdopodobnie dużo wiedzieli o wszystkim co miało miejsce. Być może nawet coś widzieli."
Usatysfakcjonowanie Hagi
Po wczorajszym formalnym złożeniu aplikacji o przystąpienie do Unii Europejskiej, wielu pyta czy to bałkańskie państwo w końcu dostarczy Mladicia trybunałowi w Hadze, ponad 14 lat po wydaniu aktu oskarżenia.
Serbski prezydent Boris Tadić, przemawiając wczoraj na konferencji prasowej w Sztokholmie, obiecał że jego kraj w końcu wytropi dwóch pozostających na wolności oskarżonych przez Hagę, w tym Mladicia. "Jeśli są oni na serbskiej ziemi, zostaną schwytani", powiedział Tadić. "Jest to nasz obowiązek."
Tadić powiedział, że jego rząd będzie "kontynuował wszelkie nasze wysiłki by to zakończyć i schwytać ostatnich dwóch oskarżonych - Ratko Mladicia i Gorana Hadjicia. Kiedy to się stanie - to jest hipotetyczne pytanie. Ale robimy wszystko co możliwe by schwytać ich jutro."
Lecz jeśli pozostawały jakieś wątpliwości, że serbskie władze fizycznie nie są w stanie wytropić Mladicia, jak często twierdzą, zostały one w zasadzie rozwiane w zeszłym roku, kiedy Radovan Karadzić został aresztowany w Serbii, gdzie żył swobodnie pod przybraną tożsamością.
Dziś serbscy oficjele tacy jak prokurator ds. zbrodni wojennych Vladimir Vukcević podejrzewają, że Mladić robi praktycznie to samo. "Miałem swoje własne podejrzenia, że ukrywał się w Serbii, na podstawie pewnych faktów, które wyszły na jaw", mówi Vukcević. "Ale nikt nie może wysuwać takich twierdzeń z pewnością."
Eksperci sądzą, że kwestia ta okaże się nieuchronną przeszkodą gdy Serbia będzie prowadziła rozmowy na temat członkostwa. Kilka państw UE, szczególnie Holandia, rutynowo dąży do wstrzymywania zachęt dla Belgradu dopóki nie widać współpracy w kwestii Mladicia.
W niedawnym sondażu przeprowadzonym przez Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) 64% Serbów stwierdziło, że sprzeciwiają się aresztowaniu Mladicia. Około 56% stwierdziło, że uważają Mladicia za niewinnego zbrodni wyszczególnionych w akcie oskarżenia Hagi, a 72% wyraziło negatywną opinię o trybunale haskim.
Tajemnicze służby
Ale na poziomie oficjalnym widać oznaki zmiany. Rasim Ljajić, prezydent serbskiej narodowej rady współpracy z Hagą, ogłosił ostatnio, że zrezygnuje z funkcji jeśli Mladić nie zostanie aresztowany przed nowym rokiem. Obietnica ta zdawała się sugerować pewność po stronie Ljajicia i innych, że miejsce pobytu Mladicia było znane i że był on wystawiony na schwytanie. Ale wytrawni obserwatorzy wątpią czy serbscy oficjele będą w stanie przebić się przez nieprzeniknioną obronę, jaką wokół Mladicia zbudowała serbska tajna policja.
Danica Drasković, żona byłego ministra spraw zagranicznych Vuka Draskovicia, spędziła lata na badaniu służb specjalnych, które w dużej mierze pozostają niezreformowanymi od czasu reżimu prezydenta Jugosławii Slobodana Milosevicia. Brat Draskovicia, przedstawiciel opozycji Veselin Bosković zginął w podejrzanym wypadku drogowym w 1999 roku, a jej mąż, lider opozycji, przeżył kilka prób zabójstwa. Drasković przez lata próbowała powiązać te incydenty z reżimem Milosevicia i twierdzi, że jego tajna policja dalej działa dzisiaj w praktycznie ten sam sposób, chroniąc Mladicia.
"Jestem absolutnie pewna, że Rasim Ljajić nie wie gdzie jest Ratko Mladić, ani kiedy mógłby zostać aresztowany", mówi Drasković. "Musicie mi wierzyć, chociaż wiem że brzmi to paranoidalnie, że tajne służby rządzą Serbią. Ludzie u władzy są przez nich manipulowani w ten czy inny sposób."
Za Milosevicia tajna policja była odpowiedzialna za rekrutację paramilitarnych bojowników, którzy zyskali złą sławę z powodu zbrodni etnicznych i zabójstw politycznych w Bośni-Hercegowinie, Kosowie i Chorwacji. Bałkany, których plagą pozostaje rozległa korupcja, wciąż są kontrolowane przez kryminalne siatki stworzone za Milosevicia, których korzenie sięgają nawet dalej, do reżimu Tito. Departament Bezpieczeństwa Państwowego, jak go nazywano, został przemianowany na Biuro Bezpieczeństwa i Informacji (BIA) po aresztowaniu Milosevicia w 2001 roku. Ale i ono pozostaje nieodgadnionym dla większości Serbów.
Analityk wojskowości Ljubodrag Stojadinović mówi, że tajemnica 14 lat wolności Mladicia leży wewnątrz tej agencji. "Wierzę, że siły tu działające można znaleźć dokładnie w obrębie tych niezreformowanych tajnych służb, których ideologiczne imperatywy i raison d'etre są w zasadzie niezmienione od chwili ich utworzenia", mówi Stojadinović. "Oczywiste wydaje się, że Ratko Mladić nie jest chroniony przez indywidualnych wspólników czy też grupy gotowe do użycia siły w jego obronie. Bezpieczeństwo zapewnia mu się raczej poprzez zatajanie kluczowych informacji przez dokładnie te centra operacyjne, które powinny pomagać w doprowadzeniu go przed oblicze sprawiedliwości."
Ukrywając się na widoku
Od 2005 roku 13 osobom wytoczono procesy za domniemane pomaganie Mladiciowi w unikaniu wymiaru sprawiedliwości. Ale wszyscy oni byli albo znajomymi albo krewnymi poszukiwanego dowódcy armii - żaden nie był z BIA.
Prokurator ds. zbrodni wojennych Vukcević mówi, że nie wyklucza możliwości, że określoni członkowie BIA mogą być odpowiedzialni za aktywną ochronę Mladicia. Mówi, że obecnie toczy się śledztwo dotyczące zarzutów, że członkowie tajnej policji pomogli ukryć go w serbskiej bazie wojskowej w czerwcu 2002 roku - 7 lat po akcie oskarżenia z Hagi i 15 dni po wydaniu w Belgradzie nakazu jego aresztowania.
"Zrobimy wszystko co w naszej mocy, by wyjaśnić co się wydarzyło. Ustalimy kto ukrywał go przez około dwa tygodnie", mówi Vukcević. "Wszystko co jest zaczęte musi zostać doprowadzone do końca. Wszyscy uznani winnymi zostaną oskarżeni i postawieni przed sądem."
Społeczność międzynarodowa została oburzona w tym roku, kiedy bośniacka stacja telewizyjna nadała niedawne nagrania wideo przedstawiające według niej Mladicia swobodnie cieszącego się życiem z przyjaciółmi i rodziną. Jedno wideo pokazywało Mladicia chodzącego po górach i żartującego ze swoją żoną. Inne pokazywało go wesoło tańczącego na lokalnym przyjęciu z udziałem mnóstwa gości. Eksperci sugerowali wówczas, że niektóre z nagrań miały nie więcej niż rok.
Takie incydenty skłaniają ekspertów do odrzucania spekulacji, że Mladić tak naprawdę szukał schronienia dalej od domu. Jedno tegoroczne doniesienie, później zdyskredytowane, spekulowało że Mladić pracował jako instruktor nurkowania w Kenii. Ale analityk wojskowości Stojadinović mówi, że jest pewien, iż Mladić jest dużo bliżej domu.
"Jeśli sobie przypomnicie, tuż przed aresztowaniem Radovana Karadzicia wydawały się być mocne i podobno pewne wskazówki, że faktycznie ukrywał się gdzieś indziej, w tym w Ameryce Łacińskiej", mówi Stojadinović. "W końcu okazało się, że dokładnie ci sami ludzie, którzy namówili go do zapuszczenia brody i zrobili z niego Dragana Dabicia byli także tymi, którzy go wydali."
Ostatecznie, mówi Stojadinović, Mladić zapewne ukrywa się na widoku - i będzie schwytany dopiero gdy jego protektorzy zdecydują, że jest to w ich i Serbii interesie. "Po prostu sądzę, że nieuniknione jest, że ktoś w strukturach władzy musi wiedzieć gdzie jest Ratko Mladić i to dlatego Mladić zawsze wie przed czasem, że autoryzowano akcję poszukiwania.", mówi Stojadinović. "Doświadczenie pokazuje, że w 25-26 akcjach, które miały miejsce według moich danych, w każdym kolejnym przypadku Mladić nie był nawet w pobliżu przeszukiwanego miejsca."
Copyright (c) 2009. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/With_EU_In_Sights_Will_Serbia_Give_Up_Mladic/1910996.html