Strefa niechęci: Rosja waha się co do interwencji w Kirgistanie
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Strefa niechęci: Rosja waha się co do interwencji w Kirgistanie
Brian Whitmore RFE/RL 2010-06-20 22:38:45

Uważaj czego sobie życzysz.

Rosja od dawna próbuje rościć pretensje do przestrzeni poradzieckiej jako "strefy wpływów", uprzywilejowanej strefy odpowiedzialności, gdzie Moskwa miałaby swobodę działania w celu utrzymywania pokoju i zabezpieczania swoich interesów. Ale kiedy w zeszłym tygodniu w południowym Kirgistanie wybuchła przemoc etniczna, popychając to państwo na skraj wojny domowej, Biszkek apelował o rosyjskie wsparcie. Jednak Moskwa była niechętna do działania.

Prezydent Dmitrij Miedwiediew natychmiast wykluczył jakąkolwiek jednostronną rosyjską interwencję i zamiast tego zwołał nadzwyczajne spotkanie Organizacji Traktatu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (CSTO), sojuszu złożonego z 7 państw poradzieckich, by spróbować uzgodnić multilateralną reakcję.

Stany Zjednoczone także wzywają do akcji wielostronnej, ale Waszyngton i reszta społeczności międzynarodowej wydają się być bardziej niż skłonne pozwolić Rosji objąć przewodnictwo. Sytuacja ta, mówią analitycy, stwarza zarówno szansę jak i wyzwanie dla Kremla.

"Jest to de facto uznanie, że nikt inny nie jest zdolny działać [w celu ustabilizowania Kirgistanu]. Dla Rosji jest to bardzo poważny test", mówi Fiodor Łukianow, redaktor naczelny moskiewskiego magazynu "Russia in Global Affairs". "Chcieliśmy odpowiedzialności i wpływów. OK. Więc proszę bardzo."

Niechęć Rosji, mówią analitycy, jest zrozumiała. Konflikt, w którym gangi etnicznych Kirgizów atakowały etnicznych Uzbeków, przyniósł co najmniej 170 zabitych i ponad 1700 rannych [18 czerwca pełniąca obowiązki prezydenta Roza Otunbajewa zasugerowała, że bilans ofiar śmiertelnych może nawet przekraczać 2 tysiące - przyp. SM]. Wywołał też kryzys humanitarny gdy dziesiątki tysięcy uchodźców pospieszyły ku uzbeckiej granicy uciekając przed przemocą. Przedstawiciele społeczności międzynarodowej zarzucali premedytację, a nawet "próby czystek etnicznych."

Jakakolwiek interwencja sił zewnętrznych łatwo mogłaby przeistoczyć się w bagno. "Spójrzmy na sytuację na miejscu: władze kirgiskie straciły kontrolę", mówi Paul Quinn-Judge, bazujący w Biszkeku dyrektor Programu Azji Środkowej Międzynarodowej Grupy Kryzysowej. "W najlepszym razie siły bezpieczeństwa na południu dość często - ale nie zawsze, oczywiście - nie starają się bardzo mocno by przywrócić prawo i porządek. Uważamy, że w niektórych przypadkach - i mówi się nam, że coraz częściej - lokalne siły bezpieczeństwa mogą uczestniczyć w pogromie. Mamy konflikt bez granic. Mamy konflikt bez mundurów. Mogę wyobrazić sobie jakiegoś rosyjskiego generała patrzącego na to i reagującego czymś bardzo zdawkowym i bardzo ordynarnym."

Ograniczenia potęgi

Tak jak wojna Rosji z Gruzją w 2008 roku o promoskiewski separatystyczny region Osetii Południowej, kryzys w Kirgistanie okazuje się punktem zwrotnym w stosunkach Moskwy z jej byłymi radzieckimi wasalami.

Ale podczas gdy wojna w Gruzji wysłała głośne i czytelne przesłanie, że Rosja jest przygotowana jednostronnie użyć siły przeciwko swoim sąsiadom by osiągnąć swoje cele w regionie, konflikt kirgiski wydaje się demonstrować ograniczenia potęgi Moskwy.

Ponadto, podczas gdy inwazja na Gruzję miała zimnowojenne podteksty, stawiając odrodzoną Rosję przeciwko bliskiemu sojusznikowi amerykańskiemu, kryzys w Kirgistanie podkreśla nowego ducha współpracy między Moskwą a Waszyngtonem - z których każda strona ma bazy wojskowe i żywotne interesy w tym małym, ale strategicznie ważnym państwie środkowoazjatyckim.

Rosja chce zapobiec chaosowi na swoim podwórku, mówią analitycy, natomiast Stany Zjednoczone chcą zapewnić, że ich misja w Afganistanie, która jest zaopatrywana poprzez bazę wojskową Manas w Kirgistanie, nie zostanie zakłócona. Oba państwa mają interes w ustabilizowaniu sytuacji.

"Nie widzę w ogóle żadnej rywalizacji [między Rosją a Stanami Zjednoczonymi w Kirgistanie]", mówi Łukianow. "Jest to zmiana. Ale zacząć rywalizować w tej sytuacji byłoby szaleństwem. To byłoby samobójstwo i wszyscy to rozumieją."

Rzecznik Białego Domu Bill Burton powiedział reporterom 14 czerwca, że prezydent Barack Obama regularnie był informowany o kryzysie i że przedstawiciele USA "byli w bliskim kontakcie z oficjelami w regionie i oczywiście z naszymi odpowiednikami w Rosji by zapewnić, że jesteśmy tak bardzo na bieżąco jak to możliwe."

Na briefingu w Waszyngtonie tego samego dnia rzecznik Departamentu Stanu P.J. Crowley powiedział, że Stany Zjednoczone pracują nad przyspieszeniem pomocy humanitarnej dla regionu i koordynacją wszelkich środków bezpieczeństwa z Moskwą. "Jesteśmy w bardzo bliskim kontakcie z tymczasowym rządem Republiki Kirgiskiej, ONZ, OBWE i Federacją Rosyjską gdy poszukujemy skoordynowanej, międzynarodowej odpowiedzi na trwającą tam przemoc", powiedział Crowley.

Waszyngton nie ma planów wysłania sił pokojowych, ale administracja Obamy mówi, że chce zapewnić, że jakakolwiek interwencja międzynarodowa będzie miała błogosławieństwo ONZ.

Konflikt i współpraca

Do niedawna Moskwa i Waszyngton walczyły o wpływy w Kirgistanie. Ale zaczęły bliżej współpracować po obaleniu prezydenta Kurmanbeka Bakijewa w następstwie ludowego powstania w kwietniu. Obie stolicy niepokoją się o stabilność rządu tymczasowego, który doszedł do władzy po odsunięciu Bakijewa.

"Dopóki wszystko wybuchło na południu Rosjanie i Amerykanie myśleli, że byli w zasadzie w zgodzie względem Kirgistanu", mówi Quinn-Judge. "Obie strony podzielały konsternację i poczucie pewnego sceptycyzmu co do przyszłości i zdolności tego kraju do funkcjonowania."

Przy pokrywających się interesach Waszyngtonu i Moskwy w Kirgistanie, czy kryzys ten może prowadzić do pogłębienia współpracy, która została uruchomiona przez decyzję Obamy o zresetowaniu stosunków amerykańsko-rosyjskich?

"Ciężko jest mi dostrzec by to rozwinęło się w sposób, w którym stałoby się punktem spornym między Waszyngtonem a Moskwą", mówi Steven Pifer, były urzędnik Departamentu Stanu USA, teraz senior fellow w Brookings Institution. "Ale czy stanie się czymś, przy czym będą współdziałać tak aby po wszystkim mogli powiedzieć, że był to sukces resetu, przy którym współpracowaliśmy i dobrze się z tym czuliśmy? Nie jestem pewien czy można też przewidywać coś takiego. Myślę, że w tej chwili nie ma dużego ryzyka, że wyrządzi to szkodę stosunkom rosyjsko-amerykańskim. Ale dotąd niewiadomą jest, czy może to być pozytywną pozycją w amerykańsko-rosyjskiej agendzie."

Zagrożenia utrzymywania pokoju

Sytuacja na miejscu w Kirgistanie skomplikowałaby jakąkolwiek interwencję. Oprócz długotrwałych napięć między etnicznymi Kirgizami a Uzbekami, kryzys podsyca też skomplikowana polityka klanowa kraju i ciągłe animozje między rządem przejściowym a zwolennikami Bakijewa, który jest na wygnaniu na Białorusi. Kirgiscy oficjele oskarżają Bakijewa, który cieszy się poparciem na południu kraju, o prowokowanie przemocy. Bakijew zaprzecza zarzutom.

Ponadto CSTO, która jest stworzona do ochrony swoich członków przed zagrożeniami zewnętrznymi, jest nieprzygotowana do misji utrzymywania pokoju. "Możliwości sił pokojowych CSTO są dużo mniejsze niż sił NATO, które obecnie działają w Afganistanie", powiedział Serwisowi Rosyjskiemu RFE/RL Wiktor Litowkin, bazujący w Moskwie analityk spraw obronności. "A jak wiemy, NATO nie jest w stanie zrobić wszystkiego co chce zrobić w Afganistanie."

W czerwcu 1990 roku Moskwa była zmuszona wysłać tysiące wojsk do południowego Kirgistanu, wówczas części Związku Radzieckiego, by stłumić podobne zamieszki między etnicznymi Kirgizami a Uzbekami, które zaczęły się sporem o wodę. Analitycy mówią, że aby Rosja mogła teraz zorganizować skuteczną misję pokojową w Kirgistanie potrzebuje co najmniej cichego poparcia kluczowych państw regionu - poparcia, którego zdobycie może nie być łatwe.

"Rosja potrzebuje zdobyć zgodę państw sąsiednich, co najważniejsze Kazachstanu i Uzbekistanu", mówi Łukianow. "Państwa te rozumieją potrzebę powstrzymania chaosu w Kirgistanie. Ale z drugiej strony obawiają się ustanowienia precedensu [rosyjskiej] interwencji w swoje sprawy wewnętrzne." Kazachstan stwierdził, że zaakceptowałby uchodźców i udzieliłby pomocy humanitarnej, ale jak dotąd zachowuje ciszę co do tego, czy poparłby interwencję militarną Rosji.

W końcu, mówią analitycy, Rosja prawdopodobnie nie będzie miała innego wyboru jak działać. "Myślę, że w końcu Rosja zainterweniuje", mówi Łukianow. "Ale teraz pracują nad tym by zapewnić sobie, że nie znajdą się nie tylko w środku wojny domowej, ale i wojny między dwoma państwami. Wyobraźcie sobie sytuację, w której nie ma porozumienia z Uzbekistanem i rosyjskie wojska nagle znajdują się w ogniu krzyżowym między Uzbekami a Kirgizami."


Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.

 

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.rferl.org/content/Sphere_Reluctance_Russia_Hesitant_Kyrgyz_Intervention/2072776.html


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów