Co ironiczne, nieznaczne zwycięstwo Wiktora Janukowycza w wyborach prezydenckich na Ukrainie stanowi szczytny punkt w historii tak zwanych kolorowych rewolucji, które pomiędzy 2003 i 2005 rokiem rzuciły wyzwanie poradzieckiemu porządkowi od Kijowa do Biszkeku.
Jest wiele różnych opinii na temat wydarzeń w Gruzji w 2003 roku, na Ukrainie w 2004 roku i w Kirgistanie w 2005 roku: Czy były ze sobą powiązane? Czy były częścią autentycznego ruchu ludowego, który przetaczał się po przestrzeni poradzieckiej? Jakie było zaangażowanie obcych mocarstw? Czy były one naprawdę rewolucjami czy jedynie walkami o władzę? Tę dyskusję lepiej teraz zostawić historykom.
Bardziej istotne dzisiaj jest dziedzictwo, jakie kolorowe rewolucje pozostawiły nie tylko na tych 3 bezpośrednio nimi dotkniętych państwach, ale na całej przestrzeni poradzieckiej.
W Gruzji oznaki nadchodzących problemów pojawiły się już wkrótce po dramatycznych wydarzeniach z listopada 2003 roku. Wybory prezydenckie przeprowadzone wkrótce po zmuszeniu do ustąpienia z urzędu prezydenta Eduarda Szewardnadze zakończyły się wynikiem 96% głosów na Michaiła Saakaszwiliego – niepodobieństwo nawet w euforycznych warunkach tamtej chwili.
Odtąd rzeczy miały się gorzej. Media zostały uciszone, kolejne wybory manipulowane, a sądownictwo poskromione. Brak mechanizmów kontroli i równowagi doprowadził do tragicznych wydarzeń, które przerodziły się w otwartą wojnę z Rosją w 2008 roku, z katastrofalnymi konsekwencjami dla Gruzji. Gruzja jest dzisiaj lepiej zorganizowanym państwem niż była 2003 roku; pod wieloma względami, chociaż nie wszystkimi, jest również mniej skorumpowana. Ale nie można powiedzieć, że jest bardziej demokratyczna, lub też że jest chociaż trochę bliżej osiągnięcia nieuchwytnej integralności terytorialnej.
Kirgistan to inna historia. Wielu wątpi w spontaniczność wydarzeń w Biszkeku w 2005 roku i nowym władcom nie zajęło długo przyjęcie starych nawyków. Wzrósł wpływ kryminalnych gangów na proces polityczny. Wybory były krytykowane za poważne niedociągnięcia. Przestrzeń dla opozycji i odmiennych poglądów staje się coraz węższa.
Podnoszenie stawki
Jednak to na Ukrainie stawka wokół sukcesu kolorowych rewolucji była najwyższa, zarówno dla samego kraju jak i dla zewnętrznych mocarstw, które się nią interesowały. W 2004 roku Wiktor Juszczenko okazał się zwycięzcą po bezprecedensowym trzecim głosowaniu. Ale jego 5-letnia kadencja była okresem stałych dramatów w ukraińskiej polityce, z niespokojną – a czasami otwarcie wrogą – atmosferą w krytycznych stosunkach kraju z Moskwą.
Niektórzy krytykują Juszczenkę za niedorośnięcie na stanowisku, mówiąc że był zbyt słaby, pozwalając opozycji na zdobycie przewagi i Rosjanom na ingerowanie w krajową politykę. Tego rodzaju krytyka jest nie tylko niemiła wobec człowieka, który prawie został zabity trucizną w trakcie swojej walki o zmiany demokratyczne, ale także nieprawdziwa. Juszczenko zrozumiał, że Pomarańczowa Rewolucja głęboko podzieliła ukraińskie społeczeństwo, i to podzieliła je w dużym stopniu wzdłuż jego najbardziej niebezpiecznej linii rozłamowej – tradycyjnego podziału wschód-zachód opartego na języku i religii, wynikającego z zagranicznej okupacji minionych stuleci. Za wszelką cenę musiał utrzymać jedność Ukrainy i unikać dawania amunicji tym, którzy dążyli do wykorzystania tych podziałów.
Juszczenko był też zdeterminowany nie iść w ślady swojego poprzednika i nie rządzić państwem za pomocą fałszu. Słusznie wierzył, że prezydent który zdobył władzę na podstawie zwalczania oszustw wyborczych nie mógł następnie popełnić samemu takiego oszustwa. Juszczenko zrozumiał, że to kraj musiałby zapłacić cenę gdyby próbował kurczowo trwać przy władzy i słusznie postanowił nie iść tą drogą.
Dlatego Ukraina wyszła z doświadczenia Pomarańczowej Rewolucji wciąż zjednoczona jako kraj i, w rezultacie ostatnich wyborów, z mocnymi referencjami demokratycznymi. Zdała test, który bardzo się jej przyda w przyszłości. Juszczenko stał się tak rzadko spotykanym gatunkiem przywódcy w przestrzeni poradzieckiej – prezydentem, który odchodzi z urzędu ponieważ przegrał wybory, a nie ponieważ jest zmuszany do odejścia lub niedopuszczany do ponownego ubiegania się z powodu konstytucji.
To jest najlepsze dziedzictwo kolorowych rewolucji – i ukraiński naród musi teraz zapewnić, że nie będzie ono osłabione przez zwycięzcę zeszłotygodniowych wyborów.
Nabyte lekcje
Zwycięstwo Janukowycza jest minimalne. Podziały w ukraińskim społeczeństwie utrzymują się. Demokracja zanotowała duże zwycięstwo, ale pozostaje krucha. Nowy prezydent musi pokazać, że jest tak roztropny jak jego poprzednik, a to będzie wymagać wyciągnięcia ręki do przeciwników. Jakiekolwiek by nie były jego osiągnięcia na stanowisku, jego spuścizna będzie oceniona na podstawie tego czy – kiedy przyjdzie czas – będzie mógł przekazać swojemu następcy Ukrainę jeszcze bardziej zjednoczoną i demokratyczną niż tą, którą otrzymuje.
Zachód musi współdziałać z Janukowyczem, pomimo faktu że może nie był on jego preferowanym kandydatem. Unia Europejska w szczególności musi mieć Ukrainę w centrum uwagi. Zarówno UE jak i Stany Zjednoczone muszą pokazać, że szanują wyniki wolnych wyborów, niezależnie od tego kto wygrywa.
Są tu również lekcje dla wszystkich innych poradzieckich republik. Kolorowe rewolucje miały negatywny uboczny wpływ na wolność w innych republikach poradzieckich. Roztrzęsione rządy zacieśniły swoją kontrolę nad procesami demokratycznymi. Wybory w Rosji, Armenii i Azerbejdżanie – nie mówiąc już nic o republikach środkowoazjatyckich – generalnie były odtąd mniej wolne i sprawiedliwe; media są też ściślej kontrolowane. Ruchy opozycyjne także mogły wyciągnąć złe wnioski z wydarzeń w Tbilisi, Kijowie i Biszkeku, koncentrując się na protestach ulicznych raczej niż na procesach wyborczych z niefortunnymi konsekwencjami.
Urna wyborcza, a nie protesty uliczne, powinny być narzędziem z wyboru do zmieniania rządów. Wszystkie wysiłki, zarówno krajowe jak i społeczności międzynarodowej, muszą skupiać się na zapewnieniu równych szans przed wyborami, czystym głosowaniu i przejrzystym procesie podliczania głosów. Tam gdzie wybory są fałszowane, rządy powinny być bezlitośnie wytykane palcem i zawstydzane. Ci, którzy jak Wiktor Juszczenko szanują świętość urny wyborczej muszą być docenieni i wychwalani. Lekcji z Ukrainy jest wiele. Możliwe, że kolorowe rewolucje jednak mimo wszystko osiągnęły zwycięstwo dla demokracji.
Dennis Sammut jest dyrektorem wykonawczym brytyjskiego NGO London Information Network on Conflicts and State-building (LINKS) i długoletnim obserwatorem i komentatorem przestrzeni poradzieckiej. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Commentary_Ukraines_Election_Was_A_Victory_For_The_Colored_Revolutions/1955523.html