
Zakończona niedawno konferencja londyńska w sprawie Afganistanu jest ostatnią w serii spotkań, które zmierzają do opracowania strategii dla państwa, które jest rozdarte konfliktem od kiedy w 1979 roku najechał je Związek Radziecki. Wówczas to, obawiając się że Moskwa powiększy swoją obecność w pasztuńskim centrum i stworzy bezpośrednie zagrożenie dla jedności Pakistanu, generałowie w Islamabadzie rozpoczęli tajny program finansowania, szkolenia i wyposażania Afgańczyków chcących stawić czoła Armii Radzieckiej.
W owym czasie przytłaczająca większość Pasztunów była umiarkowana, niezainfekowana wirusami religijnego ekskluzywizmu i nietolerancji, na które później ich wystawiono. Problemem dla Pakistanu było to, że wielu z umiarkowanych Pasztunów było etnicznymi nacjonalistami dążącymi do zjednoczonego państwa pasztuńskiego, które obejmowałoby obie strony linii Duranda z 1893 roku, granicy arbitralnie nakreślonej przez imperium brytyjskie by oddzielić swoją strefę wpływów od tej należącej do amira Afganistanu, Abdur Rahmana Khana. Afgańskie terytorium scedowane przez amira miało zostać zwrócone 100 lat później, co było warunkiem z oczywistych względów nie do zaakceptowania dla Pakistanu.
Żaden afgański rząd nie ratyfikował linii Duranda i tylko kilka uznało ją za ważną (choć tymczasową) granicę. W 1949 roku ówczesny król Afganistanu wyraźnie oświadczył, że linia ta była nielegalna i że terytoria scedowane w 1893 roku powinny zostać ponownie zintegrowane z krajem. Od tej pory pasztuńscy nacjonaliści uważają Pakistan za państwo nielegalnie okupujące nawet 40% terytorium pasztuńskiego. Widzą w Pakistanie państwo zdominowane przez Pundżabów, w którym Pasztunowie – wraz z Sindhami, Baluchami i innymi grupami niepundżabskimi – mają status drugiej kategorii. Dlatego dążą do zwrotu Afganistanowi utraconych ziem Pasztunów.
Biorąc pod uwagę silne poparcie, jakim Pakistan historycznie cieszył się ze strony Zachodu, żądanie to uzyskało niemal zero trakcji u społeczności międzynarodowej. Jednak sen o zjednoczonej ojczyźnie pasztuńskiej nadal błąka się po afgańskich głowach, wywołując w Pakistanie niepokój o możliwy wzrost nastrojów zjednoczeniowych u ludności Dera, Bahawalpuru, Ghazi i FATA, które były pod rządami afgańskimi przez 12 stuleci przed narzuceniem linii Duranda.
Pozostawiona próżnia
Stratedzy wojskowi, którzy zaplanowali inwazję ZSRR na Afganistan w 1979 roku zlekceważyli nacjonalistyczne sentymenty pasztuńskie i wierzyli w iluzję, że ludność Afganistanu zaakceptuje komunizm w stylu radzieckim. Zaczęli aresztować nacjonalistów – wśród których większość stanowili Pasztunowie – i ich wydalać lub nawet wykonywać egzekucje za sprzeciw wobec okupacji Afganistanu przez obce mocarstwo.
W ten sposób usunęli z urzędu (a niektórych nawet pozbawili życia) tych, którzy mogli zapewnić umiarkowane oblicze państwa. Sowieci zdeptali Pashtunwali, synkretyczne i sufistyczne tradycje tego wielkiego narodu, i w konsekwencji pozostawili próżnię, która w zaledwie kilka lat została wypełniona przez religijnych fundamentalistów wyszkolonych w Pakistanie i finansowanych przez Arabię Saudyjską.
Dla Afgańczyków jasne było od pierwszych tygodni radzieckiej okupacji, że misja Moskwy była kolonialna: ujarzmić Afgańczyków i zmusić ich do zaakceptowania niewolniczego statusu zgodnie z ideologią, której nienawidzili. Taka niewrażliwość na historię i kulturę narodu afgańskiego zagwarantowała, że rozwinął się potężny afgański nacjonalistyczny ruch oporu wobec radzieckiej okupacji, na czele z Pasztunami. Niestety, ponieważ grupa ta nie była skłonna wyrzec się snu o zjednoczeniu ziem pasztuńskich po obu stronach linii Duranda z 1893 roku, byli oni przekleństwem dla Pakistanu, państwa któremu Stany Zjednoczone powierzyły prowadzenie afgańskiej wojny w latach 1979-88.
Amerykańscy decydenci polegali na agentach wywiadu, dyplomatach i ekspertach, którzy w przeszłości blisko współpracowali z pakistańską armią (jedyną zorganizowaną siłą militarną na świecie, której oficjalnym mottem jest „dżihad”). Jednostki te przyjęły linię Rawalpindi, że afgańscy nacjonaliści musieli zostać odsunięci i uwagę trzeba było skupić na religijnych ekstremistach, których w liczbie wielu tysięcy szkolono w Pakistanie. Faktycznie, polityczni patrioci wkrótce stali się nieproszonymi gośćmi w Pakistanie i blisko 700 tysięcy wyemigrowało do Indii.
Jak dotąd nikt nie zawraca sobie głowy tym, dlaczego rezydujący w Indiach Pasztunowie pozostali umiarkowanymi i odrzucają przemoc, podczas gdy tak wielu z tych, którzy przenieśli się do Pakistanu stało się religijnymi fundamentalistami pragnącymi stosować przemoc wobec tych, którzy nie zgadzają się z ich punktem widzenia. Pominięcie pasztuńskich nacjonalistów na rzecz starannie wychowywanych pasztuńskich fanatyków religijnych miało przynieść w przyszłości ogromne konsekwencje dla bezpieczeństwa międzynarodowego, niezamierzone efekty których najokrutniejszy wyraz przyszedł 11 września 2001 roku.
Wojsko w Pakistanie – świadome konsekwencji gdyby Pasztunowie powrócili do swych własnych tradycji zamiast przyjęcia obcej ideologii rozprowadzanej przez międzynarodowy wahhabizm – jest niechętne zdecydowanie ruszyć przeciw religijnym ekstremistom, którzy dzisiaj grożą uwikłaniem pakistańskiego państwa w wojnę domową, w której naprzeciw siebie stanęłyby umiarkowana większość i mała, lecz zabójcza ilość Pakistańczyków, którzy widzieli w Afganistanie rządzonym przez Talibów wzorzec do naśladowania dla ich własnego państwa.
Podobnie do hazardzisty nie chcącego odejść od stołu gry nawet po horrendalnych stratach, pakistańska armia nadal spogląda ku religijnym fanatykom by wywołać na tyle dużo zamętu w Kaszmirze i reszcie Indii aby przekonać władze w Delhi do oddania Doliny Kaszmiru rządom religijnym. Rzeczywistość jest taka, że indyjskie państwo jest wystarczająco silne by odeprzeć wszelkie takie próby, w świadomości że utrata Kaszmiru stworzyłaby w Indiach religijną polaryzację, która zagrażałaby bezpieczeństwu 163 milionów muzułmanów w kraju.
Koszmarny scenariusz
Każdy dzień, w którym pakistańska armia odmawia połączenia sił z Indiami w zwalczaniu Talibów przybliża ten ponury moment, kiedy społeczeństwo obywatelskie w Pakistanie może upaść, prowadząc do koszmarnego scenariusza państwa nuklearnego stającego się zbójeckim.
Tak, jest rola dla pewnych elementów Talibów w Afganistanie. I jest nią ich powrót do wspaniałych tradycji Pashtunwali. Przy wszystkich swoich wadach, administracja prezydenta Hamida Karzai powoli odbiera charydżytom tworzącym Talibów historyczne pasztuńskie dziedzictwo umiarkowania i synkretyzmu. Jako państwo, które dzieli swoją historię z Afganistanem i jako dom dla afgańskiej społeczności na wygnaniu liczącej dziś ponad 1 milion, Indie mają żywotny interes w zapewnieniu, że Talibowie poniosą porażkę w Afganistanie i że – jako Talibowie – nie zostaną dopuszczeni do żadnej roli w kraju, którego większość ludności dąży do włączenia się do głównego nurtu międzynarodowego.
Afganistan potrzebuje więcej szkół, które mogą uczyć języka angielskiego, więcej szpitali, które mogą obsługiwać wielu będących w kiepskim zdrowiu, i kanałów audiowizualnych żywo i szczegółowo pokazujących straszną niedawną przeszłość kraju i wizję możliwej przyszłości. Tylko wraz z tym Afgańczycy w Afganistanie mogą stać się produktywnymi, odpowiedzialnymi obywatelami międzynarodowymi, dokładnie tak jak wielu Afgańczyków teraz osiadłych w demokracjach takich jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Indie.
Dopóki mentalność Taliba się nie zmieni, będzie on reprezentował nie szansę, lecz zagrożenie. I jedynym sposobem na zmianę jego mentalności jest uczynienie go nieistotnym w kraju, który w swoim kulturowym rdzeniu jest przeciwieństwem jego barbarzyństwa. W kraju, który chce by jego kobiety były wykształcone, a mniejszości chronione. W kraju, który dąży do dobrobytu nie za pomocą opium, lecz za pomocą technologii informatycznych. Nie ma powodu by wojsko w Pakistanie czuło się zagrożone przez pasztuńskich nacjonalistów lub też ich przyjaciół w Indiach. Linia Duranda jest tak samo historycznym faktem jak w Indiach linia McMahona z Chinami, i obie przetrwają.
6 dekad straconych szans pokazało, że jedyną racjonalną drogą naprzód jest kwarantanna religijnych fanatyków i przyjęcie z powrotem tylko tych, którzy uwolnili się od toksycznej ideologii religijnych fundamentalistów. Jakikolwiek plan, który przywróci tlen Talibom byłby taką samą tragedią jak decyzja w 1979 roku o poleganiu na pasztuńskich fanatykach religijnych a nie na pasztuńskich nacjonalistach w walce z Sowietami. Błądzić jest rzeczą ludzką, ale powtórzyć tamten błąd byłoby czynem kryminalnym.
M.D. Nalapat jest UNESCO Peace Chair na uniwersytecie Manipal w Indiach. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Dont_Let_Pakistan_Repeat_Past_Mistakes_In_Afghanistan/1957113.html
Opis stosunków Afganistan-Pakistan na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Afganistan,stosunki_dwustronne,Pakistan