W parne popołudnie w stolicy Sri Lanki, jeśli rzucisz okiem na wody Oceanu Indyjskiego z legendarnej nadbrzeżnej promenady Galle Face Green w Kolombo, możesz wypatrzyć mleczną linię gigantycznych statków handlowych w punkcie, w którym niebo zlewa się z morzem. Ten ruch oceaniczny na horyzoncie, te kreski szarej stali suną po najbardziej ruchliwym szlaku morskim na świecie, przemierzanym każdego dnia przez 100-200 statków. Jest to morski rurociąg, który umożliwia Chinom pozostawanie najszybciej rosnącą gospodarką na świecie. Jest to też widzialne wytłumaczenie hojności Chin dla Sri Lanki i centralny element wizji przyszłości tego kraju.
Sri Lanka, mała wyspa o kształcie łzy u stóp Indii, zawsze zajmowała specjalne miejsce w sercach globalnych strategów. We wcześniejszych stuleciach portugalscy, holenderscy i brytyjscy najeźdźcy kolonialni dążyli do zagarnięcia jej bogactw, ale pożądali też wyspy ze względu na jej lokalizację. Teraz, w wieku który może należeć do Chin, to właśnie Pekin kieruje swój wzrok na państwo wcześniej znane jako Cejlon.
Zainteresowanie Chin zostało serdecznie odwzajemnione przez władze Sri Lanki, które widzą w objęciach Pekinu klucz do dobrobytu w momencie gdy Zachód wymaga nieznośnych standardów praw człowieka w zamian za swoje szczodrości. Podczas gdy Zachód dziś wycofuje się z preferencyjnego traktowania handlu ze Sri Lanką, podając za powód brak współpracy ze śledztwami dotyczącymi praw człowieka, Pekin z radością poszerza swoją obecność. W zeszłym roku Chiny stały się największym inwestorem finansowym na Sri Lance i poziom współpracy zwiększa się z każdym dniem. Chińscy przedsiębiorcy i fachowcy są regularnie obecni w hotelach Kolombo, a delegacje rządowe składają częste wizyty. Chiny pozwalają Sri Lance rozwijać jej gospodarkę, natomiast Sri Lanka zapewnia Chinom kluczową, strategiczną pozycję na Oceanie Indyjskim - która może przekształcić się w polityczny, a nawet quasi-wojskowy sojusz.
Sri Lanka stała się jednym z koralików w chińskim tak zwanym "sznurze pereł", czyli serii portów między Zatoką Perską a Chinami, które chronią chińskich szlaków handlowych i tworzą fundament dla ewentualnej serii baz szybko rozrastającej się chińskiej marynarki. W celu uzyskania przez Chiny dostępu do bliskowschodniej ropy, która napędza tłoki jej gospodarki, frachtowce przewożące ropę muszą przeciąć wody Zatoki Perskiej, żeglować w zasięgu wzroku od brzegów Sri Lanki i okrążyć Azję Południowo-Wschodnią dopóki nie dotrą do chińskiego portu. Podobnie chiński eksport przeznaczony dla Europy musi podążać tym szlakiem w drugą stronę, mijając Sri Lankę w drodze do Morza Czerwonego, Kanału Sueskiego i Morza Śródziemnego. Frachtowce kierujące się na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, gdzie nienasyceni amerykańscy konsumenci pożerają wręcz chińskie produkty, kontynuują podróż przez Ocean Atlantycki.
Chińska obecność na Sri Lance stała się nieunikniona. Prężne stosunki dwustronne nie są niczym nowym, ale więzi te zostały znacznie wzmocnione od kiedy prezydent Sri Lanki Mahinda Rajapaksa objął urząd 5 lat temu, a jeszcze bardziej od kiedy jego siły odniosły prawdopodobnie decydujące zwycięstwo w wojnie przeciw separatystycznej LTTE, Tygrysom Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu.
To zwycięstwo militarne przeciw organizacji, która popełniła akty nadzwyczajnej brutalności było gorąco oklaskiwane przez Syngalezów stanowiących większość na Sri Lance - jak również przez dużą część mniejszościowych Tamilów, którzy byli przerażeni ekstremalnymi metodami Tamilskich Tygrysów i z westchnieniem ulgi przyjęli koniec wojny. Ale zwycięstwo osiągnięto przy straszliwym koszcie dla cywilów.
Gdy kontrowersyjna końcowa ofensywa nieubłaganie posuwała się naprzód w zeszłym roku Chiny zablokowały starania o skierowanie sprawy do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Ale Chiny już wiele lat wcześniej były na drodze do zawiązania sojuszu ze Sri Lanką. W 2007 roku, kiedy Waszyngton wstrzymał bezpośrednią pomoc wojskową dla Kolombo z powodu sytuacji praw człowieka, Chiny szybko wypełniły lukę, dostarczając nowej, potężnej broni, która uczyniła decyzję Ameryki nieistotną. Chińska broń odegrała ważną rolę w końcowym sukcesie rządu przeciwko LTTE w 2009 roku.
Sri Lanka oparła się presji międzynarodowej by otworzyć się na śledztwa dotyczące tego, co wydarzyło się podczas końcowych miesięcy wojny, kiedy setki tysięcy cywilów zostały wysiedlone, a kolejne tysiące jak się uważa zostały zabite. ONZ rozpoczęła takie śledztwo, wysuwając zarzuty, że około 7 tysięcy cywilów zginęło gdy walki osiągnęły końcowy punkt kulminacyjny.
W celu wywarcia presji na Kolombo by zezwolono na zbadanie możliwych zbrodni wojennych Unia Europejska w lutym zagroziła cofnięciem statusu handlu uprzywilejowanego. Groźba ta nie zdołała zmienić stanowiska rządu i w sierpniu Sri Lanka utraciła preferencje celne na podstawie unijnego tak zwanego Generalnego Systemu Preferencji Plus.
Sri Lanka pozostaje niepokorna w obliczu presji Zachodu po części dlatego, że pomoc Chin łagodzi ból. Władze mówią, że kraj ten otrzymał od Chin w 2009 roku 1,2 miliarda dolarów w formie grantów, pożyczek i kredytów, co stanowiło większość z tego, co Sri Lanka otrzymała w zeszłym roku i czyniło Pekin zdecydowanie największym pomocodawcą wśród państw i organizacji wielostronnych.
Chińskie fundusze zbudowały błyszczące centrum konferencyjne koło lotniska, ale najważniejszym projektem dla obu państw jest ten, który jest w trakcie budowy na południu wyspy. Głębokomorski port Hambantota, którego pierwsza faza została niedawno ukończona, jest jednym z największych portów w chińskim sznurze pereł. Jego głębokość wynosząca 55 stóp czyni go jednym z najgłębszych w regionie. To wspólne przedsięwzięcie, którego spodziewany koszt to 1,5 miliarda dolarów, da Chinom miejsce do dokowania ich najbardziej masywnych statków i stwarza Sri Lance szansę zwiększenia jej pozycji w międzynarodowym transporcie morskim. Sri Lanka dąży do przyciągnięcia dużych statków podróżujących między Azją a Zachodem by korzystały one z tego portu w celu uzupełniania paliwa i konserwacji.
Wśród innych chińskich projektów na Sri Lance jest duża elektrownia w mieście Norochcholai z kosztem 1,35 miliarda dolarów, finansowana przez Exim Bank of China. Pierwsza faza elektrowni już została uruchomiona. Chiny są też zaangażowane w szereg kluczowych i kosztownych projektów budowy dróg, w tym drogi która skróci czas podróży między Kolombo a głównym lotniskiem w Katunayake do około 20 minut. Obecnie zajmuje to 1-2 godziny, zależnie od nieprzewidywalnego natężenia ruchu w stolicy.
Dla Sri Lanki koniec wojny z Tamilskimi Tygrysami oznacza nową erę. Presja Zachodu by spojrzeć wstecz na to, co wydarzyło się podczas konfliktu, lub na koszt jaki cywile zapłacili za to zwycięstwo, jest uważana przez rząd za afront wobec jego suwerenności i niepotrzebne odgrzewanie koniecznej wojny. Zamiast patrzeć wstecz rząd woli patrzeć w przyszłość. A dużą część przyszłości można dostrzec z brzegów kraju, gdzie wielkie chińskie statki jako małe kropki na horyzoncie symbolizują nowe możliwości dla Sri Lanki.
Frida Ghitis jest niezależnym komentatorem spraw światowych i redaktorem World Politics Review. Jej cotygodniowy felieton World Citizen jest publikowany co czwartek.
Copyright World Politics Review
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.worldpoliticsreview.com/articles/6315/world-citizen-sri-lanka-china-form-strategic-shield-against-the-west