Rok temu dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA) Mohamed ElBaradei udzielił wywiadu "Los Angeles Times", w którym wprost stwierdził, że 5 lat międzynarodowych starań o poskromienie ambicji nuklearnych Iranu było całkowitą porażką, gdyż nie pozwoliło posunąć się naprzód w tej kwestii "ani o cal." [1] ElBaradei dodał zarazem, że ówczesny prezydent-elekt Barack Obama, z jego proponowaną polityką dialogu dyplomatycznego z adwersarzami Ameryki i dążeniem do powszechnego rozbrojenia nuklearnego, dawał mu "mnóstwo nadziei" na przełamanie impasu.
Jednak po kolejnych 12 miesiącach, które obejmowały próby wcielenia w życie tej pojednawczej polityki przez Obamę a równocześnie były okresem największego wrzenia w Iranie od czasu rewolucji islamskiej w 1979 roku, rozwiązanie problemu irańskiego programu nuklearnego jest tak samo odległe. W październiku IAEA wypracowała porozumienie, które zakładało, że Iran przekazałby swój nisko wzbogacony uran Rosji i Francji, gdzie wzbogaconoby go do wyższego poziomu, około 20%, tak aby mógł on być wykorzystany przez wiele lat jako paliwo dla reaktora medycznego w Teheranie, a jednocześnie nie nadawał się do łatwego zastosowania przy produkcji bomb atomowych. Pomimo początkowo pozytywnych reakcji irańskie władze nie zdecydowały się na przyjęcie tej oferty, na co zaangażowane w negocjacje mocarstwa wyznaczyły termin do końca tego roku. 22 grudnia rzecznik Białego Domu oświadczył, że irański prezydent Mahmud Ahmadinejad "może nie uznawać, z jakichkolwiek powodów, nadciągającego terminu, ale jest to bardzo realny termin dla społeczności międzynarodowej", zaś USA rozpoczęły już ze swoimi partnerami konsultacje w sprawie dalszych kroków wobec Iranu [2]. Ambasador USA przy ONZ Susan Rice powiedziała zaś ostatnio "Associated Press", że "w nowym roku, przy braku jakichś znaczących zmian w postawie Iranu (...) będzie właściwy czas na poważne rozważenie dodatkowej presji." [3]
Koniec roku nieuchronnie się zbliża, a władze irańskie wydają się tylko radykalizować swoją postawę. 22 grudnia Ahmadinejad w przemówieniu w Shirazie stwierdził, że społeczność międzynarodowa może wyznaczać "tyle terminów ile chce, nas to nie obchodzi" i ostrzegł, że Iran, "10-krotnie silniejszy niż w zeszłym roku", nie da się zastraszyć przez obce mocarstwa [4]. Dodał też, że "niemożliwe jest by Iran pozwolił Stanom Zjednoczonym na zdominowanie Bliskiego Wschodu." Jakby na poparcie tych słów w ostatnich tygodniach Iran podjął szereg prowokacyjnych kroków mogących stanowić demonstrację, w jaki sposób jest w stanie działać destabilizacyjnie w regionie. 18 grudnia władze irackie zarzuciły irańskim wojskom zajęcie szybu naftowego na przygranicznym polu naftowym Fakka w prowincji Maysan na południu Iraku, co przypomniało wszystkim, że wciąż istnieją między oboma państwami problemy graniczne, które legły u podłoża wojny w latach 1980-88. Od pewnego czasu na pograniczu saudyjsko-jemeńskim trwa regularny konflikt noszący znamiona wojny peryferyjnej, w której Iran jest sprzymierzeńcem szyickich rebeliantów z północnego Jemenu. 16 grudnia Iran przeprowadził próbę nowej wersji rakiety średniego zasięgu Sejil-2, zdolnej do rażenia Izraela i części Europy [5]. Pod koniec listopada odbyły się szeroko zakrojone, 5-dniowe ćwiczenia obrony przeciwlotniczej, której celem było odpieranie symulowanych ataków na irańską infrastrukturę nuklearną [6]. Jednocześnie Iran niezmiennie podkreśla, że program nuklearny będzie kontynuowany, a rząd zatwierdził nawet pod koniec listopada plan budowy 10 nowych zakładów wzbogacania uranu.
Przy takiej retoryce i nastawieniu irańskiego reżimu z dużą dozą prawdopodobieństwa należy zakładać, że do porozumienia w sprawie kontrowersyjnego programu nuklearnego dojść w najbliższym czasie nie może. Tym bardziej, że reżim ów zmaga się z silną opozycją powodującą, iż wszelkie przejawy kompromisu wobec Zachodu mogą stać się powodem do ostrych ataków politycznych, a także dlatego, że na proces decyzyjny w Iranie coraz większy wpływ mają siły radykalne i bezkompromisowe, zwłaszcza osławiona Gwardia Rewolucyjna, której znaczenie w kraju po kontrowersyjnych czerwcowych wyborach prezydenckich dramatycznie wzrosło [7]. Ponadto ostatnie rewelacje zachodnich mediów wzmagają podejrzenia, że irański program nuklearny ma faktycznie charakter militarny: 14 grudnia londyński "The Times" opublikował tajny dokument mający wskazywać na to, że Iran od kilku lat pracuje nad ostatnim komponentem bomby atomowej: zapalnikiem neutronowym [8].
Co więc może zrobić społeczność międzynarodowa w sytuacji uporczywej odmowy współpracy przez Iran? Zasadniczo do wyboru są trzy główne opcje. Pierwszą jest wisząca od dłuższego czasu groźba izraelskiego lub amerykańskiego ataku militarnego na irańskie obiekty nuklearne; drugą - nałożenie dalej idących i bardziej dotkliwych sankcji międzynarodowych; trzecią - zaakceptowanie być może nieodległego faktu uzyskania przez Iran broni jądrowej. W najbliższym okresie amerykańskie i europejskie wysiłki będą koncentrować się na realizacji opcji drugiej, tj. uchwaleniu sankcji wymierzonych w irańskie sektory energetyczne i finansowe w nadziei, że doprowadzi to do zmiany irańskiej polityki bądź nawet struktur władzy. Prezydent USA Barack Obama uczynił już dużo by zyskać poparcie Chin i Rosji, co znalazło wyraz w przyjęciu 27 listopada przez Radę Gubernatorów IAEA, przy poparciu obu mocarstw, rezolucji potępiającej potajemną budowę przez Iran zakładu wzbogacania uranu koło Qom, ujawnionego we wrześniu, i wzywającej do natychmiastowego wstrzymania tego projektu [9]. Ale nawet jeśli sankcje takie zostaną przyjęte przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, a wciąż pewności takiej nie ma, głównie z powodu sceptycyzmu Chin, ich efektywność będzie stała pod znakiem zapytania. Duże wątpliwości budzi gotowość Rosji i Chin do implementacji takich środków represyjnych, zwłaszcza w świetle zatrzymania 12 grudnia na lotnisku w Bangkoku samolotu transportowego z ładunkiem 35 ton północnokoreańskiej broni (zresztą być może lecącej do Iranu), który przez długi czas leciał przez chińską przestrzeń powietrzną nie wzbudzając żadnych podejrzeń [10]. Poza tym można przypuszczać, że dalsze sankcje mogłyby w rzeczywistości być zbawienne dla irańskiego reżimu, umożliwiając mu budowanie nastroju prześladowania Irańczyków przez Zachód i w ten sposób przyczyniając się do wzmocnienia jego chwiejnej obecnie pozycji.
Niektórzy obserwatorzy uważają więc, że faktycznie są tylko 2 realne opcje: uderzenie militarne lub pogodzenie się z myślą o Iranie wyposażonym w bombę. Można zakładać, że administracja Baracka Obamy, teraz laureata Pokojowej Nagrody Nobla, nie zdecyduje się na powietrzny atak na irańskie obiekty nuklearne, nie tylko dlatego, że jest to rozwiązanie ryzykowne, wyjątkowo trudne do zrealizowania oraz grożące odwetem irańskim w miejscach takich jak Afganistan, Irak, Liban czy Palestyna, ale także dlatego, że krok taki przyniósłby niechybnie wzrost nastrojów antyamerykańskich w świecie muzułmańskim i obniżyłby prestiż USA na świecie, utrudniając osiąganie innych celów w polityce zagranicznej. Przypuszczalnie więc Biały Dom będzie dalej prowadził politykę równoczesnego zacieśniania sankcji i prób dialogu, w rzeczywistości akceptując nieuchronność wejścia przez Iran w posiadanie broni jądrowej, lub też przynajmniej osiągnięcia przez to państwo zdolności do szybkiej budowy bomby. Zastosowana ponownie mogłaby zostać wówczas doktryna odstraszania znana z czasów Zimnej Wojny, zakładająca że posiadanie przewagi militarnej dającej zdolność do unicestwienia wroga zniechęca go do podejmowania działań ofensywnych.
Przyjęcie takiej strategii opierałoby się na założeniu, że reżim irański podobnie jak radziecki jest racjonalny i nie zaryzykuje potencjalnie zgubnej konfrontacji. Nie wydaje się jednak, by optykę taką mógł podzielać jakikolwiek rząd izraelski, który regularnie jest celem mrożącej krew w żyłach irańskiej retoryki. W Izraelu rządzący Iranem mułłowie są często postrzegani jako całkowicie nieracjonalni religijni fanatycy, którzy koniec świata przyjęliby z radością. Z pewnością zbudowanie przez Iran bomby atomowej oznaczałoby strącenie w polityczny niebyt każdego premiera izraelskiego rządu. A więc gdy Iran jest coraz bliższy swojego ukrytego celu, a Biały Dom wydaje się podążać ścieżką prowadzącą donikąd, perspektywa izraelskiego nalotu na irańskie obiekty nuklearne w 2010 roku staje się coraz bardziej realna.
Opis problemu programu nuklearnego Iranu na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Iran,problemy,Program_nuklearny
[2] Next steps have begun on Iran nuclear issue: White House, Reuters, 22 grudnia 2009.
[3] New US policy is engaging world, Associated Press, 25 grudnia 2009.
[4] Ahmadinejad dismisses US deadline for nuclear deal, Associated Press, 22 grudnia 2009.
[6] Iran launches war games to protect nuclear sites, Reuters, 22 listopada 2009.