Gruzja powraca z niebytu
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Gruzja powraca z niebytu
Ghia Nodia RFE/RL 2010-07-23 23:50:32

W ciągu kilku ostatnich tygodni doszło do parady wysokiej rangi gości w Tbilisi i Batumi. Zaczęła się ona od sekretarz stanu USA Hillary Clinton, po której przyjechali ministrowie spraw zagranicznych Polski, Francji i Luksemburga. Przybyli też szefowa nowo utworzonej służby polityki zagranicznej Unii Europejskiej, wicepremier Ukrainy i na koniec prezydent Azerbejdżanu.

W ciągu tego samego okresu gruziński prezydent Michaił Saakaszwili zdołał odbyć nieoficjalne rozmowy ze swoimi ukraińskimi i białoruskimi odpowiednikami na Krymie. Około miesiąca wcześniej pojechał na szczyty z prezydentami Rumunii i Francji.

Minęło dużo czasu od kiedy wydarzyło się coś podobnego. W porównaniu z ostatnimi 2 latami, kiedy liczba oficjalnych wizyt w Tbilisi mocno spadła, możemy uważać ostatnie wydarzenia za coś w rodzaju "dyplomatycznego przełomu."

Większość gości nie tylko odwiedziła Tbilisi, ale zatrzymała się też w innych państwach, wśród nich w tych, które Rosja uważa za swoją "bliską zagranicę." Z tego można wnioskować, że państwa zachodnie próbują - przynajmniej na szczeblu symbolicznych gestów - akcentować, że stosunki z Moskwą nie są poprawiane ze szkodą dla sąsiadów Rosji.

Spotkania ukraińskich, białoruskich i azerbejdżańskich prezydentów z Saakaszwilim - ucieleśnieniem nieposłuszeństwa wobec Rosji - wskazują, że przywódcy ci próbują osiągnąć równowagę między ich relacjami z Rosją a innymi politycznymi wektorami.

Saakaszwili tu pozostanie

Ale zwyżka aktywności dyplomatycznej jest szczególnie istotna dla Gruzji. Fakt, że w ostatnim czasie Saakaszwili rzadko był zapraszany na szczyty i że Tbilisi przestało być popularnym miejscem spotkań na wysokim szczeblu wynika nie tylko z tego, że Zachód nie pochwalał zachowania Saakaszwiliego w sierpniu 2008 roku. Problemem było to, że nie było jasne czy będzie on w stanie przetrwać politycznie po porażce militarnej jego kraju. Albo, jeśli by mógł, czy byłby w stanie zrobić to bez uciekania się do represji politycznych i ograniczania wolności demokratycznych. Więc Zachód postanowił poczekać i zobaczyć co stanie się z Gruzją...

Ale wyniki wyborów lokalnych w maju w końcu rozjaśniły sprawy. Saakaszwili i jego partia realnie wzmocniły swoją pozycję. W rezultacie przez kolejne kilka lat wszyscy będą musieli mieć z nim do czynienia. Ponadto Saakaszwili nie tylko przetrwał, ale zrobił to bez żadnych radykalnych zwrotów. Oczywiście nie można porównywać demokracji w Gruzji ze standardami Unii Europejskiej, ale pomimo wewnętrznych napięć politycznych i egzystencjalnego zagrożenia z północy generalna dynamika idzie w kierunku poszerzania wolności demokratycznych a nie ich ograniczania.

Zostało to potwierdzone jakością wyborów lokalnych - zachodni obserwatorzy jednomyślnie podkreślili wyraźny postęp w porównaniu z poprzednimi głosowaniami, chociaż zawsze dodawali (i słusznie), że konsolidacja instytucji demokratycznych wciąż ma przed sobą długą drogę.

Chociaż wydaje się, że Saakaszwili nigdy nie odzyska statusu gwiazdy jaki miał w następstwie Rewolucji Róż, Zachód jest teraz przekonany, że jest on poważnym przywódcą, którego trzeba brać pod uwagę i z którym trzeba utrzymywać kontakty, i że Gruzja - pomimo swoich mankamentów - pozostaje regionalnym liderem pod względem rozwoju demokratycznego.

Już nie izolowana

Ale co mogą te wizyty dać Gruzji, oprócz kilku miłych słów? Oczywiste jest, że Rosja nie zamierza wycofać się z Abchazji i Osetii Południowej. Gruzja nie zostanie przyjęta do NATO lub Unii Europejskiej. Zachód nie zamierza walczyć z Rosją o suwerenność Gruzji czy nawet nałożyć sankcji gospodarczych na Moskwę.

Ale naprawdę ważna jest ta nowa dynamika. Ostatnio Stany Zjednoczone zaczęły konsekwentnie określać rosyjską obecność wojskową w Abchazji i Osetii Południowej "okupacją" - czyli Waszyngton używa najostrzejszego słowa jakie jest w leksykonie dyplomatycznym. Być może jest to związane ze zbliżającymi się wyborami w Stanach Zjednoczonych i jest reakcją na krytykę ze strony Republikanów. Ale co z tego? Słowo "okupacja" nie jest melodią, którą łatwo można wyłączyć.

Gruzja ostatnio podpisała porozumienie z Unią Europejską w sprawie złagodzenia restrykcji wizowych, ogłoszono też rozpoczęcie rozmów o porozumieniu stowarzyszeniowym. "I co z tego?", powiedzą krytycy. "Nic z tego nie wyniknie." Może i tak, ale niemniej jednak dynamika stosunków Gruzji z UE jest pozytywna.

Wszystko to można podsumować tak: przeciwnicy Gruzji (lub przeciwnicy obecnego rządu) lubili mówić, że państwo to jest izolowane i Zachód już dłużej go nie popiera; Gruzja albo musi rzucić się na łaskę zwycięzcy albo Saakaszwili musi natychmiast odejść. Po paradzie dyplomatycznej w tym miesiącu dużo trudniej jest wysuwać taki argument.


Ghia Nodia jest profesorem polityki w Ilia State University. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są jego własnymi i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.

 

Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów