Czy Kreml w końcu ma dość białoruskiego prezydenta Aleksandra Łukaszenki? Ostatnie 2 miesiące stały pod znakiem wojny gazowej między Moskwą a Mińskiem i telewizyjnej bitwy na oszczerstwa między Łukaszenką a Kremlem.
Łukaszenko od dawna jest jednym z najpewniejszych partnerów Moskwy w przestrzeni poradzieckiej. Ale w ostatnich latach coraz bardziej stawał się irytantem, przymilając się do Zachodu, odmawiając uznania niepodległości promoskiewskich separatystycznych regionów gruzińskich Abchazji i Osetii Południowej i żądając zaniżonych cen na rosyjski gaz ziemny. I teraz jest coraz więcej oznak, że Kreml ma dość.
"Ojciec chrzestny"
4 lipca będąca własnością Gazpromu stacja telewizyjna NTV nadała pierwszy odcinek niepochlebnego filmu dokumentalnego o Łukaszence zatytułowanego "Białoruski ojciec chrzestny."
"Do niedawna zachodnia prasa określała Łukaszenkę 'ostatnim dyktatorem Europy'", mówi narrator gdy zaczyna się film. "Porównywał siebie zarówno do Hitlera jak i Stalina i uważa się za ojca chrzestnego wszystkich Białorusinów."
Program ten poruszył podejrzane zgony i zaginięcia białoruskich opozycjonistów pod koniec lat 90-tych, sugerując że byli ofiarami rządowego szwadronu śmierci. Zagłębiał się w życie prywatne Łukaszenki. Przypomniał widzom o miliardach dolarów wsparcia, jakiego Rosja udzieliła Białorusi.
15 lipca Łukaszenko odgryzł się, nadając w państwowej telewizji wywiad z gruzińskim prezydentem Michaiłem Saakaszwilim, zawziętym wrogiem Kremla. Saakaszwili podziękował Łukaszence za nieuznanie Abchazji i Osetii Południowej i oskarżył rosyjskie władze o prowadzenie "wojny propagandowej" przeciwko Białorusi. Przytaczając wciąż niewyjaśnione zabójstwa dziennikarki Anny Politkowskiej i obrończyni praw człowieka Natalii Estemirowej, gruziński przywódca powiedział, że Rosja nie ma prawa krytykować stanu praw człowieka jakiegokolwiek państwa.
Przepychanki były kontynuowane 16 lipca, kiedy NTV wyemitowała drugi odcinek "Białoruskiego ojca chrzestnego", który wiązał Łukaszenkę z przebywającym na wygnaniu z wyboru rosyjskim oligarchą Borysem Bieriezowskim i obalonym eks-prezydentem Kirgistanu Kurmanbekiem Bakijewem.
Popieranie opozycji
Oszczerstwa te następują po nieprzyjemnym czerwocowym sporze o ceny gazu. Ma też miejsce w momencie, gdy Łukaszenko przygotowuje się do ubiegania się o czwartą kadencję prezydencką w wyborach zaplanowanych na początek przyszłego roku.
Aliaksiej Janukiewicz, lider opozycyjnego Białoruskiego Frontu Ludowego mówi, że te filmy dokumentalne są jasnym sygnałem, że Moskwa rozważa odsunięcie Łukaszenki od władzy. I uważa, że "w każdym razie dla Rosji słaby Łukaszenko jest korzystny. Ta polityka prowadzona przez Kreml to osłabianie i osobiste upokarzanie Łukaszenki." Janukiewicz mówi, że "Ojciec chrzestny" jest tylko pierwszym z "regularnych ataków informacyjnych."
Niektórzy analitycy podkreślają jak często w filmie cytowano lidera opozycji Aliaksandra Kazulina - byłego więźnia politycznego, który rywalizował z Łukaszenką o prezydenturę w 2006 roku. Andriej Dynko, redaktor naczelny wydawanego w Mińsku białoruskojęzycznego tygodnika "Nasza Niwa" mówi, że może to być znak, iż Moskwa mogłaby życzliwie spojrzeć na nową próbę odsunięcia Łukaszenki przez Kazulina w wyborach w 2011 roku. "Generalnie myślę, że te 2 filmy dodały wiele otuchy opozycyjnym siłom politycznym, bo zobaczyły one nowe pole dla działalności", mówi Dynko. "Dostały nową nadzieję."
A może tylko ostrzeżenie?
Leonid Zaika, dyrektor mińskiego think-tanku Strategia mówi, że wydaje się, iż Kreml przygotował "dopracowaną operację" usunięcia Łukaszenki przez pozbawienie go pomocy gospodarczej i taniej energii, która utrzymuje białoruską gospodarkę na powierzchni i przez popieranie ukradkiem alternatywnych kandydatów na prezydenta.
Coup de grace, przewiduje Zaika, nastąpi jeśli Łukaszenko sfałszuje głosowanie i Moskwa przyłączy się do Zachodu w odmowie uznania prawomocności reelekcji Łukaszenki. "Jeśli Waszyngton, Bruksela i Moskwa wszystkie nie uznają wyników wyborów, wówczas sytuacja zmieni się całkowicie", mówi Zaika. "Nie muszą robić niczego innego. Nie potrzebują żadnych konspiracji. Kreml może działać prawomocnie i legalnie."
Analitycy ostrzegają jednak, że Moskwa nie podjęłaby poważnego kroku w kierunku usunięcia Łukaszenki jeśli nie byłaby pewna, że mogłaby kontrolować okres przejściowy i zainstalować uległego prezydenta w jego miejsce.
Paweł Szeremiet, analityk polityczny rosyjskiego dziennika "Kommiersant" mówi, że bardziej przekonującym scenariuszem jest, że Rosja próbuje zastraszyć Łukaszenkę by był bardziej posłuszny i okazywał Kremlowi większy szacunek. "Byłbym ostrożny z wysuwaniem dalekosiężnych konkluzji, że Moskwa ma plan zmiany reżimu na Białorusi. Jest całkiem możliwe, i widzieliśmy to już wiele razy, że może to być kampania nacisku nie po to by usunąć Łukaszenkę, ale by skłonić go do podjęcia pewnych działań na jego stanowisku prezydenta", mówi Szeremiet. "Zatrzyma swoje stanowisko, nie zostanie mu udaremnione odniesienie triumfalnych zwycięstw, ale będzie musiał zapłacić za to poczynieniem koncesji w unii celnej lub unii politycznej z Rosją."
Napisane przez Briana Whitmore'a w Pradze, z wkładem serwisów białoruskich i rosyjskich RFE/RL.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Has_Moscow_Had_Enough_Of_Belaruss_Lukashenka/2104099.html
Opis stosunków Białoruś-Rosja na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Bialorus,stosunki_dwustronne,Rosja