Nieważne z jak poważnymi kwestiami zmaga się NATO w Afganistanie, Kosowie, czy gdzie indziej - jest wśród nich jedna, która przebija wszystkie inne.
Kwestią tą są pieniądze - lub raczej ich brak. Problem ten stopniowo pnie się w górę agendy NATO gdy w całej Europie następują cięcia budżetowe w reakcji na kombinację kryzysu kredytowania rządów i zamarłego wzrostu gospodarczego.
Na spotkaniu ministrów obrony sojuszu w Brukseli w zeszłym tygodniu dyplomaci mówili, że kwestie finansowania są "najważniejszym tematem." I nie chodzi tylko o oszczędności. Efekt presji finansowej wpływa tez na obecną debatę na temat przyszłego kształtu i celów NATO.
Sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen 10 czerwca uznał rozmiary problemu, mówiąc że sojusz też nieuchronnie będzie nim dotknięty. "Wszystkie państwa członkowskie w NATO zmagają się z wyzwaniami gospodarczymi. Wszystkie rządy zmagają się z ograniczeniami budżetowymi. Wszystkie rządy zmagają się z tym, by bardziej wydajnie korzystać ze środków. Więc oczekiwałyby, że sojusz pójdzie za ich przykładem", powiedział Rasmussen.
"Chodzi tu tylko i wyłącznie o euro"
Szef NATO został po raz pierwszy poproszony przez ministrów obrony NATO by przyjrzeć się możliwym cięciom na ich spotkaniu w Stambule w lutym. Ale efekt kryzysu płynności strefy euro, który w zeszłym tygodniu był widoczny w finalizacji przez tę grupę 16 państw funduszu ratunkowego w wysokości 500 milionów euro, drastycznie podniósł stawkę.
Jeden z dyplomatów NATO określił co jest najwyższym priorytetem większości europejskich sojuszników stwierdzając: "Chodzi tu tylko i wyłącznie o uratowanie euro." Wielkie cięcia budżetów obronnych zostały ogłoszone lub są wkrótce spodziewane w Niemczech, Włoszech, Francji i Wielkiej Brytanii.
Rasmussen powiedział, że szuka oszczędności "u wszystkich bez wyjątku." Obejmuje to propozycje komasowania środków, odłożenia niektórych inwestycji i przede wszystkim redukcji biurokracji NATO. Według oficjeli Rasmussen proponuje uprościć zimnowojenną strukturę dowodzenia NATO, rozwiązać połowę z 14 agencji utrzymywanych obecnie przez sojusz i zredukować liczbę wspólnego personelu NATO z obecnych 13,5 tysiąca do zaledwie 7,5 tysiąca.
Problemy te są pilne. Niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" doniósł 9 czerwca, że po raz pierwszy w swojej 60-letniej historii NATO stoi w obliczu niedoboru sięgającego 500 milionów euro. Budżet sojuszu wynosi 2 miliardy euro.
Pomimo pilności problemu na niedawnym spotkaniu ministrów obrony nie podjęto decyzji. Kwestia ta osiągnie punkt kulminacyjny na wspólnym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych i obrony NATO 14 października - na miesiąc przed szczytem sojuszu w Lizbonie, na którym przyjęta zostanie nowa koncepcja strategiczna. Oba procesy - cięcie kosztów i rewizja przyszłych celów NATO - teraz wzajemnie się krzyżują, mówią oficjele.
Debata o przyszłości
Sąsiedzi Rosji - Polska i 3 kraje bałtyckie, ale też Norwegia i Turcja - obawiają się, że cięcia odbędą się kosztem konwencjonalnej zdolności odstraszania NATO. Na drugim krańcu znajdują się sojusznicy, którzy wolą odchudzony sojusz z naciskiem na operacje out-of-area.
Paradoksalnie, mówią natowscy oficjele, państwa opowiadające się za "NATO operacji" często zmagają się u siebie z rosnącym publicznym sprzeciwem wobec największej jak dotąd operacji sojuszu: tej w Afganistanie. Na przykład Kanada i Holandia mają niedługo drastycznie zmniejszyć swoją obecność wojskową w tym kraju.
Pat między orędownikami obrony konwencjonalnej i operacji odzwierciedla podziały co do Rosji -- ale z pewnymi istotnymi różnicami. Zatem Niemcy, zagorzały rzecznik bliskich więzi z Rosją, uważają też, że NATO nie powinno stać się globalnym "policjantem."
Sam Rasmussen, pomimo swojego zapału do cięcia kosztów, stał się obiektem krytyki. Niektórzy sojusznicy mówią, że jego propozycjom brakuje wizji. Obcinanie biurokracji tylko w imię samych cięć może być kontrproduktywne, mówią krytycy, jeśli NATO skończy jako sojusz osłabiony i niezdolny do wykonywania obowiązków wspólnej obrony zgodnie z artykułem 5. paktu północnoatlantyckiego. Przeciwnicy głównie pochodzą z szeregów tych sojuszników, którzy niepokoją się, że sojusz zwraca zbyt małą uwagę na obronę konwencjonalną.
Chwiejna solidarność?
W Brukseli Rasmussen dążył do uspokojenia sceptyków, mówiąc że ambicje NATO nie zostaną zmniejszone. "Naszym punktem wyjścia będzie nasz obecny poziom ambicji", powiedział Rasmussen. "Jak wiecie, by być w stanie prowadzić 2 duże operacje i 6 mniejszych. I nie mamy zamiaru zmiany naszego poziomu ambicji."
Ale sceptycy zapewne nie będą ukojeni. Są obawy, że cięcia wydatków będą miały skutek pozwolenia europejskim sojusznikom NATO na to, by mniejszy wkład uszedł im na sucho. To z kolei będzie oznaczać, że sojusz będzie musiał zaakceptować warunki tych sojuszników, którzy wierzą, że bezpieczeństwo przeważa nad całą resztą - czyli przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Dyplomaci mówią, że groziłoby to szkodliwymi skutkami dla solidarności sojuszniczej.
Tradycyjnie będące dylematem dla "starej Europy", tak zwane koalicje chętnych są coraz mniej popularne także w Europie Wschodniej, gdzie rządy obawiają się, że alienacja Waszyngtonu od NATO będzie prowadzić do jego dystansowania się od Europy.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Funding_Squeeze_Casts_A_Pall_Over_NATOs_Future/2067992.html