Od zeszłomiesięcznej rezolucji serbskiego parlamentu potępiającej masakrę w Srebrenicy z 1995 roku po bezprecedensowe przemówienie chorwackiego prezydenta Ivo Josipovicia w Bośni i Hercegowinie, Bałkany doświadczają fali wyrzutów sumienia i refleksji, która wskazuje na nową dynamikę sprawy pokoju i pojednania. Reakcje na te konkretne wydarzenia uwypukliły jednak pewne trudności, które krępują te często odważne próby przeprosin i wybaczenia - integralne dla wysiłków na rzecz transformacji konfliktów w regionie.
Niedawno wybrany prezydent Chorwacji Josipović w przemówieniu do członków obu izb parlamentu Bośni wyraził swój głęboki "żal, że Republika Chorwacji... przyczyniła się do cierpienia ludzi i podziałów, które wciąż ciążą na nas dzisiaj." Dalej skrytykował on polityki, które "bazują na poglądzie, że podział jest właściwym rozwiązaniem dla Bośni i Hercegowiny, [i które] zasiały ziarno zła -- tutaj, ale też w ich własnych krajach." Josipović odwiedził też Ahmici, wieś w środkowej Bośni, gdzie ponad 100 bośniackich cywilów zostało zabitych przez siły Bośniackich Chorwatów w 1993 roku.
Gest ten wywołał głośną reakcję premier Chorwacji Jadranki Kosor, która potępiła słowa Josipovicia i powtórzyła, że "Chorwacja nigdy nie była agresorem ... [a] wojna była sprawiedliwa i o defensywnym charakterze." Kilku byłych premierów przyłączyło się do oburzenia Kosor. Hrvoje Sarinić utrzymywał, że jest "dobrze znanym faktem, iż Chorwacja nie była agresorem w Bośni i Hercegowinie", a Franjo Gregurić określił sugestie, że Chorwacja próbowała podzielić Bośnię "absolutnym kłamstwem... [które] przynosi wielkie szkody Chorwacji i utrudnia jej międzynarodową drogę."
Te nakładające się oświadczenia kluczowych przedstawicieli elity politycznej Chorwacji demonstrują stopień, do jakiego rola kraju w wojnach początku lat 90-tych pozostaje w zasadzie niezbadana na krajowym podwórku. Podobna krytyka stosowana jest do dziedzictwa Chorwacji z II Wojny Światowej, które jak uważa James Bissett, były ambasador Kanady w Jugosławii, państwo to powinno publicznie uznać poprzez "autentyczne odrzucenie przeszłości" przed wstąpieniem do UE.
Cisza "nie do zaakceptowania"
Pomimo przyjęcia w Serbii rezolucji w sprawie Srebrenicy, autentyczność przeprosin Serbii jest otwarcie i często kwestionowana - z różnymi odniesieniami: do nieschwytania Ratko Mladicia, pominięcia słowa ludobójstwo w rezolucji, przedłożenia drugiej rezolucji potępiającej wszystkie zbrodnie w byłej Jugosławii, a także sugestiami, że wiodącą motywacją Serbii było zwiększenie szans na członkostwo w UE.
Próbując powtórzyć zobowiązanie Serbii do stawienia czoła przeszłości, serbski prezydent Boris Tadić podkreślił, że "cisza nie jest już do zaakceptowania, podobnie jak chowanie się za anachroniczną retoryką wojenną. W naszej części świata zaczęła się era odpowiedzialności i już tu pozostanie."
Rzeczywiście, w bezpośrednim następstwie serbskiej rezolucji na temat Srebrenicy, Sulejman Tihić, lider Partii Akcji Demokratycznej (SDA), największej partii Bośniaków, wezwał parlament Bośni i Hercegowiny do przyjęcia podobnej rezolucji przepraszającej za zbrodnie przeciw Serbom i Chorwatom. Tihić został jednak później zmuszony do przyznania, że jest "nierealistyczne w tym momencie potępić zbrodnie przeciw Serbom, gdyż parlament jeszcze nie zajął się kwestią deklaracji na temat Srebrenicy, jako warunku zasadniczego wszelkiej deklaracji innego rodzaju."
Ślepi na etniczność
W podobnym stylu Josipović ogłosił, że "z pewnością odwiedzi te miejsca w Bośni i Hercegowinie, gdzie cierpieli Serbowie... [jako że] ofiary są ofiarami dla mnie, a zbrodniarze są zbrodniarzami niezależnie od etniczności." Takie ślepe na etniczność podejście do uznawania ofiar - i karania sprawców - zbrodni na obszarze byłej Jugosławii stanowi najbardziej konkretny sposób osiągania wzajemnego zrozumienia nastawień do przeszłości, teraźniejszości i przyszłości regionu.
Te przykłady wyrzutów sumienia i refleksji - i gwałtownych reakcji na nie - uosabiają trudności w osiąganiu powszechnie uznanego i prawomocnego wybaczenia i przeprosin na Bałkanach. Rola elit politycznych regionu w tym procesie rodzi ważne pytania na temat tego, czy akty wybaczenia lub przeprosin mogą być czynione w imieniu całych grup etniczno-narodowych, zwłaszcza kiedy wielu członków "grupy" czy "społeczności" nie dąży do uzyskania wybaczenia ani przeproszenia, albo kiedy członkowie innej nie chcą wybaczyć.
Te dylematy wybaczenia i przeprosin wymagają trwałej debaty - osadzonej we wzajemnym uznaniu, niezależnie od etniczności - która obejmuje te często lekceważone i zbywane pogardą głosy. Elity polityczne każdego kraju w regionie mają odpowiedzialność sprzyjania temu procesowi by zapewnić, że z pozoru nierozwiązywalne konflikty mogą w końcu zostać przezwyciężone.
Ian Bancroft jest współzałożycielem TransConflict, organizacji podejmującej się projektów transformacji konfliktowej i postkonfliktowej i badawczych na Bałkanach Zachodnich. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/The_Dynamics_Of_Apology_And_Forgiveness_In_The_Balkans/2025889.html