11 lutego 2008 roku strzały rozległy się w Dili, stolicy Timoru Wschodniego, gdy rebelianci dowodzeni przez rozżalonego byłego oficera armii Alfredo Reinado przeprowadzili odrębne ataki na prezydenta i premiera kraju. Prezydent Jose Ramos-Horta, który rok wcześniej wygrał pierwsze wybory prezydenckie w kraju od uzyskania niepodległości w 2002 roku, został postrzelony i raniony. Premier Xanana Gusmao uniknął obrażeń. Reinado i inny rebeliant zginęli gdy strażnicy rządowi oddali strzały do napastników.
Rząd Timoru Wschodniego, znanego też jako Timor-Leste, ogłosił stan wyjątkowy po tym ataku. 2 lata później jasne jest, że owe próby zabójstwa stanowiły ostatnie tchnienie rebelii w Timorze Wschodnim i początek okresu względnego pokoju i prosperity dla tej zasobnej w ropę naftową byłej kolonii portugalskiej. Dziś Timor Wschodni stoi w obliczu nowego i milej widzianego zestawu wyzwań: przebrnięcia przez potencjalnie kolidujące, a czasami niezdecydowane starania mocarstw światowych i regionalnych o zdobycie wpływów w tym wciąż słabo rozwiniętym państwie 1 miliona ludzi.
"Zasadniczo poprawnie jest mówić, że kryzysy przeminęły", powiedział World Politics Review Jim Della-Giacoma, analityk brukselskiej Międzynarodowej Grupy Kryzysowej. "Czy [Timor Wschodni] jest wolny od napięć i kłopotów - to inna kwestia." Della-Giacoma wskazał na naruszenia granicy przez sąsiednią Indonezję - która okupowała Timor Wschodni przez ponad 2 dekady począwszy od lat 70-tych - oraz rzekomą obecność małej grupy antyrządowych bandytów znanych jako "ninja" jako potencjalne punkty zapalne. "Myślę, że są tam napięcia, nierozwiązane konflikty. Ale zgodziłbym się, że kraj ten jest w stanie pokoju - nawet rozkwita w chwili obecnej, przy całym tym napływie ropy."
Ropa - co najmniej pół miliarda baryłek w udokumentowanych rezerwach podmorskich oprócz setek miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego - przyniosła Dili olbrzymią nadwyżkę budżetową, obecnie około 8 miliardów dolarów. "Finansowo jesteśmy dość stabilni", powiedział w czerwcowym wywiadzie minister surowców naturalnych Alfredo Pires.
Te bogactwa mineralne przykuły też uwagę 2 czołowych gospodarek świata oraz regionalnej potęgi. Chiny i USA realizują odrębne strategie zyskiwania wpływów w Timorze Wschodnim, natomiast Australia usiłuje znaleźć strefę wzajemnego komfortu w czymś, co Della-Giacoma scharakteryzował jako rolę "wielkiego brata" w tym kraju.
Wywołując alarm u niektórych australijskich obserwatorów, w czerwcu Pekin dostarczył timorskiemu wojsku parę łodzi patrolowych by zastąpić 2 starzejące się, zbudowane przez Portugalczyków jednostki, które od lat były w naprawie. Była to tylko ostatnia z wielu umów Chin z Timorem Wschodnim. Chińskie firmy zbudowały wiele dużych obiektów rządowych i wojskowych w Dili jak również elektrownie ropne, zasilających narodową sieć elektryczną. Te umowy handlowe mogą w końcu doprowadzić do większej chińskiej roli w timorskiej gospodarce. "Jednym z podstawowych interesów Chin w Timorze Wschodnim jest zyskanie dostępu do rezerw ropy i gazu w tym kraju", napisał w zeszłym roku Ian Storey, analityk w waszyngtońskiej Jamestown Foundation. "Jak dotąd jednak [Chiny] zrobiły małe postępy, co podkreśla ograniczenia wpływów Pekinu w Dili", dodał Storey.
Pomimo mniej bezpośredniego zaangażowania handlowego Stanom Zjednoczonym udaje się wywierać dużo większy wpływ na sprawy timorskie niż Chinom. "Myślę, że faktycznie jest tam dużo bardziej znacząca obecność U.S. Navy niż cokolwiek co mają Chińczycy", powiedział Della-Giacoma. Timor Wschodni czerpie korzyści ze z grubsza corocznych wizyt amerykańskich jednostek pływających, zwłaszcza statku-szpitala USNS Mercy. Statek ten, wraz z personelem lekarzy, pielęgniarek, inżynierów i pracowników pomocowych ma spędzić 2 tygodnie w Dili w sierpniu, dostarczając darmowego wsparcia medycznego i budowlanego.
"Timor jest jednoznacznie proamerykański", powiedział Della-Giacoma. Dili zademonstrowało tę preferencję w 2002 roku, kiedy jako całkiem nowe państwo było pierwszym, które zgodziło się nigdy nie ekstradytować amerykańskiego personelu do Międzynarodowego Trybunału Karnego. Ta kontrowersyjna propozycja, forsowana przez administrację Busha, miała w zamierzeniu chronić wojska amerykańskie przed oskarżeniami ze strony wrogich rządów. Dili podpisało się pod nią pomimo tego, że USA miały tylko garstkę personelu w Timorze Wschodnim.
Ale ograniczony postęp Pekinu w wypieraniu Waszyngtonu może też odzwierciedlać ambiwalencję Chin wobec Dili. Chociaż dostęp do ropy i gazu Timoru stanowią najbardziej oczywiste pokusy dla każdego mocarstwa światowego, Chiny mogą czasami być pochłonięte bardziej małostkowymi zmartwieniami. "Myślę, że aby zrozumieć interes Chin w Timor-Leste trzeba wrócić do roku 1999", powiedział Della-Giacoma. "W czasach portugalskich był tam konsulat tajwański. Tak więc [Chińczycy] szybko powrócili po tym jak przybyły tam wojska australijskie." Według Delly-Giacomy interes Chin w "trzymaniu Tajwanu z dala" od Dili generalnie przebija ich interes w jakimkolwiek "skoordynowanym czy wielkim planie", który mógłby prowadzić do trwałych wpływów i ostatecznie do surowców mineralnych Timoru.
Sektor ropy naftowej i gazu ziemnego Timoru pozostaje głównie w polu widzenia Australii, tak jak timorskie bezpieczeństwo. Canberra dwukrotnie wysyłała siły pokojowe na Timor-Leste w ciągu ostatniej dekady i w kraju tym pozostaje kilkuset australijskich żołnierzy. To plus setki milionów dolarów pomocy zagranicznej w ciągu tych lat zaskutkowało potężnym australijskim wpływem na timorski rząd i społeczeństwo - co jak mówi Della-Giacoma czasami irytuje Timorczyków. Ostatnio Canberra sprzeczała się z Dili o to, gdzie zbudować zakład przetwarzania gazu ziemnego, który będzie czerpał ze spornych rezerw gazu w regionie, w którym zarówno Australia jak i Timor Wschodni mają roszczenia prawne. Zakład ten "stał się czymś w rodzaju zastępczej bitwy" przy znajdowaniu właściwej równowagi w stosunkach między oboma państwami, powiedział Della-Giacoma.
Pomimo walki o zakład przetwarzania gazu Australia może zasługiwać na trwałe wpływy w Timorze Wschodnim, powiedział Della-Giacoma. "Gdyby rzeczy miały pójść źle, to nie Chińczycy przyszliby zza horyzontu z pomocą. Byliby to Australijczycy, Kiwi i Malezyjczycy." Nawet Stany Zjednoczone, zmęczone swoimi długimi zaangażowaniami w stabilizowanie Iraku i Afganistanu, najprawdopodobniej nie zaryzykowałyby żyć swoich żołnierzy by chronić malutkiego, biednego, ale szybko się rozwijającego Timoru Wschodniego.
David Axe jest niezależnym korespondentem, współredaktorem World Politics Review i autorem War Bots. Bloguje regularnie na War is Boring. Jego felieton w WPR, War is Boring, jest publikowany w każdą środę.
Copyright World Politics Review
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.worldpoliticsreview.com/articles/5867/war-is-boring-countries-half-heartedly-vie-for-influence-in-east-timor
FOTO: Flickr user david_axe