Brazylii i Turcji powinno się pogratulować umowy w sprawie programu nuklearnego Iranu. Ale porozumienie to nie jest czarodziejską różdżką.
Ogłoszona w poniedziałek umowa nuklearna między Iranem, Brazylią i Turcją niewątpliwie podekscytowała wielu analityków i reporterów, w szczególności "Los Angeles Times", który opisał porozumienie jako, być może, "zdumiewający" przełom.
I może tak być. Według Ramina Mehmanparasta, rzecznika ministerstwa spraw zagranicznych Iranu, umowa będzie pociągać za sobą transfer do Turcji 1200 kilogramów nisko wzbogaconego uranu (LEU) z Iranu, który został wzbogacony do 3,5%. Gdy już się tam znajdzie, zostanie wymieniony na paliwo jądrowe.
Ale nie powinniśmy dać się ponieść emocjom. Te 1200 kilogramów, które Iran wyśle za granicę było częścią poprzedniego projektu umowy, który administracja Obamy zaoferowała Teheranowi w październiku zeszłego roku; projekt ten później został odrzucony przez najwyższego przywódcę Iranu, ajatollaha Chameneiego. Aby zbudować bombę potrzeba gdzieś pomiędzy 1000 do 1200 kilogramów LEU, które następnie mogą być przetworzone na 25 kilogramów wysoko wzbogaconego uranu (HEU) - wystarczających na jedną bombę.
Powodem, dlaczego Obama chciał by Iran wysłał ponad 1200 kilogramów LEU jest to, że w październiku Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA) doniosła, że Iran miał 1763 kilogramy LEU. Transferując 1200kg (68%) swojego LEU, Teheranowi pozostałyby jedynie 563 kilogramy. Opierając się na jego obecnej zdolności produkcji 3 kilogramów LEU dziennie, Teheranowi zajęłoby prawie 5 miesięcy by znów mieć wystarczającą ilość LEU do zbudowania bomby. Te 5 miesięcy dałyby Obamie wystarczająco dużo czasu by negocjować z Iranem (ostatnią rzeczą, jakiej chciał amerykański prezydent to negocjowanie z Teheranem podczas gdy ten pracowałby nad bombą).
To było wtedy. Odtąd Iran zwiększył swoje zapasy LEU. Według ostatniego raportu IAEA, opublikowanego 18 maja, Iran miał 2065 kilogramów LEU. Uważa się, że liczba ta osiągnęła teraz 2300 kilogramów, co oznacza, że przekazując ponad 1200 kilogramów LEU (mając na uwadze LEU wyprodukowane od lutego) Iranowi pozostanie 1100 kilogramów - wystarczająco dużo by zbudować bombę - podczas gdy rozmowy są kontynuowane.
Fakt, że Iran zgodził się przekazać 1200 kilogramów swojego LEU jest oczywiście pozytywny i z pewnością sprawia, że warto przyjrzeć się umowie. Jednak tym co mogło ją przypieczętować i uczynić niemożliwą do odrzucenia byłoby gdyby tureccy i brazylijscy prezydenci uzupełnili ją innym ważnym dokumentem. Dokument taki zawierałby odpowiedzi na pytania IAEA, których Iran jeszcze nie przedstawił. Są to pytania kluczowe - w istocie, tak kluczowe, że dopóki Iran nie odpowie na nie IAEA odmówi ogłoszenia, że program nuklearny Iranu ma jedynie cele cywilne. Więc zamiast odrzucenia umowy zachodnie rządy powinny pogratulować osiągnięcia rządom Brazylii i Turcji, ale dołączyć warunek jej akceptacji, mianowicie że jest ona uwarunkowana odpowiedzią Iranu na zapytania IAEA.
Chociaż Brazylia i Turcja są liczącymi się mocarstwami, mało prawdopodobne jest by oparły się one Stanom Zjednoczonym i UE. W konsekwencji, zamiast ryzykować stosunkami z tak ważnymi partnerami handlowymi, mogą zmotywować się do pójścia o krok dalej i wywarcia presji na Iran by wyjaśnił kwestie dotyczące swojego programu nuklearnego.
Byłaby to sytuacja korzystna dla wszystkich. Iran wyszedłby z izolacji. Obama i UE mogliby uspokoić nerwy i uśmierzyć obawy co do irańskiego programu, a Brazylijczycy i Turcy byliby w stanie korzystać z gospodarczych owoców ich przyjaźni z Iranem bez sprawiania wrażenia jak gdyby właśnie zostali przekupieni przez Teheran. Ale do tego momentu fakt, że prezydentowi Luli towarzyszyło 300 biznesmenów (a Brasilia planuje zwiększyć swoją wymianę z Iranem z obecnych 1,2 miliarda dolarów do 10 miliardów dolarów) będzie oznaczał, że dokładnie takie wrażenie jego kraj sprawia. Podobnie jak Turcja, która kupuje od Iranu gaz poniżej cen rynkowych i której eksport do Iranu zwiększył się o ponad 800% od kiedy w 2002 roku urząd objął premier Turcji Recep Tayyip Erdogan.
Francja również ma ważną rolę do odegrania. Paliwo jądrowe dla reaktora badawczego w Teheranie może być wyprodukowane tylko przez Francuzów albo Argentyńczyków. Buenos Aires odrzucił taką możliwość, jako że chce by Iran przekazał podejrzanych o udział w zamachach bombowych na izraelską ambasadę w 1992 roku i AMIA (centrum społeczności żydowskiej) w 1994 roku. Francja natomiast właśnie mocno poprawiła swoją pozycję względem Teheranu wypuszczając na wolność Aliego Vakiliego Rada, który zamordował byłego irańskiego premiera i dysydenta Shahpoura Bakhtiara w 1991 roku. To daje Paryżowi narzędzie wpływu i francuski prezydent Nicolas Sarkozy powinien go użyć do wywarcia presji na Iran by ten wykazał większą przejrzystość co do swojego programu nuklearnego.
Negocjacje między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, po 32 latach ich braku, nie będą łatwe. Ani też nie będą krótkie. Będą wymagać czasu i cierpliwości.
Chociaż Iran ma pełne prawo do wzbogacania uranu na potrzeby cywilne, musi zdać sobie sprawę, że świat nie ma zaufania do jego intencji. Początkowa oferta Obamy z października zmierzała do stworzenia atmosfery zaufania dla negocjacji przez zbliżenie się do Teheranu. Miała też w zamyśle zabrać ponad połowę jego LEU, tak aby nie mógł budować bomby podczas negocjowania. Nie wydaje się to zbyt wygórowanym żądaniem wobec irańskiego reżimu kiedy dalej pozwala mu się na wzbogacanie uranu, pomimo 3 rezolucji ONZ wzywających do zaprzestania tej działalności.
Ale jak się wydaje Iran chce mieć zdolność do budowy bomby podczas rozmów, co czyni ostatnią umowę trudną do przyjęcia dla Zachodu. Społeczność międzynarodowa potrzebuje zapewnienia. Na przykład Obama, stojący w obliczu trudnych wyborów w tym roku, musi pokazać swoim republikańskim rywalom, że traktuje kwestię Iranu bardzo poważnie. To samo tyczy się nowo wybranego rządu brytyjskiego na czele z konserwatystami - obie władze chcą negocjowanego rozwiązania tego problemu, ale potrzebują jakiejś mocnej oznaki, że cele Iranu są wyłącznie cywilne.
Klucz do znalezienia pokojowego uregulowania obecnego problemu jest w rękach Teheranu. Irański rząd mógłby znacznie ułatwić życie sobie i wszystkim innym udowadniając, że jego program nuklearny służy wyłącznie do celów pokojowych. Dopóki to się nie zdarzy, rósł będzie koszt jego programu nuklearnego, jak również koszt zaprzyjaźniania się z irańskim rządem. Ostatecznie niewiele państw jest gotowych iść wbrew życzeniom 5 stałych członków Rady Bezpieczeństwa - także Brazylia i Turcja.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2010/05/18/what-the-iran-deal-is-missing/
Opis programu nuklearnego Iranu na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Iran,problemy,Program_nuklearny
Zobacz też:
Batalia dyplomatyczna o dalsze sankcje przeciw Iranowi - q&a (26 kwietnia 2010)
FOTO: Agencia Brasil