Polska-USA: tarcza jest „good”
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Polska-USA: tarcza jest „good”
Mariusz Orbach 2008-02-06 12:09:32
     Amerykański program obrony przeciwrakietowej National Ballistic Missile Defence to system, którego elementy mają znajdować się na terytorium 11 krajów w tym w Polsce. Starając się abstrahować od tego czy jest on zasadny z punktu widzenia celów strategicznych kraju, warto przyjrzeć się innej strategii, o której dużo ostatnio się mówi, a mianowicie o strategii negocjacyjnej naszego rządu.

     Uroczyste ogłoszenie w ostatnich dniach faktu, że Polska porozumiała się z USA w sprawie tarczy pewnie dla niewielu osób było zaskoczeniem. W negocjacjach chodzi przecież o osiągnięcie kompromisu. Jednak ostatni ich etap różnił się zdecydowanie od tego, do czego przywykliśmy w ostatnich latach.
     Nasz kraj konsekwentnie upatruje szans bezpieczeństwa kraju w „strategicznym” sojuszu z USA oraz obecności tego kraju w Europie. Niestety w relacjach z rządem amerykańskim przyjmujemy często takie pozycje negocjacyjne, które po pierwsze – w wątpliwy sposób zwiększają bezpieczeństwo Polski, po drugie - nie angażują USA w sprawy transatlantyckie, a wręcz przeciwnie. Takim właśnie przykładem jest szeroko rozumiana sprawa tarczy antyrakietowej.
     Już samo przystąpienie do negocjacji oznaczało zgodę z ogólnymi założeniami pomysłu, jakim jest instalacja elementów tarczy w naszym kraju. Negocjacje bowiem, to proces, w którym obie strony uświadamiają sobie, że poprzez kooperację osiągną więcej korzyści niż działając oddzielnie. Samo przystąpienie Polski do negocjacji było zatem dorozumianym powiedzeniem „tak uznajemy że jest to dla nas korzystne. Uzgodnijmy tylko szczegóły”.
     I tutaj dla poprzednich rządów skończył się proces myślenia nad tym czy elementy MD są Polsce w ogóle potrzebne i czy zwiększą, czy też zmniejszą nasze bezpieczeństwo. Spośród błędów, które zostały dotychczas popełnione, można wymienić cztery:
Błąd pierwszy – pośpiech
     Warszawa w wielu przypadkach podejmuje decyzje zanim Waszyngton sprecyzuje, o co tak naprawdę chodzi. Czasami odnoszę wrażenie, że za wszelką cenę staramy się zadowolić Amerykanów. Takie bezwarunkowe poddawanie się woli partnera sprawia, że sami posuwamy się do strategii uległości. Pośpiech ten w pewnej mierze bierze się naszego postrzegania Ameryki. Od lat jest ono niezmiennie dobre i zauważalnie przenika do elit rządzących. Wytworzył się pewien stereotyp Ameryki jako kraju gdzie wszystko jest doskonałe, w którym eksperci i analitycy mają rację itd. itp. Stereotyp ten wywołuje bardzo negatywne skutki. Pojawiają się m.in. tendencje do wypierania ze świadomości i ignorowania informacji sprzecznych z naszym, z góry przyjętym obrazem rzeczywistości.
Błąd drugi – nadmierne zaufanie
     Błąd ten zgrabnie ujął Marcin Daniec w jednym ze swoich skeczów, w którym mówił, że jak Polak coś wymyśli to najpierw musi ze swoim pomysłem wybrać się USA. Jeśli powiedzą tam, że pomysł jest „good” to on (niezależnie od tego co to jest) dopiero wtedy jest „good”.
     W teorii negocjacji istnieje pojęcie błędu nadmiernego zaufania, który właśnie w relacjach z USA zdaje się przeważać. Wynika on z niewłaściwej oceny preferencji partnera, ale także ze złego postrzegania jego kultury czy stylu negocjowania.
Błąd trzeci – uległość
     Brak asertywności w postawie Polski w negocjacjach z Amerykanami widać na każdym kroku. Często wynika ona po prostu z braku informacji o innych możliwościach i postrzegania partnera jako jedynego monopolisty w danych zakresie – w tym przypadku w kwestiach bezpieczeństwa. A alternatywą jest natowski system MEADS oparty o rakiety Patriot, o które tak mocno teraz walczymy. Uległość bierze się także ze strachu – w naszym przypadku jest to strach przed Rosją.
Błąd czwarty – złe przygotowanie
     Proces negocjacji to nie tylko dialog dwóch stron przy stole negocjacyjnym. Negocjacje powinny zacząć się na długo przed oficjalnymi rozmowami. Tutaj właśnie jest czas na poznanie partnera, z którym przyjdzie nam rozmawiać. To jest czas, w którym budujemy fundamenty pod przyszły sukces. Jednym z podstawowych zadań w tym czasie jest rozpoznanie kultury negocjacyjnej partnera. Amerykańską można w skrócie określić jednym słowem: ”transakcyjna”. Negocjacje amerykańskie na szczeblu rządowym bardzo przypominają te biznesowe, gdzie coś, co nie jest zapisane w umowie nie jest ważne. Nigdy i nigdzie nie zostało zapisane, że w zamian za udział misji w Iraku otrzymamy bezwizowy wjazd do stanów.
     W początkowej fazie negocjacji w sprawie tarczy wydawało się, ze nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków z lekcji offsetowej czy wizowej. W maju 2007 roku na konferencji w Pradze polski prezydent stwierdził m. in. iż "nie chcemy jakiś specjalnych korzyści, chcemy świata, który będzie bezpieczniejszy". Sam proces negocjacji tracił zatem jakikolwiek sens.
     Wydaje się, że Radosław Sikorski i rząd PO zdecydowanie bardziej rozumie specyfikę partnera, jakim jest USA oraz implikacje tarczy dla bezpieczeństwa kraju. Ostatnie tygodnie pokazują, iż Polscy negocjatorzy na czele z ministrem Sikorskim starają się naprawiać błędy poprzedników. Stąd tak mocne naciski strony polskiej na dołączenie do MD rakiet Patriot. Zmiana taktyki negocjacyjnej na nazwijmy ją roboczo „twardy kurs” nie jest błędem jak próbuje przekonywać Kancelaria Prezydenta. Po pierwsze dlatego, że wynika on z dobrego rozpoznania amerykańskiej kultury negocjacyjnej. Po drugie dlatego, że sama tarcza nie zwiększy bezpieczeństwa Polski. Potrzebny jest system Patriot, który zwiększa w pewnym stopniu (ale nie daje gwarancji) bezpieczeństwo kraju w momencie instalacji elementów tarczy. A klucz do rakiet Patriot leży w Moskwie.
     Właśnie w Moskwie, a nie w Waszyngtonie, Sikorski dokonał najwięcej. Zrobił rzecz dla negocjatora kluczową – wyłączył stereotypowe myślenie w postrzeganiu partnera i postarał się znaleźć elementy wspólne i zrozumienie. Uzyskał cel, mówiąc miedzy innymi, że rozumie obawy Moskwy co do systemu. Wcześniej polski rząd uznawał takie werbalizowane obawy za „ingerencje w sprawy kraju”. Rząd Tuska zapomina o strachu i potrafi rzeczowo przedstawić swoje stanowisko, ale też w duchu otwartości, bez wskrzeszania starych demonów wysłuchać stanowiska Moskwy. I taka taktyka szukania równowagi w relacjach między USA a Rosją może przynieść Polsce więcej dobrego niż złego. Nie tylko, dlatego, że jak spojrzę na mapę to do Rosji mam bliżej niż do USA.
     Zmiana taktyki negocjacyjnej rządu Tuska niewątpliwie zasługujE na uwagę, bo na pewno przyniesie nam więcej korzyści niż bierna taktyka poprzednich rządów. Jednak jak potwierdzają doniesienia z Waszyngtonu nie odważyliśmy się zagrać va banque i oprzeć naszego bezpieczeństwa na budowaniu międzynarodowego zaufania i ograniczeniu zbrojeń. Tak więc, abstrahując od polskiego bezpieczeństwa Amerykanie powiedzieli nam, że tarcza jest „good” więc uznaliśmy że jest „good”.

Mariusz Orbach jest studentem V roku na Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.
Opinie wyrażone w powyższym artykule są wyłącznie opiniami autora i niekoniecznie pokrywają się z opiniami autorów strony.


Słowa kluczowe
USA

 

lista
tematów
lista
autorów