Wśród pytań powstałych po wyborach w Niemczech we wrześniu 2009 roku było to, jaki wpływ na orientację polityki zagranicznej Berlina będą mieć nowi partnerzy koalicyjni kanclerz Angeli Merkel. Od tego czasu szereg wydarzeń daje wskazówki obszarów ciągłości, jak również innych obszarów potencjalnych zmian, a nawet konfliktów wewnętrznych.
Wśród obszarów ciągłości jest podejście Niemiec do wewnętrznej polityki Unii Europejskiej. W niedawnym wyścigu o czołowe stanowiska w UE po Traktacie Lizbońskim Berlin zachowywał ostrożność, preferując pozostawienie bardziej wpływowych tek innym państwom. Główną batalię w końcu stoczyły Londyn i Paryż - Londyn dostał nowo utworzone stanowisko europejskiego ministra spraw zagranicznych (oficjalnie wysokiego przedstawiciela ds. stosunków zewnętrznych), zaś Paryż uzyskał stanowisko komisarza ds. rynku wewnętrznego, potężną funkcję z nadzorem nad wewnętrzną gospodarką UE.
Natomiast Berlin powstrzymał się od promowania swoich narodowych kandydatów na najważniejsze unijne stanowiska jak dotąd rozdzielone, zamiast tego zadowalając się stanowiskiem komisarza ds. energii. Chociaż nie jest ono uważane za jedno z głównych w Komisji Europejskiej, ma strategiczne znaczenie dla Niemiec z powodu zależności energetycznej Berlina od Rosji.
Ta powściągliwość co do najważniejszych tek odzwierciedla ugruntowaną postawę unikania czołowych stanowisk w UE z powodu obaw, że prominentne Niemcy mogłyby wywołać niepokój u swoich europejskich sąsiadów. Lecz tym razem może nastąpić zmiana w tej tradycyjnej postawie Niemiec: Berlin wydaje się celować w prezydenturę Europejskiego Banku Centralnego, bezsprzecznie najpotężniejszego stanowiska wśród europejskich instytucji, jako że kontroluje ono polityke monetarną unii.
W innych obszarach nowy, dynamiczny zespół polityki zagranicznej w Berlinie zmienia niektóre zwyczaje polityczne kraju. Karl-Theodor zu Guttenberg, chadecki polityk ostatnio powołany na ministra obrony, zaprzeczył konwenansom deklarując, że niemieccy żołnierze są zaangażowani w "wojnę" w Afganistanie, używając słowa, którego jego poprzednicy unikali.
W niedawnym przemówieniu w Waszyngtonie Guttenberg powiedział, że dyslokacja niemieckich wojsk powinna być częstsza i "szerzej akceptowana." Równocześnie argumentował za wzmocnieniem stosunków transatlantyckich i powiedział, że wkład w pokój i stabilność w Afganistanie jest "czołowym priorytetem" Niemiec. Po swojej desygnacji Guttenberg zyskał aprobatę armii odwiedzając wojska rozmieszczone w Afganistanie, dając w ten sposób pokaz poparcia po kontrowersyjnym incydencie, w którym niemieckie wojska zabiły 142 osoby w Kunduzie. Guttenberg postanowił też nieznacznie zwiększyć ilość niemieckich żołnierzy w Afganistanie.
Stoi to w kontraście do Guido Westerwelle, nowego ministra spraw zagranicznych z Wolnych Demokratów, który wykazał większą powściągliwość względem misji w Afganistanie. Ogólnie Westerwelle reprezentuje konsensusowy antymilitarystyczny pogląd niemieckiej opinii publicznej i próbuje zyskać przychylność publiki stając się rzecznikiem takich kwestii jak wycofanie amerykańskiej broni jądrowej z niemieckiej ziemi. Jego postawa może być próbą zrównoważenia popularności Guttenberga. Aktualnie uważany za najbardziej popularnego niemieckiego polityka, Guttenberg w opinii niektórych może w przyszłości zostać kanclerzem. Biorać pod uwagę rozbieżności pomiędzy oboma panami, istnieje możliwość kolizji między nimi.
Nowy zespół ds. polityki zagranicznej budzi też pytania o stosunki Berlina z Paryżem. Francuski prezydent Nicolas Sarkozy jest gotowy wzmacniać więzi jego rządu z administracją Merkel w celu stworzenia francusko-niemieckiej koalicji przewodzącej Europie w kolejnych latach. Niemcy i Francja koordynowały swoje pozycje negocjacyjne w trakcie niedawnego rozdziału czołowych stanowisk w UE. Pogłoski wskazują, że to samo będzie mieć miejsce wobec kluczowych stanowisk w nowo tworzonej European External Service - europejskiej służbie zagranicznej, na której czele stać będzie wysoki przedstawiciel, Brytyjka Catherine Ashton.
Jednak co się tyczy szerszych celów strategicznych, w Berlinie narasta niepokój co do dwuznacznego podejścia Paryża do stosunków transatlantyckich. Francja jest bardziej zainteresowana równoważeniem amerykańskiej potęgi, podczas gdy Niemcy historycznie kładły większy nacisk na wzmacnianie zarówno NATO jak i własnych stosunków bilateralnych z USA. Francuska propozycja powołania wspólnego francusko-niemieckiego ministra rangi gabinetowej spotkała się z niewielkim entuzjazmem w Berlinie. Proponowany wspólny minister uczestniczyłby w spotkaniach gabinetowych tak we Francji jak i w Niemczech, ale brak zainteresowania wykazany przez Berlin spowodował odłożenie przez Francuzów tej propozycji. Ponadto Westerwelle wybrał Warszawę na miejsce swojej pierwszej oficjalnej podróży zamiast tradycyjnej wizyty w Paryżu, sugerując że dla Berlina inne priorytety przeważają nad stosunkami francusko-niemieckimi.
Obecny stan spraw jest przeciwieństwem roku 1999, kiedy niemiecki rząd chciał stworzyć "rdzeń Europy" wokół bliższej współpracy między Paryżem a Berlinem, co spotkało się z odrzuceniem przez Francuzów. Teraz pozycje się odwróciły - bardziej pewne siebie Niemcy odrzucają francuską ofertę zbliżenia. Sytuacja ta zaniepokoiła Francuzów, którzy obawiają się wykluczenia z europejskiego przywództwa.
Aktualnie niemiecki rząd pragnie odnowy więzi z USA po bezwładzie stosunków dwustronnych za administracji Busha. W niedawnym przemówieniu wygłoszonym na połączonej sesji Kongresu USA - pierwszym takim przemówieniu niemieckiego kanclerza od czasu Konrada Adenauera w 1957 roku - Merkel zdecydowanie argumentowała za zwiększonymi powiązaniami obu państw. Powiedziała, że Niemcy są "gotowe wziąć na swoje barki odpowiedzialność" w Afganistanie i wykazała gotowość do występowania w imieniu Europy, wielokrotnie mówiąc "my Europejczycy."
Tęsknota Berlina za bardziej prominentną rolą w sprawach międzynarodowych może oznaczać początek nowego podejścia w niemieckiej polityce zagranicznej. Przed tą nowa polityką stoi jednak wiele wyzwań, zarówno z zewnątrz jak i od wewnątrz. Może ona wzbudzić niepokój ze strony europejskich sąsiadów Niemiec, zwłaszcza Francji i niektórych państw wschodnioeuropejskich. W rzeczy samej, wizyta Westerwelle w Warszawie może być uznana za próbę odbudowy stosunków z Polską, które były napięte za rządów Kaczyńskiego.
Wewnętrznie, niemiecka opinia publiczna może sprzeciwić się zagranicznemu zaangażowaniu, zwłaszcza jeśli obejmie ono siły zbrojne. Dla USA bardziej asertywne Niemcy mogą okazać się przydatnym sojusznikiem w krótkim i średnim okresie czasu, przyczyniając się do zaangażowania Europy w Afganistanie. Jednak w długim okresie czasu bardziej asertywny Berlin realizujący swoje własne interesy może okazać się źródłem niepokojów.
Nicolas Nagle jest niezależnym dziennikarzem bazującym w Brukseli. Pracował dla wielu mediów latynoamerykańskich i dla Międzynarodowej Grupy Kryzysowej.
Copyright World Politics Review
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.worldpoliticsreview.com/article.aspx?id=4876