Afganistan – na drodze do „upadłego państwa”?
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Afganistan – na drodze do „upadłego państwa”?
Radek Alf stosunkimiedzynarodowe.info 2008-02-05 14:13:38
     Szereg raportów wydanych ostatnio przez instytuty badawcze ostrzega przed realną groźbą przekształcenia Afganistanu w „upadłe państwo.” Jednak członkowie koalicji międzynarodowej nie kwapią się z większym zaangażowaniem w stabilizację tego kraju.

     Pod koniec stycznia 2008 roku wydane zostało kilka raportów, których wspólnym mianownikiem jest konkluzja, że międzynarodowe wysiłki na rzecz stabilizacji Afganistanu załamują się i należy je szybko zweryfikować, aby zapobiec zwycięstwu Talibów i przekształceniu Afganistanu w „upadłe państwo”, mogące ponownie posłużyć za bazę dla terroryzmu międzynarodowego.
     Opublikowany 30 stycznia raport waszyngtońskiej Atlantic Council w pierwszych słowach ostrzega: „Nie łudźmy się, NATO nie wygrywa w Afganistanie” i stwierdza, że w konflikcie zaistniał impas – siły NATO i rządu afgańskiego nie mogą zostać pokonane przez rebeliantów i wice wersa – Talibowie nie mogą zostać pokonani środkami militarnymi, przy czym jednak Talibowie stopniowo zyskują kontrolę nad coraz większymi obszarami kraju. W takiej sytuacji decydująca jest reforma sektora cywilnego, ale jak wskazuje raport różne organizacje międzynarodowe i agencje działają w sposób nieskoordynowany, na realizację czekają reformy systemu prawnego i sądownictwa, nieefektywna jest walka z korupcją i narkotykami; ponadto zaledwie 10% międzynarodowych wydatków pomocowych trafia bezpośrednio do Afgańczyków. Konkluzja jest mało optymistyczna – Afganistan może stać się upadającym lub upadłym państwem jeśli nie nastąpią pilne zmiany strategii międzynarodowej.
     Raport Atlantic Council sugeruje kilka kroków, które skierowałyby proces stabilizacji Afganistanu na właściwe tory: stworzenie całościowego planu kampanii, który łączyłby wysiłki z zakresu bezpieczeństwa, odbudowy i zarządzania; powołanie wysokiego komisarza ONZ, który zapewniłby koordynację wysiłków międzynarodowych i rządu w Kabulu; wypracowanie podejścia regionalnego, angażującego państwa sąsiednie, takie jak Chiny, Rosja, Indie, Iran i zwłaszcza Pakistan. Równolegle wydany raport Afghanistan Study Group, powołanej przez Center for the Study of the Presidency, koncentruje się w większym stopniu na aspekcie militarnym, wskazując na to, że „USA i społeczność międzynarodowa próbowały wygrać walkę w Afganistanie zbyt małą ilością sił militarnych” i wytykając brak jasnej strategii, która mogłaby przeciwstawić się przegrupowanym Talibom i Al-Qaidzie. Aktualnie „perspektywa utraty znaczących części Afganistanu na rzecz sił islamskich ekstremistów z nieprawdopodobnej stała się możliwą”, dodaje raport Afghanistan Study Group, powstałej jako swego rodzaju sukcesor dla Iraq Study Group – panelu, którego raport z grudnia 2006 roku wpłynął znacząco na zmianę polityki amerykańskiej wobec Iraku, co okazało się dużym sukcesem.
     Natychmiast po wydaniu obu raportów zaszły jednak wydarzenia, które oddalają perspektywę realizacji zawartych w nich zaleceń. Jeśli chodzi o wzmożenie wysiłku militarnego, to jedynym państwem, które zaoferowało istotne posiłki są USA – już w pierwszej połowie stycznia Pentagon postanowił wysłać do Afganistanu dodatkowych 3,2 tysiąca marines i tym samym zwiększyć liczebność swoich wojsk do około 30 tysięcy. Waszyngton nasilił presję na sojuszników, by wykazali gotowość do poniesienia w większym stopniu ciężaru walk, ale jak dotychczas spotyka się z odmową. Po tym jak sekretarz obrony USA Robert Gates wystosował do Berlina „surowy” list z wezwaniem do wysłania większej ilości wojsk na niespokojne południe Afganistanu, minister obrony Niemiec Franz-Josef Jung oświadczył 1 lutego, że ponad trzytysięczny niemiecki kontyngent pozostanie na nie dotkniętej walkami północy kraju, wyjaśniając że na to tylko pozwala mandat udzielony przez parlament jesienią 2007 roku (zgodnie z nim żołnierzy można wysłać w inne obszary Afganistanu wyłącznie w nadzwyczajnych okolicznościach) i dodając, że sojusznicy „zgodzili się na jasny podział pracy” w Afganistanie. Negatywnie na wezwania amerykańskie zareagowali również inni czołowi sojusznicy z NATO – Francja, Turcja i Włochy.
     W rezultacie obecnie wygląda na to, że siły koalicji międzynarodowej działające teraz na gorącym południu Afganistanu mogą nawet ulec uszczupleniu. W prowincji Kandahar zaangażowane są wojska Wielkiej Brytanii, Holandii i Kanady i we wszystkich tych państwach znaczna część opinii publicznej żąda redukcji liczebności kontyngentów narodowych. Kanadyjczycy w szczególności mają przeświadczenie, że wykonali ogromną robotę i należy im się trochę oddechu – od rozmieszczenia wojsk kanadyjskich w Kandaharze na początku 2002 roku zginęło 78 żołnierzy, znakomita większość w ostatnich 2 latach konfliktu. 28 stycznia premier Stephen Harper przyjął rekomendacje niezależnego panelu pod przewodnictwem Johna Manleya i zagroził wycofaniem 2,5-tysięcznego kanadyjskiego kontyngentu gdy skończy się jego mandat w lutym 2008 roku jeśli do tego czasu sojusznicy z NATO nie zapewnią należytego wsparcia, tj. co najmniej tysiąca dodatkowych żołnierzy, a także śmigłowców bojowych i samolotów rozpoznawczych. Poparcie dla tego stanowiska wyraził polski szef dyplomacji Radosław Sikorski, który odwiedził Kanadę 4 lutego.
     Nie lepiej wyglądają obecnie perspektywy powołania „super-wysłannika” ONZ, który zająłby się koordynacją działań międzynarodowych i rządu afgańskiego. Gdy znaleziono już polityka o odpowiedniej międzynarodowej reputacji, Brytyjczyka Paddy Ashdowna, w latach 2002-05 wysokiego przedstawiciela ONZ w Bośni i Hercegowinie, nieoczekiwanie jego kandydaturę pod koniec stycznia zablokował Kabul, mimo iż wcześniej wydawało się, że Ashdown ma poparcie wszystkich zainteresowanych stron. Przypuszczalnie powodem sprzeciwu rządu afgańskiego była nie tyle osoba Ashdowna, co proponowane nadanie mu daleko idących kompetencji i obawa, że zostanie to odebrane przez społeczeństwo jako kolejny ukłon w kierunku Amerykanów i dalsze ograniczenie suwerenności kraju. Prezydent Hamid Karzai obawia się zapewne, że w ten sposób mógłby ukształtować się jego publiczny wizerunek jako amerykańskiej marionetki, co znacząco zmniejszyłoby szanse na reelekcję w 2009 roku.
     Impas w kwestii bezpieczeństwa i odbudowy Afganistanu niewątpliwie stanowi ogromne zaniechanie, które prowadzi do nieprawdopodobnie wręcz brzmiącej konkluzji: iż w zaledwie 6 lat po obaleniu odrażającego reżimu Talibów coraz bardziej realna staje się możliwość paraliżu Afganistanu i ponownego opanowania przez islamskich ekstremistów dużej części kraju, która może znów stać się siedliskiem al-Qaidy.

Opis konfliktu w Afganistanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj_start.php?xkraj_stos=Konflikt&kraj=Afganistan&typ=problemy



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów