Orzeczenie ws. Kosowa przyspiesza erozję europejskiego porządku
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Orzeczenie ws. Kosowa przyspiesza erozję europejskiego porządku
Fiodor Łukianow RFE/RL 2010-08-16 23:19:14

Decyzja ONZ-owskiego trybunału ws. jednostronnej deklaracji niepodległości Kosowa nie będzie miała natychmiastowych konsekwencji. Ale stała się kolejnym elementem w ogólnej erozji europejskiego porządku, która trwa od zakończenia Zimnej Wojny. A długoterminowe konsekwencje tej erozji są niemożliwe do przewidzenia.

Orzeczenie trybunału oznacza zwycięstwo polityczne dla Kosowa, aczkolwiek takie, które trudno będzie przełożyć na praktyczne korzyści. Zasadniczo nic się nie zmieniło: Kosowo pozostaje problematycznym terytorium, którego egzystencja jest utrzymywana kosztem międzynarodowych pomocodawców. Proces zdobywania uznania międzynarodowego najprawdopodobniej zostanie nieco przyspieszony, ale najwięksi gracze, którzy jak dotąd odmawiali uznania, zapewne i teraz nie będą się do tego spieszyć.

Lecz nawet jeśli Prisztina zostanie uznana przez większość państw członkowskich ONZ i Kosowo zostanie przyjęte do tej organizacji, kraj ten pozostanie de facto protektoratem międzynarodowym. Fundamentalna zmiana nastąpiłaby w przypadku, gdyby Kosowo wstąpiło do Unii Europejskiej, kiedy to Europa przyjęłaby formalne zobowiązanie utrzymania tego byłego serbskiego regionu. Ale oprócz przeszkód prawnych są i inne. Na przykład pragnienie rozszerzenia Unii Europejskiej jest ledwo widoczne, zwłaszcza kiedy mówimy o potencjalnych członkach, którzy nic nie mogą wnieść do wspólnego garnka oprócz dodatkowych utrapień.

Dla Serbii orzeczenie ws. Kosowa mogłoby się wydawać poważnym niepowodzeniem, ale faktycznie jest dla Belgradu korzystne. Z pewnością nikt, nawet wśród najbardziej zatwardziałych serbskich nacjonalistów, nie sądzi teraz, że Kosowo kiedykolwiek zostanie zwrócone. Gdyby to się wydarzyło, na pewno wciągnęłoby kraj w nową wojnę i przekreśliło jakiekolwiek nadzieje na przyszły rozwój. Prawdziwym, niewyrażonym celem rządu jest znalezienie sposobu na wycofanie roszczeń bez zniszczenia swojej własnej reputacji politycznej. Trybunał dał Belgradowi szansę na to, by zacząć mówić, że dalsza walka jest bezcelowa, bo wszystkie możliwości polityczne zostały wyczerpane; teraz jest czas na pogodzenie się z tą niesprawidliwością i pracę nad prawdziwymi priorytetami, z których najważniejszym jest integracja europejska. Stanowisko to nie przeważy od razu, ale w każdym razie łatwiej będzie teraz rządowi przerzucić odpowiedzialność za utratę Kosowa na siły zewnętrzne.

Podążanie w jednym kierunku

Wpływ decyzji ONZ-owskiego trybunału na innych graczy, którzy nie są bezpośrednio zaangażowani, jest natomiast najważniejszą z możliwych reperkusji. Orzeczenie może wzmocnić różne tendencje, które już były zauważalne w Europie. Gdy pierwsza dekada XXI wieku dobiegła końca, kilka niezależnych od siebie procesów zbiegło się w jednym punkcie i teraz razem podążają one w jednym kierunku.

Po pierwsze, co oczywiste, de facto zniesienie tabu w kwestii rewizji granic, które obowiązywało w Europie od czasu zakończenia II Wojny Światowej nie może mieć innego skutku jak stworzyć nową atmosferę. Podczas gdy rozpad byłej Jugosławii i Związku Radzieckiego mogą być uważane za katastrofy naturalne, a Czechosłowacja rozpadła się ugodowo, wydarzenia w Kosowie, Abchazji i Osetii Południowej ucieleśniają inną formę demarkacji. Taką, która jest pogwałceniem formalnych norm prawa międzynarodowego i, co najważniejsze, rezultatem fiaska starań o rozwiązanie sporów na podstawie koegzystencji narodów w państwach wieloetnicznych. Jeszcze w połowie lat 90-tych Europa konsekwentnie obstawała właśnie przy tym podejściu, zabraniając 3 społecznościom Bośni i Hercegowiny nawet myślenia o separacji.

Teraz na fali wznoszącej jest tradycyjna zasada "krwi i terytorium." I nie można wykluczyć, że w końcu weźmie ona górę w pozostałych poradzieckich konfliktach w Mołdawii (Naddniestrze) i Azerbejdżanie (Nagorny Karabach). Orzeczenie trybunału, że jednostronna deklaracja niepodległości Kosowa "nie była nielegalna" gra na rękę separatystom i ich patronom wśród wielkich mocarstw.

Ponadto rolę odgrywa reinterpretacja historii, która została zainicjowana przez państwa uważające się za ofiary reżimów nazistowskich lub sowieckich. Oczywiście, nie jest to kwestia granic, ale raczej zrównywania ze sobą zbrodni tych dwóch reżimów totalitarnych. Ale cały europejski system drugiej połowy XX wieku został oparty na wynikach II Wojny Światowej tak jak zostały one sformułowane przez zwycięskie mocarstwa w Jałcie i Poczdamie.

Porozumienia wówczas wypracowane - nawet przy całej swojej cyniczności - zatwierdzały status quo, które potem zostało potwierdzone w Helsinkach, włącznie z kwestią granic międzynarodowych. Jeśli jeden składnik tych porozumień - składnik ideologiczny - jest na nowo rozpatrywany, to dlaczego inne - w tym składnik terytorialny - miałyby być nietykalne? Nie jest przypadkiem, że prezydent Rumunii oficjalnie odmówił uznania granicy jego kraju z Mołdawią, odnosząc się do "kryminalnego charakteru" paktu Ribbentrop-Mołotow. Ani też nie jest przypadkiem, że państwa wydają paszporty mieszkańcom państw sąsiednich - praktykę tę przyjęła nie tylko Moskwa w odniesieniu do Gruzji i Mołdawii, ale też Rumunia w odniesieniu do Mołdawii i Ukrainy.

Niestabilne pojęcie

Po trzecie, paneuropejska tożsamość, która miała stopniowo przeważać nad cechami narodowymi w świadomości mieszkańców Starej Europy, nie ziściła się. Globalizacja penetruje życie nas wszystkich, dążąc do wymazania różnic etnicznych i kulturowych. I ludzie instynktownie szukają punktów oparcia - co w większości przypadków wywołuje starania o obronę tożsamości narodowej. Przejawia się to na różne sposoby, od narodzin ruchów separatystycznych, które na pozór nie mają sensu w zjednoczonej Europie bez granic, po odrzucenie obcych elementów, tak jak widzieliśmy w ostatnich kilku wyborach w Holandii. Niesłychany sukces osiągnięty przez antyislamską Partię Wolności oznacza, że ma ona szansę wejścia do rządu w jednym z najbardziej liberalnych państw w Europie.

I na koniec, globalny kryzys gospodarczy wzmógł napięcia w Europie między "dawcami" - głównie Niemcami - a "darmozjadami", którzy czekają na dawców, aż ci otworzą swoje portfele. Ale to samo dzieje się w obrębie różnych państw. Ponad 60% belgijskiej gospodarki jest ulokowane we Flandrii, zaś Katalonia stanowi około ćwierci PKB Hiszpanii. W zamian za pieniądze te bardziej zaawansowane prowincje żądają poszanowania dla ich interesów, w tym w sferze praw i autonomii. Nie jest przypadkiem, że partia separatystyczna wygrała ostatnie wybory we Flandrii, czy też że w Katalonii rozgorzała debata na temat tego, czy region ten jest "państwem."

Granice w Europie są bardzo niestabilnym pojęciem. Były stale zmieniane od chwili powstania państw narodowych w XVII wieku. Każdy okres fundamentalnych zmian w Europie był naznaczony fundamentalną rewizją kwestii terytorialnej. I nie ma powodu by sądzić, że XXI wiek będzie choć trochę inny.

Fakt, że najwyższa władza sądownicza ONZ jedynie obserwuje te procesy - kierując się raczej logiką polityczną niż prawną - zamiast próbować ich regulowania rzuca rzeczywiście mocny cień na przyszłość kontynentu.


Fiodor Łukianow jest redaktorem naczelnym "Russia In Global Affairs." Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.

 

Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.

 

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.rferl.org/content/Kosovo_Ruling_Accelerates_Erosion_Of_European_Order/2112355.html


FOTO: Flickr user Limbic


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów