Antyzachodnia retoryka prezydenta Afganistanu Hamida Karzai zwróciła uwagę stolic na całym świecie i Kabul nie jest wyjątkiem. W ciągu ostatnich 10 dni Karzai obarczył winą społeczność międzynarodową za fałszerstwa w zeszłorocznych wyborach prezydenckich i określił zachodnią koalicję wojskową jako niemal postrzeganą za najeźdźców. Podobno powiedział też na spotkaniu z parlamentarzystami 3 kwietnia, że jeśli legislatorzy "i społeczność międzynarodowa będą mnie dalej naciskać, przysięgam że przyłączę się do Talibów."
Ale gdy komentarze prasowe w zachodnich stolicach raczej widzą w oświadczeniach Karzai kryzys z zakresu polityki zagranicznej, media afgańskie głównie rozpatrują je pod względem polityki wewnętrznej. W Kabulu zarówno prorządowe jak i opozycyjne gazety potraktowały uwagi Karzai jako wybuchy frustracji polityka, który ma problemy z zarządzaniem państwem.
"Niektóre gazety tu w Kabulu poparły komentarze Karzai i obarczyły winą odrzucenie przez Zgromadzenie Narodowe nowego prawa wyborczego", wyjaśnia Hamid Mohmand, redaktor pasztuńskojęzycznego działu Radia Wolnego Afganistanu RFE/RL w Kabulu. "Mówią, że to jest podstawa komentarzy Karzai na temat zachodnich rządów."
Obrońcy Karzai przedstawiają go jako walczącego o większe uprawnienia prezydenckie w celu naprawienia naznaczonego fałszerstwami procesu wyborczego w Afganistanie przed następnymi wyborami parlamentarnymi we wrześniu. Karzai zmieszał z błotem społeczność międzynarodową natychmiast po tym jak Zgromadzenie Narodowe 31 marca odrzuciło jego starania o szersze kompetencje - w tym prawo powoływania wszystkich 5 członków Komisji ds. Skarg Wyborczych, poprzednio powoływanej głównie przez ONZ. Parlament jednomyślnie zagłosował przeciw propozycji Karzai 31 marca, w praktyce przychylając się do żądań ONZ by Komisja ds. Skarg Wyborczych pozostała niezależna. ONZ i Karzai kłócili się od wielu miesięcy o to, kto powinien powoływać komisję i jak wielu nieafgańskich ekspertów powinna ona zawierać.
Następnego dnia Karzai zareagował oskarżeniem obcych mocarstw o próby podkopania jego pozycji. Powiedział, że pewne ambasady w Kabulu zaaranżowały ogromne fałszerstwa i łapówkarstwo podczas wyborów prezydenckich w sierpniu 2009 roku w celu osłabienia jego rządów. "Powodem, dla którego [obcokrajowcy] robili to wszystko jest inna kwestia - chcieli mieć marionetkowy reżim, chcieli mieć służalczy rząd, albo chcieli wywołać inną sytuację w tym kraju", powiedział Karzai. "Na szczęście Bóg zesłał nam błogosławieństwa i nasz naród był świadomy, a komisja patriotyczna; wysocy rangą członkowie i pozostali członkowie komisji byli patriotami."
'Osobista agenda'
Karzai i jego zwolennicy byli rozwścieczeni w zeszłym roku, kiedy Komisja ds. Skarg Wyborczych unieważniła prawie milion głosów zaliczonych na korzyść Karzai. Kiedy wybory przeszły potem do drugiej rundy, a rywal Abdullah Abdullah wycofał się mówiąc że wybory były sfałszowane, Karzai okazał się słabym zwycięzcą na drugą kadencję.
Ale podczas gdy prokarzajowskie gazety w Kabulu w sporze wyborczym widzą sedno jego bezprecedensowej krytyki partnerów z ONZ i NATO, gazety opozycyjne widzą inny motyw. "Gazety które popierają opozycję, zwłaszcza Sojusz Północny, mówią że uwagi prezydenta Karzai pokazują, że ma on osobistą agendę", mówi Mohmand z Radia Wolny Afganistan. "Rozmawiają głównie o korupcji, mówiąc że zachodnie rządy naciskają prezydenta Karzai by walczył z korupcją i że z powodu tego, że członkowie rodziny prezydenta Karzai sami zamieszani są w korupcję, on nie może z nią walczyć. To jest jeden z głównych powodów różnic między rządami zachodnimi a prezydentem Karzai."
Rządy zachodnie wielokrotnie naciskały Karzai by ukrócił korupcję, mówiąc że niezrobienie rego mogłoby narazić na szwank zyski na polu militarnym przeciw Talibom. Prezydent USA Barack Obama, który zaskakująco przyleciał do Afganistanu 28 marca, podobno miał pełne spięć rozmowy z Karzaim gdy również i on naciskał go by rozprawił się z korupcją, zapewnił niezależnie monitorowane wybory i sporządził przejrzysty plan reintegracji społecznej dezerterujących bojowników Talibów.
Nagły werbalny atak Karzai na Zachód zaledwie kilka dni po przyjęciu Obamy wywołał spekulacje, że Karzai próbuje teraz wzmocnić swoją pozycję podkreślając niezależność od obcokrajowców. Ale nawet gazety opozycyjne powstrzymują się od spekulowania jaka może być jego rzeczywista strategia.
Wolta
Sam Karzai wysłał wystarzająco dużo zmiennych sygnałów by sprawić, że przewidywanie przyszłości jest prawie niemożliwe. 2 kwietnia, w dzień po oskarżeniu społeczności międzynarodowej o sfałszowanie zeszłorocznych wyborów zadzwonił do sekretarz stanu USA Hillary Clinton by wyrazić swoją "wdzięczność za wkład i poświęcenie społeczności międzynarodowej."
Ale 3 kwietnia, gdy Karzai spotkał się z około 60 członkami parlamentu, ponownie wzmógł swoją antyzachodnią retorykę besztając deputowanych za odrzucenie proponowanego przez niego prawa wyborczego. Jego groźba "przystąpienia do Talibów" była podobno wypowiedziana na tym spotkaniu i prywatnie opowiedziana przez jednego z uczestników gazecie "The New York Times."
Słowa te wywołały natychmiastową reakcję Waszyngtonu. "Nie mogę wytłumaczyć tego, co on powiedział o Talibach. Jest wybranym przywódcą Afganistanu", powiedział 5 kwietnia rzecznik Departamentu Stanu Philip Crowley. "Blisko współpracujemy z nim i jego rządem. Ostatecznie, jak powiedziałem w zeszłym tygodniu, tu nie chodzi o relacje między prezydentem Karzaim a Stanami Zjednoczonymi. Tu chodzi o relacje między prezydentem Karzaim, jego rządem i jego narodem", powiedział Crowley. "Wiecie, ostatecznie musi on zademonstrować przywództwo i skuteczność swojemu narodowi."
Rzekoma groźba Karzai przyłączenia się do Talibów wywołała też reakcję ze strony samych Talibów. Afgańska gazeta "Sarnawesht" 6 kwietnia zacytowała oświadczenie bojowników mówiące, że "Hamid Karzai jest naszym bratem i jeśli siły międzynarodowe opuszczą Afganistan, Talibowie są gotowi rozmawiać z nim o pokoju."
Tymczasem Karzai kontynuuje podkreślanie swojej niezależności od partnerów z NATO. Pojawił się na spotkaniu przywódców plemiennych w Kandaharze 4 kwietnia by powiedzieć im, że mogą mieć głos w określeniu kiedy będzie miała miejsce duża operacja militarna mająca oczyścić to miasto z Talibów. "Wiem, że obawiacie się tej operacji", powiedział starszyźnie. "Nie będzie tej operacji dopóki nie będzie zadowoleni."
Niepokój w domu
Obserwatorzy w Kabulu mówią, że jakiekolwiek są motywy Karzai, jego oświadczenia okazują się tak samo niepokojące dla wielu Afgańczyków jak dla zagranicznych stolic. Jest tak ponieważ niosą ryzyko popsucia stosunków z głównymi zagranicznymi sponsorami jego rządu, zarazem nie oferując zastępczych sojuszników mogących zająć ich miejsce.
"Jest zupełnie oczywiste, że te [uwagi] zaszkodzą afgańskim interesom narodowym", mówi Wadir Safi, profesor prawa na uniwersytecie w Kabulu. "Stany Zjednoczone są jednym z najpotężniejszych panstw świata i ponoszą około 70% ciężaru walk w Afganistanie i pomagają temu państwu. Sam [Karzai] wyrażał poparcie dla Stanów Zjednoczonych przez całą administrację Busha. Te uwagi nie przyniosą nic prócz pozbawienia Afganistanu zagranicznej pomocy i wsparcia i pogorszą już trudną sytuację Afgańczyków", mówi Safi.
Uwagi Karzai nie tylko sprawiają, że niektórzy Afgańczycy zastanawiają się co zrobiliby bez Zachodu, ale też że wielu przywódców zachodnich zastanawia się co zrobiliby bez Karzai. Odpowiedź, jak dotąd, wydaje się być taka, że nie ma akceptowalnej alternatywy dla obecnego prezydenta.
Rzecznik Departamentu Stanu Crowley powiedział zaraz po tym jak Karzai zarzucił społeczności międzynarodowej fałszerstwa wyborcze: "Nie akceptujemy tego osądu. Chcemy widzieć efektywne zarządzanie na wszystkich szczeblach, na szczeblu narodowym, i rząd kierowany przez prezydenta Karzai."
Nie wiadomo jeszcze jak antyzachodni ton Karzai zostanie przyjęty przez szerszą publikę afgańską.
Prywatnie, inna historia?
"The New York Times" doniósł w zeszłym miesiącu - przed obecną serią oświadczeń Karzai - że prywatnie powiedział on niektórym afgańskim przywódcom, iż "uważa, że Ameryka próbuje zdominować region i że on jest jedynym, który może stawić im czoło." NYT stwierdził, że powiedział on około 20 gościom na obiedzie w pałacu prezydenckim w styczniu, że "pozostawiony samemu sobie, mógłby zawrzeć układ z Talibami, ale Stany Zjednoczone odmawiają pozwolenia mu na to."
Teraz Karzai upublicznił przynajmniej niektóre z tych domniemanych odczuć. I gdy to robi, batalia medialna wewnątrz kraju będzie przyczyniać się do określenia reakcji opinii publicznej.
Mohmand z Radia Wolny Afganistan zauważa, że pomimo rozwoju mediów prywatnych państwowa telewizja wciąż dominuje w wielu częściach kraju. "Każda telewizja ma dostęp do każdej prowincji Afganistanu, kanały prywatne również, ale telewizja państwowa jest najbardziej oglądana, ponieważ jej programy są w największej zgodności z kulturą i obyczajami narodu. Więc na odległych obszarach większość ludzi ogląda telewizję państwową", mówi Mohmand.
Telewizja państwowa jest zdecydowanie w rękach Karzai, dając mu przewagę w krajowych mediach. Warto będzie obserwować jak wykorzysta tę przewagę w kolejnych miesiącach, gdy rozwijać się będą jego spory ze społecznością międzynarodową.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/How_Is_Karzais_AntiForeign_Rhetoric_Playing_In_Kabul/2004221.html
Opis konfliktu w Afganistanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Afganistan,problemy,Konflikt