DR Kongo zostało niedawno określone najkrwawszym konfliktem od czasu II Wojny Światowej, ale zawarte 23 stycznia porozumienie rozejmowe daje realną szansę na pokój w najbardziej niespokojnej wschodniej części kraju, gdzie konflikt toczy się nieprzerwanie mimo formalnego zakończenia wojny w 2003 roku.
23 stycznia 2008 roku w mieście Goma na wschodzie Demokratycznej Republiki Kongo podpisane zostało porozumienie rozejmowe, wieńczące dwutygodniową konferencję pokojową z udziałem przedstawicieli rządu i lokalnych grup zbrojnych. Co najważniejsze, stroną układu są m.in. rebelianci Tutsi zbuntowanego generała Laurenta Nkundy, którzy poważne kłopoty sprawiają we wschodnim DR Kongo od połowy 2004 roku, a w ostatnich miesiącach wielokrotnie ścierali się z wojskami rządowymi i z rebeliantami Hutu z sąsiedniej Rwandy, tzw. Interahamwe.
Porozumienie z Gomy, podpisane pod dyplomatyczną presją państw zachodnich, a zwłaszcza USA, przewiduje natychmiastowe zawieszenie działań wojennych, wycofanie się rebeliantów z najdalej wysuniętych pozycji i utworzenie w prowincji Północne Kiwu strefy buforowej kontrolowanej przez siły pokojowe ONZ (MONUC). Przewidziano ponadto demobilizację grup zbrojnych i ich integrację do armii narodowej. Rząd ma przygotować ustawę o amnestii uczestników walk, która ma obejmować „akty wojenne i rebelianckie”, ale nie dotyczyć zbrodni wojennych, zbrodni przeciw ludzkości i ludobójstwa.
Sukces implementacji porozumienia w dużej mierze będzie zależeć od stanowiska rządu wobec generała Nkundy, którego status nie został określony w porozumieniu z Gomy. We wrześniu 2005 roku Kinszasa wydała międzynarodowy nakaz aresztowania Nkundy za domniemane zbrodnie popełnione podczas zajęcia miasta Bukavu przez jego wojska latem 2004 roku. Mimo że miejsce pobytu Nkundy było powszechnie znane ani siły rządowe ani MONUC nigdy nie podjęły próby pojmania generała, obawiając się, że spowodowałoby to tylko dalsze zaostrzenie konfliktu. Pierwsze sygnały docierające aktualnie z Kinszasy sugerują, że rząd DR Kongo nie zamierza odnowić wygasłego już nakazu aresztowania Nkundy i skłania się ku objęciu go amnestią.
Równie ważnym wyzwaniem jest usunięcie ze wschodniego DR Kongo około 6 tysięcy rebeliantów Hutu znanych jako Demokratyczne Siły Wyzwolenia Rwandy (FDLR) lub Interahamwe. Konieczność ochrony Tutsich przed atakami Hutu odpowiedzialnych za ludobójstwo w Rwandzie była deklarowanym powodem wszczęcia rebelii przez Nkundę w połowie 2004 roku. 9 listopada 2007 roku na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych DR Kongo i Rwandy w Nairobi wydano wspólne oświadczenie, w którym rząd w Kinszasie zobowiązał się do rychłego podjęcia operacji militarnych przeciw FDLR jako „ludobójczej organizacji militarnej”, zaś Kigali obiecało uszczelnić granicę z DR Kongo w celu uniemożliwienia transgranicznych ruchów grup zbrojnych, zwłaszcza Nkundy. Oczekuje się, że wojska kongijskie przystąpią do siłowego rozbrajania FDLR w marcu tego roku, ale według analityków nie będzie to sprawą prostą, gdyż Interahamwe są siłami licznymi, rozproszonymi na znacznym obszarze obu prowincji Kiwu i doskonale znają tamtejszą dżunglę, gdzie urzędują już od blisko 15 lat. Jednak Nkunda jednoznacznie domaga się postępu w rozbrajaniu Interahamwe jako warunku przystąpienia do składania broni przez lojalnych wobec niego rebeliantów.
22 stycznia, dzień przed podpisaniem porozumienia z Gomy, International Rescue Committee (IRC) opublikował raport, który unaocznia jak wielką tragedią pozostaje konflikt w DR Kongo. Stwierdza się w nim, że wojna w latach 1998-2003, dalsze walki po formalnym zakończeniu działań wojennych i przede wszystkim towarzyszący im kryzys humanitarny spowodowały śmierć 5,4 miliona osób. Aktualnie w DR Kongo miesięcznie ginie, w większości z powodu uleczalnych chorób (takich jak malaria czy zapalenie płuc) i niedożywienia, nawet 45 tysięcy osób. Konflikt zbiera szczególnie srogie żniwo wśród małych dzieci, podatnych na wszelakie choroby: blisko połowa ofiar to dzieci poniżej 5. roku życia, mimo iż stanowią one niespełna 1/5 całkowitej populacji DR Kongo.
Jak podkreśla prezydent IRC George Rupp, „konflikt ten i jego następstwa jeśli chodzi o liczbę ofiar przewyższają jakikolwiek inny od czasu II Wojny Światowej”, dodając że „straty Kongo to ekwiwalent zginięcia całej populacji Danii lub stanu Kolorado w ciągu dekady.” Skala kryzysu może być jeszcze większa niż dane podawane w raporcie IRC, gdyż został on sporządzony na podstawie wizyt 14 tysięcy kongijskich domostw między styczniem 2006 roku a kwietniem 2007 roku, a więc nie obejmuje okresu największej eskalacji przemocy na wschodzie kraju w drugiej połowie 2007 roku. Jednym z efektów nasilenia konfliktu była ucieczka ze swoich domów w Północnym Kiwu blisko pół miliona osób w 2007 roku. Zapewnienie im bezpiecznego powrotu będzie kolejnym wyzwaniem podczas implementacji porozumienia z Gomy.
Opis konfliktu w DR Kongo na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj_start.php?xkraj_stos=Konflikt&kraj=Kongo+%28Demokr.+Rep.+Kongo%29&typ=problemy /a>