Brutalna siła może nie wystarczyć do pokonania naksalitów. Skupienie większej uwagi na rozwoju może przynieść lepsze rezultaty.
Wczesnym rankiem 6 kwietnia 81 policjantów z Indyjskiej Centralnej Rezerwy Sił Policyjnych (Indian Central Reserve Police Force - CRPF) było wyczerpanych. Przez 3 dni z rzędu oni i jeden okręgowy policjant patrolowali gęste lasy Chhattisgarh, stanu w wiejskich zachodnich Indiach. Wypatrywali bojowników należących do naksalitów - grupy zbrojnej pochodzącej z Zachodniego Bengalu, która oderwała się od Komunistycznej Partii Indii (CPI) w 1967 roku. 43 lata później wysocy przedstawiciele w New Delhi uważają naksalitów za najpoważniejsze wewnętrzne zagrożenie dla Indii.
Zaledwie 2 dni wcześniej naksalici zabili 11 żołnierzy indyjskich sił specjalnych w ataku bombowym; w lutym 24 żołnierzy rządowych zginęło w zażartym boju z naksalitami. Policjanci CRPF, znani jako "dżawani", odpoczywali po patrolu w Chhattisgarh kiedy duża grupa naksalitów ukryta między drzewami otworzyła ogień; wybuch bomby zniszczył jeden z pojazdów dżawanów. Według rządu ta grupa naksalitów liczyła do tysiąca bojowników. Strzały zasypały zmęczonych, zdezorientowanych policjantów CRPF. Po zaledwie kilku minutach 72 dżawanów i okręgowy policjant leżeli martwi. Kiedy rządowy śmigłowiec zjawił się by wydobyć 8 ocalałych, również został ostrzelany.
Coś poszło "drastycznie źle" pozwalając naksalitom na tak kompletne i krwawe zwycięstwo, powiedział po tym ataku minister spraw wewnętrznych P. Chidambaram. "Straty są bardzo wysokie i jestem głęboko zszokowany utratą tylu żyć."
Kwietniowy atak uwypuklił najwyraźniej rosnące niebezpieczeństwo ze strony indyjskich maoistów i podkreślił brak przygotowania rządu. Naksalici skutecznie przyjęli taktykę i broń z pól walki w Iraku i Afganistanie, podczas gdy siły indyjskie pozostają sparaliżowane opartym na stanach podejściem rządu do bezpieczeństwa wewnętrznego i niezdolnością stanów do efektywnego dzielenia się pomysłami.
Szerzej ujmując, wyraźnie rosnąca siła naksalitów świadczy o niezdolności indyjskiego rządu, zarówno na szczeblu federalnym jak i stanowym, do zaoferowania mieszkańcom zubożałych stanów zachodnich alternatywy dla rebelii. Naksalici nie istnieją w próżni; są produktami nierówności i upadku zarządzania, które prześladują wiejskie obszary Indii i które stanowią podbudowę wielu sił partyzanckich na świecie. Tam gdzie Indiom udało się poskromić maoistów, ten ograniczony sukces zależał od progresywnej polityki gospodarczej podpieranej trwałymi wysiłkami policyjnymi.
Początki naksalitów
Komunizm był potężną siłą polityczną w Indiach od lat 20-tych. Z czasem wyłoniły się 2 główne partie komunistyczne: jedna zakorzeniona w chińskim komunizmie i druga w rosyjskiej wersji tej ideologii. Naksalici byli "rozłamową odroślą" partii prochińskiej, jak mówi Teresita Schaffer, analityk z C enter for Strategic and International Studies w Waszyngtonie. "Ci faceci oderwali się od prochińskiego tłumu, bo [członkowie tej partii] nie byli wystarczająco radykalni."
Schizm ten dał początek dzisiejszemu ruchowi naksalitów, rozpoczętemu we wsi Naksalbari w Zachodnim Bengalu, na skraju północno-wschodnich Indii. W maju 1967 roku grupa uzbrojonych maoistów zaatakowała policję w Naksalbari w związku ze sporem o ziemię. Później w tym samym roku naksalici utworzyli swoje własne ciała zarządzające i wyłonili się jako odrębny ruch.
Naksalbari i okoliczne tereny stanowiły podatny grunt dla rebelii. "[Naksalici] robili dużo rekrutacji na obszarze z dużą populacją plemienną, która była społecznie odmienna od głównego nurtu indyjskiego", powiedziała Schaffer w rozmowie z The Diplomat. "Indie są społecznie zróżnicowane pod każdym względem. Nawet w tej wielkiej salaterce ci faceci byli inni. Nie są hindusami. Jest to obszar z dużą, biedną, wiejską populacją."
Wychodząc z tej bazy, ruch stopniowo rozserzał się przez kolejne dekady. Sporadyczna przemoc naksalitów pochłonęła tysiące żyć, w szczególności wśród policji i komandosów ministerstwa spraw wewnętrznych przydzielonych do ścigania naksalitów. Ale ostatnie ataki wydają się wskazywać na eskalację przemocy.
"Zagrożenie naksalskie zostało określone przez indyjskiego premiera najpoważniejszym zagrożeniem dla bezpieczeństwa, przed jakim stoi państwo", powiedział The Diplomat emerytowany generał armii indyjskiej Dhruv Katoch, analityk w Center for Land Warfare Studies w New Delhi. "Ruch ten nie jest zewnętrznie wspomagany i po drugie, ruch ten nie jest ruchem secesjonistycznym, ale zmierza do zdobycia władzy w Delhi podobnie jak zrobił to Mao w Chinach w 1949 roku."
Dziś naksalici są obecni w około 200 okręgach Indii "w różnych stopniach efektywności", mówi Katoch. "Generalnie [ruch ten] jest ograniczony do pasów plemiennych, zwłaszcza tych regionów, które są bogate w surowce mineralne, ale niedostatecznie rozwinięte." Katoch kładzie nacisk na ten ostatni punkt. "W prostych słowach, możemy sprowadzić czynniki przyczynowe do słabego zarządzania, które jest wykorzystywane przez naksalitów do zdobywania poparcia miejscowych. Ruch naksalitów umrze jeśli na poważnie poruszone zostaną kwestie zarządzania."
Strategia rządowa - bądź też brak takowej
W jednym ze stanów lepsze zarządzanie zaskutkowało stłumieniem przemocy naksalitów, mówi Schaffer. Andhra Pradesh, stan we wschodnich Indiach, z powodzeniem zreformował swoją skorumpowaną, niegdyś głównie wiejską gospodarkę i w rezultacie zredukował lokalny wpływ naksalitów.
Andhra Pradesh od lat wykazuje 6-procentowe wskaźniki wzrostu PKB, po części dzięki uczciwemu przywództwu i polityce stymulującej wyższą edukację i technologię informatyczną. Do tradycyjnego fundamentu rolniczego stan ten dodał firmy biotech i fabryki samochodów. Gdy gospodarka i poziom edukacji wzrastały, przy ciągłej akcji policyjnej, siła naksalitów malała.
"Wysuwa się argument, że Andhra Pradesh ma poważne sukcesy w odzyskiwaniu pola tam, gdzie naksalici stali się bardzo silni", mówi Schaffer. "W zasadzie opracowali szablon, który może zostać zaadaptowany i powielony. Dało to nadzieję wielu ludziom."
"To powiedziawszy, okazuje się, że "odrabianie lekcji" jest bardzo trudnym ćwiczeniem", dodaje Schaffer. "Odebrać to można tak, że każda z tych lokalizacji i organizacji która wykonała pracę kontrpartyzancką opracowała samodzielnie taki sam skuteczny model i wyjątkowo mało z tego zostało przeniesione z jednego miejsca w inne."
Ta niezdolność indyjskich stanów do współpracy przeciw naksalitom obnaża to, co Schaffer nazywa "niewygodną rysą pomiędzy rządem federalnym a stanami jeśli chodzi o bezpieczeństwo wewnętrzne." Zadaniem rządu centralnego powinno być pomóc w scaleniu działań stanów w spójną politykę narodową.
Ale to jest prawnie skomplikowane w Indiach. "Taka jest natura indyjskiej konstytucji", powiedział The Diplomat profesor Uniwersytetu Maryland, Sunil Dasgupta. "Konstytucja mówi, że prawo i porządek są funkcją stanu lub prowincji, a nie rządu centralnego, a więc to stany muszą odpowiadać [na zagrożenie ze strony naksalitów]." Nawet podczas ataków terrorystycznych w Mumbai w 2008 roku "nie było widać przejęcia aparatu prawa i porządku przez rząd narodowy", zwraca uwagę Dasgupta.
Broń z wyboru
Oparte wyłącznie na stanach podejście do zwalczania naksalitów nie tylko wyklucza spójną strategię narodową -- oznacza też, że naksalici - którzy nie są ograniczeni względami prawnymi - mogą zaadaptować się szybciej do zmieniającego się środowiska militarnego. Indyjskiej policji brakuje środków, szkolenia i przywództwa armii. Zwyczajnie nie mogą dotrzymać kroku swojemu naksalitowskiemu przeciwnikowi.
Naksalici szybko przyjęli wiele z taktyk i broni udoskonalanych przez islamskich rebeliantów w Iraku i Afganistanie. Dziś improwizowane ładunki wybuchowe (improvised explosive devices - IEDs), największy zabójca wojsk amerykańskich i NATO w Afganistanie, są bronią z wyboru naksalitów. "IEDs nie tylko zagrażają bezpieczeństwu naszych ludzi, ale też znacząco krępują szybkość operacji, ponieważ siły bezpieczeństwa, obawiając się IEDs, zazwyczaj poruszają się pieszo w podatnych na maoistów obszarach gdyż nie mają najnowszych pojazdów chroniących przez minami, które mogą ustrzec ich od takich zagrożeń", szef biura indyjskiego wywiadu Ajit Doval powiedział reporterowi spraw obronności Manu Soodowi. Doval wezwał do zakupu przez Indie wzorowanych na amerykańskich odpornych na miny, zabezpieczonych przed zasadzkami (Mine-Resistant, Ambush-Protected - MRAP) ciężarówek opancerzonych, z których każda kosztuje około 1 miliona dolarów.
Ale nie ma opracowanego procesu ani pieniędzy na zakup dla policji ciężarówek i innego wyposażenia neutralizującego bomby. "Indyjski rząd i agencje bezpieczeństwa pozostają w tyle jeśli chodzi o opracowanie doktryny zwalczania zagrożenia IED ze strony maoistów", konkluduje Sood.
Katoch odrzuca debatę na temat wyposażenia. "Wyposażenie nie jest problemem", mówi Katoch. "Przywództwo i szkolenie są. Już mamy świetny przykład radzenia sobie z maoistami." Czyli usprawnione zarządzanie i rozwój gospodarczy idący w parze z trwałymi operacjami bezpieczeństwa, które pozwoliły Andhra Pradesh na zmniejszenie lokalnego zagrożenia maoistowskiego. Stany muszą tylko przyjąć i zaadaptować ten podstawowy model.
Dasgupta ze swej strony mówi, że wierzy w to, że podejście Andhra Pradesh już jest przyjmowane w innych stanach, pomimo komunikacyjnych "rys" zidentyfikowanych przez Schaffer. Co ironiczne, rosnąca przemoc jest w rzeczywistości tego dowodem, twierdzi Dasgupta. "Każda rebelia będzie miała większą przemoc kiedy rząd zaczyna kontestować jej poziom. Więc sądzę, że to co widzimy jest funkcją prób kontestowania naksalitów przez rząd."
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2010/05/28/indias-greatest-threat/
Opis problemu przemocy maoistowskiej w Indiach na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Indie,problemy,Maoisci
FOTO: Flickr user
Shreyans Bhansali