Ciągłe operacje wojskowe przeciw Talibom, ich zwolennikom i działaczom al-Qaidy w zamieszkałych regionach plemiennych Pakistanu regularnie przenosiły się z jednego obszaru na drugi w ciągu kilku ostatnich lat. Ale decydujące zwycięstwo nad bojownikami wciąż wydaje się być niczym więcej jak myśleniem życzeniowym, gdyż stale zmieniają oni pozycje i otwierają nowe bazy zaraz po tym jak zostają wyparci z poprzednich.
Najwyraźniej tak zwana wojna z terrorem w Pakistanie zwielokrotniła tylko rozpacz już sfrustrowanych, zubożałych, zaniedbanych i wypędzonych ludzi z obszarów plemiennych, które rozciągają się na cały ten źle oznaczony region graniczny z Afganistanem. A nawet jeszcze bardziej obraźliwy dla tych ludzi jest fakt, że wojna ta jak się wydaje przekształciła się w niewiele więcej niż obliczoną na public relations grę liczb bez szans na przyniesienie jakichkolwiek pozytywnych rezultatów.
Każdego dnia ludzie są zalewani nagłówkami w pakistańskich mediach zawierającymi najnowsze bilanse zabitych. Gdyby dodać wszystkich bojowników jakich siły bezpieczeństwa twierdzą że zabiły, całkowita liczba wyniosłaby kilka tysięcy tylko za rok 2009. Ale Talibowie wciąż mają się dobrze i nawet rozprzestrzeniają się z górskich obszarów plemiennych do miast w prowincji Khyber-Pakhtukhwa i teraz w Pundżabie, najludniejszej i najlepiej gospodarczo rozwiniętej prowincji Pakistanu.
Fakt, że partyzantka trwa nadal pomimo liczb zabitych Talibów podawanych przez pakistańskie siły bezpieczeństwa (i przez siły NATO pod przewodnictwem USA po obu stronach linii Duranda) wyglądałby na dość mocny dowód błędów w politycznych i wojskowych strategiach kontrpartyzanckich przyjętych po obu stronach granicy. Z punktu widzenia przeciętnego lokalnego mieszkańca, albo liczby zabitych bojowników są zawyżane - czyli rząd kłamie co do swoich sukcesów - albo partyzantka jest dużo większa niż się uważa, a polityka jej "dekapitacji" będzie trwała wiele miesięcy czy nawet lat.
Rosnący gniew publiczny
Historia też jest pełna ostrzegawczych przykładów. Oficer armii francuskiej David Galula napisał, że zabicie przywódców i wojowników algierskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego (FLN, 1956-58) miało niewielki wpływ na partyzantkę, ponieważ była ona zbyt luźno zorganizowana by ulec takiej taktyce. Izraelskie siły zbrojne od 3 dekad już mają na celowniku palestyńskich przywódców oporu, ale konflikt trwa nadal.
Podczas gdy siły bezpieczeństwa przechwalają się ich ostatnimi zdobyczami, ich ostrzał artyleryjski i uderzenia z powietrza często powodują straty cywilne, które są wykorzystywane przez rebeliantów do zyskiwania publicznej sympatii i nowych rekrutów. Incydenty takie jak w agencji Khyber około miesiąca temu i w południowoafgańskim mieście Kandahar w zeszłym tygodniu tylko podsycają nienawiść do poszczególnych rządów i ich sił bezpieczeństwa.
To wydaje się być główną motywacją w przypadkach Najibullaha Zaziego, Afgańczyka na stałe mieszkającego w USA, który został aresztowany w zeszłym roku pod zarzutem planowania zamachu bombowego w nowojorskim metrze, oraz Faisala Shehzada, urodzonego w Pakistanie obywatela USA, który przyznał się do podłożenia ładunku wybuchowego na Times Square w Nowym Jorku w maju. Żaden z nich najwyraźniej nie był regularnym ochotnikiem Talibów czy al-Qaidy, ale obaj wyrazili pragnienie zemszczenia się za cywilne ofiary konfliktów w Afganistanie i Pakistanie.
Oczywiście tych samozwańczych obrońców islamu, którzy rujnują życia i powodują śmierć niewinnych ludzi należy traktować surowo. Ale jeśli rząd ma zamiar zakończenia partyzantki i przywrócenia prawdziwego pokoju, musi zadać sobie pytanie, dlaczego liczba partyzantów codziennie rośnie pomimo wykorzystywania olbrzymiej siły lądowej i powietrznej przeciwko nim i pomimo śmierci ich kluczowych przywódców.
Bez trwałych rezultatów
W czerwcu 2004 roku zabity został Nek Muhammad, pierwszy znany dowódca Talibów z Waziristanu. W sierpniu 2009 roku zabity został Baitullah Mehsud, lider Tehrik-e-Taliban. W międzyczasie wyeliminowanych zostało wielu kluczowych przywódców Talibów, ale nie było dostrzegalnego spadku ataków na miasta i cywilów.
Rozproszone operacje bezpieczeństwa w ciągu ostatnich 8 lat nie przyniosły rezultatów, ponieważ nie zostały poparte poważną strategią polityczną dotyczącą projektów rozwojowych w oczyszczonych okręgach. Bajaur, Waziristan i Swat - wszystkie one doświadczyły operacji bezpieczeństwa i wszystkie były ogłaszane wolnymi od Talibów, lecz nie zainicjowano żadnej działalności rozwojowej, która zaspokoiłaby potrzeby miejscowych i zdobyła ich poparcie. W rezultacie regiony te są gotowe na powrót Talibów i pozostają obfitym polem rekrutacji dla rebeliantów.
Po usunięciu najbardziej wojowniczych Talibów marchewki będą skuteczniejsze niż kije w pacyfikowaniu tych, którzy po prostu sympatyzują z partyzantami z czystej frustracji, oraz w zapobieganiu uzupełniania szeregów Talibów przez nowych rekrutów. Bez szkół, miejsc pracy i opieki zdrowotnej dla miejscowych w regionach granicznych, polityka jedynie usuwania Talibów na pewno stanie się niekończącą się, żmudną pracą.
Daud Khattak jest dziennikarzem Radia Mashaal RFE/RL. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/The_Missing_Dimension_Of_Pakistans_Counterinsurgency_Policy/2096232.html
Opis problemu terroryzmu w Pakistanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Pakistan,problemy,Terroryzm