Wenezuela krwawi
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Wenezuela krwawi
Marcin Maroszek mojeopinie.pl 2010-09-02 23:54:00

W wyniku presji ze strony rządu sądy wenezuelskie wprowadziły zakaz publikacji informacji i zdjęć dotyczących zaostrzającej się sytuacji wewnętrznej w kraju. Pod pretekstem ochrony dzieci przed "szkodliwymi" informacjami znacząco ograniczono wolność mediów - na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi. U źródeł konfliktu o cenzurę tkwi fakt, że Wenezuelą targa fala przemocy - fala potężniejsza niż w Ameryce Środkowej, Kolumbii, Meksyku czy gdziekolwiek na świecie.

El Nacional

Decyzją sądu z dnia 17 sierpnia b.r. zabroniono dziennikowi El Nacional publikować jakichkolwiek informacji, zdjęć czy grafik dotyczących "czynów krwawych, zbrojnych, przekazów o przemocy, agresji fizycznej, obrazów przedstawiających wojnę oraz wiadomości o trupach i poległych", które mogą mieć wpływ na psychologiczny rozwój dzieci. Zakaz ten nałożono na dziennik po tym jak ten opublikował tekst o przemocy w kraju. Artykuł uzupełniały zdjęcia z jednej z kostnic w Caracas, przedstawiające bezładnie porozrzucane po stołach i podłodze ciała. Fotografie opatrzono tytułem "zmarli bez godności".

Władzom się to nie spodobało. Doniesienia El Nacional skomentowano jako "akt rozpaczy oligarchii, która chce zatrzymać rewolucję", a opublikowane w dzienniku zdjęcia Hugo Chavez określił mianem "pornografii". Reperkusje rządu nie ograniczyły się jednak tylko do rzeczonego dziennika. Zakaz nałożony na El Nacional i ważny aż do odwołania (czyli do czasu aż władze uznają to za stosowne) rozszerzono od razu na wszystkie media drukowane - w ich wypadku jednak "tylko" na okres 30 dni. Ciekawe, że za "winę" jednej gazety postanowiono prewencyjnie ukarać wszystkie; ciekawe, że w tydzień po tym, jak przestanie obowiązywać zakaz będą mieć miejsce wybory parlamentarne…

Cenzura

Następnego dnia dziennik El Nacional na pierwszej stronie zamieścił artykuł o wprowadzonym zakazie, a w miejscu gdzie powinno być zdjęcie zostawiono puste miejsce z wielkim napisem "ocenzurowano". Tak też orzeczenie to zostało odebrane przez wszelkie niezależne organizacje dziennikarskie w Wenezueli (m.in. Bloque de Prensa, Colegio Nacional de Periodistas, Sindicato de Trabajadores de la Prensa, Circulo de Reporteros Graficos) oraz na świecie - jednogłośnie skrytykowano je jako krok uderzający w wolność mediów, wolność słowa, a tym samym w podstawy demokracji. Choć nie omieszkano również skrytykować - jak w przypadku organizacji Reporterzy Bez Granic - zdjęcia zamieszczonego przez El Nacional jako nieetycznego i nadmiernie epatującego przemocą.

Decyzję rządu (nie oszukujmy się - w Wenezueli decyzja rządu i decyzja sądu często są tym samym, a w tym wypadku na pewno) potępiły również organizacje międzynarodowe - ONZ i OPA (Organizacja Państw Amerykańskich). Uznały ją za oczywisty akt cenzury. We wspólnym komunikacie reprezentanci obu podmiotów zaapelowali do władz w Caracas o "…rewizję decyzji podjętych wobec mediów i przywrócenie pełnych gwarancji korzystania z wolności słowa".

Zrewidowane orzeczenie

Wobec zewnętrznej i wewnętrznej presji rozbrzmiałej we wszelkich kanałach medialnych już 20 sierpnia sąd częściowo zmodyfikował swe orzeczenie. Mianowicie zezwolono na publikację samych informacji o aktach przemocy, ale utrzymano zakaz zamieszczania zdjęć i grafik odnoszących się do tego tematu. Dotyczy to zarówno samego El Nacional jak i wszelkich pozostałych gazet i czasopism - znów, w tym pierwszym przypadku do odwołania, a w pozostałych na okres 30 dni. Argumentacja orzeczenia była mniej więcej taka: zrewidowaliśmy swoje postanowienie, gdyż u źródła całej afery stoi nieszczęsne zdjęcie, ergo, tylko zdjęcia powinny być zakazane, a nie informacje jako takie; wcześniej się nam po prostu pomyliło.

Problem w tym, że ani to nie przekonuje, ani nie rozwiązuje problemu. Ciągle bowiem nie wiadomo jakie zdjęcia mogą być publikowane, a jakie nie. Dał temu wyraz sam El Nacional zapytując na swoich łamach czy może na przykład zamieścić artykuł (wraz z oprawą graficzną) traktujący o śmierci młodej aktorki wenezuelskiej.

Ochrona praw dzieci?

Rząd Hugo Chaveza oczywiście od początku bronił swego stanowiska - że antyrządowa kampania prowadzona przez El Nacional obrażała godność narodową; że próbowała ukryć wysiłki rządu w celu rozwiązania kluczowych problemów kraju; że restrykcje nałożone na publikacje o przemocy "w żaden sposób nie stanowią naruszenia ani nielegalnego ograniczenia prawa do wolności słowa i informacji"; że "wręcz przeciwnie - odpowiadają na niezaprzeczalny, konstytucyjny i prawny obowiązek państwa wenezuelskiego podejmowania wszelkich niezbędnych środków w celu ochrony przyjemności i pełnego rozkoszowania się prawami dzieciństwa i młodości".

W oczywisty sposób zakaz tego typu nie jest i nie może być jednak traktowany jako prawdziwa próba ochrony praw dzieci. Rząd w Caracas się nie postarał. Nie takie przepisy, wprowadzone w nie taki sposób, w nieodpowiednim momencie. Brak jakichkolwiek sprecyzowanych i uargumentowanych warunków konstytuujących "złą" treść wywołuje tylko jedno skojarzenie - cenzura. A w efekcie może prowadzić do autocenzury. Jak określił to niezależny Bloque de Prensa Venezolano (Blok Prasy Wenezuelskiej), przedsięwzięte kroki są w efekcie aktem cenzury, który nie ma na celu ochrony praw dzieci i młodzieży, a jedynie prohibicję informacji.

W szczere intencje ekipy Hugo Chaveza każe wątpić - poza wszystkim innym - także niechlubna przeszłość w postaci prześladowania mediów opozycyjnych, a zwłaszcza RCTV (m.in. nieodnowienie licencji na nadawanie i w efekcie zamknięcie stacji) i Globovision (wielokrotne ataki słowne, prawne i siłowe na stację i jej właścicieli).

Idą wybory - zabierz mediom głos

I to jednak ginie w perspektywie zbliżających się wyborów. Tak się składa, że w tydzień po tym jak przestanie obowiązywać zakaz, 26 września będą miały miejsce wybory parlamentarne, w których Wenezuelczycy wybiorą 165 nowych deputowanych. I powoli zbliżamy się do sedna. Rząd po prostu podjął decyzję, że na najbardziej wrażliwy okres przedwyborczy opozycyjne media najlepiej będzie uciszyć. Dzięki temu szanse wygranej, a w zasadzie nie tyle szanse, co skala wygranej (w to, że strona rządowa wygra nikt chyba nie wątpi) będzie jeszcze bardziej zadowalająca. Tym bardziej jeśli zamknie się mediom usta w kluczowej kwestii - przemocy trawiącej Wenezuelę.

I właśnie doszliśmy do sedna. Zasadniczym problemem bowiem nie było i nie jest opublikowane przez El Nacional zdjęcie i informacje. Nie są nim nawet zbliżające się wybory. Problemem jest przemoc.

Krwawa Wenezuela

Nie Kolumbia, gdzie ma miejsce konflikt wewnętrzny. Nie Meksyk, gdzie wojna z narkotykami przynosi coraz to bardziej krwawe żniwo. Nie kraje Ameryki Środkowej, gdzie ostatnio zainstalowały się potężne meksykańskie narkokartele, a instytucje państwa są fatalnie słabe. To Wenezuela jest krajem latynoamerykańskim najboleśniej doświadczanym przez przemoc.

19 133 osoby - tyle według El Nacional wynosi liczba ofiar przemocy w Wenezueli w 2009 r. (oficjalne źródła rządowe podają mniejszą liczbę - ok. 13 000 osób). Dla porównania, wojna z narkotykami w Meksyku w 2009 r., o której było i jest wszędzie głośno (i dobrze!) pochłonęła "tylko" 7724 ofiary. Różnica dwuipółkrotna. A jeśli porównamy populacje obu krajów: Wenezuela - 27 milionów (40. na świecie), Meksyk - 111 milionów (11. na świecie) - wówczas różnica rośnie kilkukrotnie. Dane przytoczone przez El Nacional czynią z Wenezueli nie tylko najbardziej dotknięte przemocą państwo w regionie, ale i na całym świecie (wśród krajów, dla których takowe dane są dostępne). Ze średnią 75 zabójstw na 100 000 mieszkańców wyprzedzałaby ona Salwador (71), Honduras (67), Jamajkę (58) i Gwatemalę (52), o Kolumbii (35) czy Meksyku (14) nawet nie wspominając. Według tych samych danych Caracas (ze średnią 200-220 ofiar na 100 000 mieszkańców) jest groźniejszym miastem niż Ciudad Juarez - symbol krwawej meksykańskiej wojny narkotykowej - co jednocześnie uczyniłoby ze stolicy Wenezueli najniebezpieczniejsze miasto świata. Nie może zatem dziwić, że najwięcej Wenezuelczyków postrzega właśnie przemoc jako najważniejszy problem ich kraju.

Silny rząd, słabe państwo

Diagnoza wydarzeń ostatnich dni, tygodni w Wenezueli nie pozostawia wiele pola do manewru: rząd Hugo Chaveza, chcąc zapewnić sobie lepszą pozycję w zbliżających się wyborach, wprowadził cenzurę zamykając mediom usta na tematy dotyczące przemocy.

Umówmy się - El Nacional jest gazetą opozycyjną, przeciwną rządowi. Podobnie kilka innych tytułów (choć jest ich coraz mniej). I odczytując ich przekaz należy wziąć na to poprawkę. Nie zmienia to jednak podstawowej kwestii - rząd Hugo Chaveza wyraźnie sobie z nie radzi z przestępczością w Wenezueli.

Patrząc na Wenezuelę Hugo Chaveza najczęściej widzimy "silny" rząd. Prezydent pociąga za większość sznurków władzy - kontroluje parlament, sądy, samorządy lokalne, większość mediów, a te nieliczne opozycyjne krok po kroku ucisza. Mało kto zwraca uwagę, że pomimo owego "silnego" rządu pod względem bezpieczeństwa wewnętrznego, przestępczości i przemocy Wenezuela jest w gruncie rzeczy państwem słabym. Ani ów image silnej władzy zbudowany przez Chaveza, ani duże wydatki na armię czy rozbudowa ugrupowań paramilitarnych (oczywiście o jedynej słusznej, prochavistowskiej ideologii) tego nie zmieniają. Władze wenezuelskie po prostu nie kontrolują znacznych połaci terytorium państwa. Chodzi tu zarówno o niektóre dzielnice Caracas jak i amazońską dżunglę (czego dobrym przykładem były niedawne niedawne doniesienia o dużych zgrupowaniach kolumbijskich partyzantów z FARC i ELN przebywających na terenie Wenezueli). Potwierdzają to statystyki - o ile w 1999 r. (rok objęcia władzy przez Chaveza) średnia zabójstw wynosiła nieco ponad 30 na 100 000 mieszkańców, o tyle w ciągu dekady jego rządów urosła ponad dwukrotnie.

Jest to temat w znacznej mierze ignorowany przez media i zasługuje na szerszą analizę. Kto wie, czy w dłuższej perspektywie to właśnie nieopanowana przemoc nie stanie się zasadniczym przyczynkiem upadku niezachwianej jak dotąd władzy Hugo Chaveza?

Posłowie - krwawy region

Na marginesie opisywanych wydarzeń jeszcze jedna rzecz. Nie można nie zauważyć fatalnego wyróżnienia, jakim poszczycić się może cała Ameryka Łacińska. Z "pierwszej dziesiątki" krajów o największym odsetku zabójstw aż 9 pochodzi z tego regionu (wyjątkiem jest RPA). Czasy krwawych dyktatur minęły, przyszła demokracja i miało być lepiej, bezpieczniej. Nie jest.

 

Artykuł pochodzi ze strony mojeopinie.pl.

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.mojeopinie.pl/wenezuela_krwawi,3,1282727747

 

FOTO: Flickr user jQue communismo!



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów