Planowana przez Chiny sprzedaż reaktorów atomowych do Pakistanu podkreśla ryzyko wojny na subkontynencie. Może je nawet zwiększyć.
Prezydent Pakistanu Asif Ali Zardari niedawno zakończył wizytę w Chinach, która zwróciła szczególną uwagę z powodu kontrowersyjnego planu sprzedaży przez Pekin Pakistanowi 2 reaktorów atomowych.
Nie ma nic nowego w odwiedzaniu Chin przez Zardariego - faktycznie był on regularnym gościem od chwili objęcia urzędu, podróżując do Pekinu 5 razy od września 2008 roku. Częstotliwość wizyt (średnio około 1 na 3 miesiące) prawdopodobnie w dużym stopniu zmierza do uspokojenia chińskich decydentów, którzy preferowali kontakty z jego autorytarnym poprzednikiem, generałem Pervezem Musharrafem. Ale chociaż pozornie w jego ostatniej wizycie chodziło o to, czy Chiny sprzedadzą Pakistanowi 2 dodatkowe reaktory jądrowe, powstają też głębsze - i pod wieloma względami bardziej niepokojące - pytania o dynamikę proliferacji nuklearnej w Azji.
Chiny są chętne sprzedać Pakistanowi dodatkowe reaktory, po zbudowaniu już 325-megawatowego reaktora elektrowni atomowej w Chasma (czasem Chashma) w pakistańskiej prowincji Pundżab, podczas gdy budowa kolejnego powinna być ukończona w 2011 lub 2012 roku. Podczas wizyty Zardariego w Pekinie w marcu 2009 roku chińscy oficjele podobno potwierdzili zobowiązanie dostarczenia 2 kolejnych reaktorów; w maju tego roku 2 chińskie firmy podpisały kontrakt w sprawie przyłączenia się do budowy.
Chiński rząd jeszcze nie ogłosił formalnej decyzji o przystąpieniu do transakcji. Ale już od kilku lat jego przedstawiciele oraz chińscy eksperci od bezpieczeństwa nuklearnego twierdzą, że zgodzili się zbudować te 2 reaktory zanim Chiny przyłączyły się do Nuclear Suppliers Group (NSG) w 2004 roku, co wyłącza ich sprzedaż spod zasad NSG wykluczających sprzedaż technologii nuklearnych państwom takim jak Pakistan, które nie podpisały Traktatu o Nieproliferacji Broni Jądrowej - NPT (Przedstawiane są też publicznie inne argumenty na obrone sprzedaży reaktorów, w tym to, że Pakistańczycy rozpaczliwie potrzebują więcej elektryczności).
Takie zapewnienia nie powstrzymały rządów USA, Wielkiej Brytanii i Indii od sprzeciwu wobec tej sprzedaży i podważania chińskich twierdzeń, że "seniorstwo" wyłącza wszelkie umowy nuklearne uzgodnione zanim państwo przystępuje do NSG. Ale ich próby naciskania na chińskich przedstawicieli biorących udział w corocznym plenarnym spotkaniu NSG w Christchurch pod koniec zeszłego miesiąca nie przyniosły żadnych rezultatów.
Rzecznik Departamentu Stanu USA Philip Crowley w zeszłym miesiącu zasygnalizował, że Stany Zjednoczone potencjalnie są zaniepokojone chińskim planem i powiedział, że "poszukują więcej informacji" od Chin na temat tego, co potencjalnie proponują, oświadczając też, że umowa wymagałaby zgody NSG.
Ale takie obawy nie wzruszyły Chinami, gdyż chińscy oficjele być może kalkulują, że Waszyngton i inni ostatecznie nie będą próbować usunąć Chin z NSG albo wziąć odwet w inny sposób jeśli sprzedaż dojdzie do skutku, bo potrzebują pomocy Pekinu w innych kwestiach z zakresu nieproliferacji nuklearnej, w tym Iranu i Korei Północnej.
W rzeczy samej, zapytany o uwagi Crowleya rzecznik chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych po prostu powiedział dziennikarzom: "Współpraca w dziedzinie cywilnej energii jądrowej między Chinami a Pakistanem jest w całkowitej zgodzie ze zobowiązaniami międzynarodowymi o nieproliferacji nuklearnej i jest całkowicie dla celów pokojowych."
Nieoficjalnie jednak chińscy eksperci nuklearni chętnie wskazują na to, co uważają za amerykańską hipokryzję w sprawie sprzedaży reaktorów, podkreślając że Stany Zjednoczone przeforsowały zwolnienie Indii z wytycznych NSG w 2008 roku. W ich opinii dostarczenie porównywalnego wsparcia nuklearnego Pakistanowi po prostu pomaga utrzymać równowagę nuklearną w Azji Południowej.
Chociaż Chiny sprzeciwiały się zwolnieniu przyznanemu przez NSG Indiom, postanowiły nie blokować decyzji, gdyż oficjele nie chcieli ryzykować alienacji Indusów w kwestii o takiej wadze dla New Delhi. Ale nie powstrzymało to Chin od skorzystania z ich "prawa" do zrewanżowania się z Pakistanem. Lecz ważne jest by zauważyć tu, że chińscy oficjele jak się wydaje nie zadali sobie trudu by uprzednio uzyskać zgodę wszystkich innych członków NSG, w przeciwieństwie do USA, które spędziły lata lobbując za swoją umową. (Umowa ta powiodła się i tak tylko dlatego, że Rosja, Francja i inne państwa także chciały sprzedawać Indiom artykuły nuklearne - nikt nie oczekuje porównywalnej pogoni za handlem nuklearnym z Pakistanem).
Zwolennicy przyznania Indiom, ale nie Pakistanowi zwolnienia z zasad NSG utrzymują, że zachowanie obu państw na polu proliferacji nuklearnej jest fundamentalnie odmienne i kładą nacisk na nienaganną historię nieproliferacji po stronie New Delhi, twierdząc że indyjska polityka wspiera zasady leżące u podstaw NPT, jeśli nie sam traktat. Zwracają też uwagę na wszechstronny system kontroli eksportu nuklearnego tego kraju, zgodność wytycznych i list eksportowych Indii z NSG i Reżimem Kontroli Technologii Rakietowej (MCTR) oraz zobowiązania New Delhi w umowie o energii nuklearnej ze Stanami Zjednoczonymi do poddania zabezpieczeniom międzynarodowym wszystkich przyszłościowych reaktorów cywilnych.
Opinia wśród rządów zachodnich na temat zarówno woli jak i zdolności Pakistanu jest zupełnie inna - i nie bez pewnych powodów. Ci, których niepokoją działania nuklearne Pakistanu mogą z łatwością wskazać, na przykład, na szkody jakie poprzez proliferację wyrządził Abdul Qadeer Khan, ojciec programu nuklearnego Pakistanu. Przed jego aresztowaniem kilka lat temu Khan kierował nielegalną siatką proliferacji nuklearnej, która sprzedawała wirówki do wzbogacania uranu, a nawet szczegółowe plany bomby atomowej, przy czym niektóre z nich mogą pozostawać w obiegu.
Tymczasem rozczarowani aktywiści na rzecz nieproliferacji nuklearnej sprzeciwiając się dalszej współpracy nuklearnej z Pakistanem zauważają, że zachowanie Chin potwierdza ich wcześniejsze obawy, iż porozumienie nuklearne między USA a Indiami stworzyłoby zły precedens dla nieproliferacji. Zezwala ono New Delhi na angażowanie się w handel nuklearny pomimo odmowy przez Indie przystąpienia do NPT, powiększając ich zapasy broni jądrowej. W ten sposób indyjska umowa skłoniła Pakistan do zwiększenia jego produkcji materiałów rozszczepialnych i sprzeciwiania się traktatowi, który wyznaczyłby limit zapasów materiałów rozszczepialnych na obecnym poziomie, co usankcjonowałoby przewagę zapasów New Delhi nad Islamabadem.
Ale w sporze o reaktor Chasma jest coś więcej niż kwestia równości między Indiami a Pakistanem - umowa ta dotyka sedna obaw o cywilną współpracę nuklearną i proliferację w Azji. Chińskie twierdzenia o potrzebie utrzymania równowagi nuklearnej między Pakistanem a Indiami odzwierciedlają wzajemnie powiązaną naturę programów nuklearnych tych 3 państw. Po rozłamie chińsko-radzieckim pod koniec lat 50-tych chińscy komuniści nasilili swoje starania o pozyskanie broni jądrowej w celu przeciwstawienia się przewadze ZSRR w siłach jądrowych i konwencjonalnych. Skonstruowanie udanej bomby atomowej przez Chiny w 1964 roku z kolei przekonało przywódców indyjskich do dążenia do broni jądrowej. Po tym jak Indie zdetonowały nieprzystosowany do przenoszenia ładunek rozszczepialny w maju 1974 roku na swoim poligonie testowym Pokhran, Chiny zaczęły w większym stopniu dzielić się materiałami i technologią nuklearną z Pakistanem, pozwalając Islamabadowi na szybką reakcję kiedy Indie w końcu zdetonowały kilka możliwych do przenoszenia głowic jądrowych w maju 1998 roku. Indyjscy decydenci powoływali się na działania Chin, w tym ich rosnące zdolności w zakresie broni jądrowej oraz transfer technologii broni jądrowej i rakiet balistycznych z Pekinu do Pakistanu, jako powody swoich testów (i w konsekwencji dali do zrozumienia, że New Delhi dążyło do uzyskania zdolności wycelowania w Chiny broni jądrowej).
Ale być może najbardziej fundamentalnym aspektem sporu z Pakistanem jest to, że tak łatwo mógłby on mieć zastosowanie do wielu innych państw azjatyckich, które mogłyby w przekonywujący sposób dążyć do broni jądrowej - jak by nie było pomyślne nabycie przez Pakistan rosnącej siły nuklearnej zachęca inne rządy do wierzenia, że one także mogłyby uzyskać arsenał nuklearny i przezwyciężyć wynikające z tego międzynarodowe potępienie.
To nie wszystko. Proliferacja nuklearna, gdziekolwiek by nie nastąpiła, zwiększa ryzyko, że nieracjonalny aktor, czy to przywódca państwa czy grupa terrorystyczna zdobędzie broń jądrową. Biorąc to wszystko pod uwagę ryzyko wystąpienia wypadków nuklearnych albo przejęcia broni jądrowej przez aktorów niepaństwowych wzrasta wraz ze wzrostem liczby państw dysponujących bronią jądrową. Obie te uwagi stosują się do Indii, Korei Północnej, Iranu i innych potencjalnych nowych państw z bronią jądrową.
Na dodatek czasami dolegliwa niestabilność polityczna Pakistanu zwiększa ryzyko upadku reżimu i w następstwie transferu pakistańskiej broni jądrowej do mniej umiarkowanego rządu, krajowych ekstremistów lub państw obcych bądź aktorów niepaństwowych takich jak międzynarodowa grupa terrorystyczna lub transnarodowa organizacja kryminalna. Im większy jest arsenał nuklearny Pakistanu tym trudniejsze staje się odpowiednie zabezpieczenie przez Islamabad całości jego broni.
Ale nie musiałoby nawet dojść do upadku reżimu by ekstremiści ewentualnie zdobyli kontrolę nad pakistańską bronią jądrową. W raporcie z 2008 roku Komisja ds. Zapobiegania Proliferacji Broni Masowej Zagłady i Terroryzmowi określa Pakistan jako "geograficzne skrzyżowanie terroryzmu i broni masowej zagłady" biorąc pod uwagę obecność tak wielu islamskich ekstremistów, z domniemanymi sympatykami w rządzie i siłach zbrojnych, w państwie z gwałtownie rosnącym arsenałem broni jądrowej.
Lecz nawet odkładając na bok kwestię broni jądrowej wpadającej w ręce terrorystów, rywalizacja nuklearna między Indiami a Pakistanem jest szczególnie niebezpieczna. Aktywne (i toczące się) spory polityczne między oboma państwami zaskutkowały w przeszłości trzema wojnami jak również licznymi konfliktami peryferyjnymi. Pakistańscy przywódcy w szczególności doszli do wniosku, że ich arsenał nuklearny odstrasza Indie od ponownego użycia swoich sił konwencjonalnych do zaatkowania terytorium pakistańskiego. W rezultacie doktryna nuklearna Pakistanu zakłada możliwe użycie broni jądrowej jako pierwsze państwo.
Niebezpieczeństwo takich napięć pogłębia fizyczna bliskość obu państw, a także opieranie się przez nie na rakietach balistycznych jako środkach przenoszenia, co oznacza, że czas wczesnego ostrzegania może wynosić zaledwie 5-10 minut. Chociaż niewiadomą pozostaje czy Indie lub Pakistan połączyły swoje głowice jądrowe z przypisanymi im systemami przenoszenia, taka ryzykowna postawa zwiększyłaby ryzyko zarówno przypadkowej jak i katalitycznej wojny (konfliktu nuklearnego między oboma rządami wywołanego przez stronę trzecią, taką jak ugrupowanie terrorystyczne).
Dorzućmy Chiny, przy Pakistanie potencjalnie postrzegającym swój własny program nuklearny jako nieadekwatny gdy Indie dążą do osiągnięcia wzajemnego odstraszania z Chinami, i cały obraz staje się bardziej skomplikowany. I jeszcze dodajmy ryzyko rozruchów politycznych na dużą skalę w Indii lub Pakistanie, które mogą wywołać niebezpieczne awanturnictwo polityczne gdy przywódcy polityczni będą starać się o zebranie poparcia wewnętrznego, i specyficzne wyzwania jakie przedstawia ten region stają się wyraźniejsze.
Faktem jest, że Azja Południowa jest szczególnie podatna na destabilizujący wyścig zbrojeń. A być może i na wojnę jądrową.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2010/07/12/south-asia%E2%80%99s-nuclear-war-risk/
Opis stosunków Pakistan-Chiny na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Pakistan,stosunki_dwustronne,Chiny
FOTO: Agencia Brasil