Na początku tego roku prezydent Meksyku Felipe Calderon upomniał na spotkaniu czołowych dyplomatów kraju, wzywając ich do lepszego mówienia o Meksyku w celu przeciwdziałania negatywnym percepcjom kraju spowodowanym toczącą się wojną przeciw kartelom narkotykowym i wybuchem epidemii wirusa H1N1 w 2009 roku.
Calderon wywołał jednak zdziwienie kiedy, podkreślając swoje racje, wspomniał o Brazylii, mówiąc że to rodzące się południowoamerykańskie mocarstwo jest postrzegane zagranicą w dużo lepszy sposób niż Meksyk, po części ponieważ jego własni obywatele dobrze o nim mówią. „Nigdy jako polityk ani prezydent... nie słyszałem Brazylijczyka mówiącego źle o Brazylii. A tymczasem słyszałem wielu Meksykanów mówiących światu źle o Meksyku”, powiedział Calderon. „Międzynarodowa percepcja jest taka, że Meksyk jest w chaosie... a Brazylia jest jakimś rajem.”
Uwagi te być może odzwierciedlały frustrację Calderona wobec jego własnego kraju, gdzie 3-letnia ofensywa przeciw kartelom narkotykowym przyniosła śmierć ponad 18 tysięcy osób, gospodarka pozostaje w tyle (zmniejszając się o 6,8% w 2009 roku), bezpośrednie inwestycje zagraniczne spadły o połowę w minionym roku, a prezydenckiej agendzie reform instytucji państwowych, rynku pracy i gospodarki cios zadały wybory w lipcu ubiegłego roku.
Ale uwagi Calderona odzwierciedlały często słyszany w Meksyku sentyment – zazdrość wobec Brazylii. Gdy Meksyk w cierpieniach przechodził przez nieszczęsny rok 2009, Brazylia szybciej wyszła z globalnego załamania gospodarczego. Ponadto dalej wywierała zwiększony wpływ w regionie poprzez obecność swoich sił pokojowych na Haiti i zaangażowanie w kryzysie politycznym w Hondurasie, w chwili gdy Meksyk zajmował się naprawianiem stosunków z innymi państwami w Ameryce Łacińskiej, takimi jak Wenezuela i Kuba.
To, że Brazylii przyznano Igrzyska Olimpijskie w 2016 roku było kolejnym powodem do zazdrości dla niektórych Meksykanów, w tym pierwszej damy Margarity Zavali. W lutym Zavala zauważyła, że w Meksyku jest 10 zabójstw na 100 tysięcy mieszkańców. „W Brazylii”, kontynuowała, „jest 25 zabójstw na 100 tysięcy mieszkańców. Mamy [wskaźnik zabójstw] o ponad połowę niższy niż Rio de Janeiro... a oni zdobyli Olimpiadę i Puchar Świata [w 2014 roku].” Co ironiczne, we wrześniu meksykański związek piłki nożnej wycofał swoje kandydatury do organizacji Pucharów Świata w 2018 i 2022 roku z powodu problemów z finansowaniem.
„Przeciętny Meksykanin cieszy się z sukcesu Brazylii, ale u elit jest pewna zazdrość”, mówi analityk badań opinii publicznej z miasta Meksyk, Dan Lund, prezydent Mund Group. A czasem w parze z tą zazdrością idzie strach. Meksyk i Brazylia zaczęły badać możliwość porozumienia o wolnym handlu, które niektórzy w Meksyku promują jako sposób na złagodzenie zależności kraju od Stanów Zjednoczonych – destynacji około 80% meksykańskiego eksportu. Ale z sondażu wydanego w 2009 roku przez dużą grupę biznesową wynikało, że 95% meksykańskich grup branżowych wyrażało zaniepokojenie taką umową. Jest tak nawet pomimo tego, że meksykańskie firmy takie jak giganci telekomunikacyjni Telmex Internacional i America Movil – oba kontrolowane przez najbogatszego człowieka na świecie, Carlosa Slima Helu – dobrze radzą sobie na brazylijskim rynku.
Większość zależności Meksyku od rynku USA przypisuje się geografii, ale także porozumieniu NAFTA z 1994 roku. Historia i moment przyjęcia NAFTA teraz wydaje się ironiczny dla niektórych obserwatorów politycznych biorąc pod uwagę widoczną obecnie zazdrość wobec Brazylii. „Kiedy Brazylię trawił głęboki kryzys [początku lat 90-tych], Meksyk sprzedał się jako najlepszy wschodzący rynek na planecie”, napisał zeszłej jesieni w gazecie Reforma z miasta Meksyk analityk polityczny Juan E. Pardinas. „Dla nas przyszłość była słodką obietnicą; dla nich – ciemną chmurą. Dziś nasze poszczególne narodowe wizje przyszłości nie są już takie jak były wcześniej.”
Pardinas i inni obserwatorzy przypisują ten zwrot reformom gospodarczym w Brazylii i pragmatycznemu zarządzaniu. W tym samym okresie Meksyk ugrzązł w politycznym impasie – zwłaszcza po 1997 roku, kiedy niższa izba Kongresu przeszła pod kontrolę opozycji. Odtąd Kongres pozostał już podzielony między 3 główne partie, chociaż Partia Instytucjonalno-Rewolucyjna (PRI) niemal uzyskała większość zeszłego lata. W dodatku podczas administracji prezydenta Vicente Foxa w latach 2000-06 zatwierdzono mało znaczących reform.
Calderon tymczasem zdołał przeforsować reformy wymiaru sprawiedliwości karnej, podatków i sektora energetycznego, ale wielu obserwatorów politycznych mówi, że były one niedostateczne. „Jako kraj, podjęliśmy półśrodki”, mówi Eduardo Garcia, wydawca internetowej publikacji biznesowej Sentido Comun. „Mamy system demokratyczny, ale jest on bardzo podzielony.”
Podziały te były widoczne podczas debat w 2008 roku nad reformą sektora energetycznego, kluczowego obszaru w którym Brazylia i Meksyk przyjęły odmienne podejścia do jego rozwoju. Meksykańskie reformy pozwoliły na zwiększone uczestnictwo sektora prywatnego w państwowym koncernie naftowym Pemex, ale nie zajęły się głęboko zakorzenionymi problemami, takimi jak dominacją związku zawodowego naftowców. Nie dostarczyły też wystarczających zachęt dla graczy zewnętrznych by pomogli w odkrywaniu i eksploatacji nowych złóż ropy naftowej, i to w chwili, gdy meksykańska produkcja spadała. Pemexowi brakuje technologii do eksploatacji głębokowodnych pól w Zatoce Meksykańskiej, które mogą zawierać olbrzymie rezerwy surowca. Tymczasem brazylijska państwowa firma naftowa Petronas została okrzyknięta firmą klasy światowej, która z powodzeniem eksploatuje rezerwy głębokowodne.
Pardinas uważa, że zarządzanie Brazylii jej sektorem naftowym mogłoby posłużyć za wzór dla Meksyku, gdzie utrzymywanie przemysłu naftowego w rękach rządu jest filarem suwerenności narodowej. Ma też nadzieję, że jego kraj zrobi zwrot tak jak Brazylia w minionych 2 dekadach. „Sukces Brazylii jest powodem do zazdrości. Jednak jej sukcesy dają nam nadzieję, że historia nie jest przeznaczeniem i przyszłość nie jest mechanicznym powtórzeniem teraźniejszości”, napisał Pardinas.
David Agren jest niezależnym dziennikarzem w mieście Meksyk. W przeszłości zajmował się rządem i polityką dla The News, angielskojęzycznego dziennika w mieście Meksyk.
Copyright World Politics Review
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.worldpoliticsreview.com/articles/5307/mexicos-brazil-envy-hoping-history-is-not-destiny