Pierwsze i drugie morderstwo Georgija Gongadze
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Pierwsze i drugie morderstwo Georgija Gongadze
Serhij Hrabowski RFE/RL 2010-09-23 23:23:09

Cała epoka minęła od zniknięcia i zamordowania 10 lat temu ukraińskiego dziennikarza Georgija Gongadze. Era byłego prezydenta Leonida Kuczmy, za której powstały tajne jednostki oficerów ministerstwa spraw wewnętrznych (tak zwane „orły Krawczenki”, które rozprawiały się z przeciwnikami reżimu w nielegalny i często śmiertelny sposób) również przeminęła.

Kuczmaizm zaczął się na Ukrainie w 1994 roku. Wówczas w tajemniczych okolicznościach zaginął przewodniczący Ukraińskiego Związku Adwokatów. Później nastąpiły kolejne enigmatyczne zgony, które pozostają niewyjaśnione do dnia dzisiejszego: byłego prezesa Banku Narodowego Wadyma Hetmana, lidera opozycji Wiaczesława Czornowiła, biznesmena i deputowanego Jewhena Szczerbana i wielu innych. Prominentni politycy, parlamentarzyści, dziennikarze – niektórzy ginęli w dziwnych wypadkach drogowych, inni byli mordowani, a jeszcze inni pozornie odbierali sobie życie.

A potem – Gongadze. Niestety, nie był on ostatnim na tej liście martwych. Później nastąpiły inne niewyjaśnione zgony. Dziennikarz Ihor Aleksandrow został pobity na śmierć kijami bejsbolowymi; dwóch innych członków parlamentu przepadło w wypadkach samochodowych, tak jak szef ukraińskiej państwowej firmy eksportu broni. I prawie jako kulminacja, kiedy Kuczma w końcu zszedł ze sceny, kolejna dziwna śmierć: samobójstwo (jak oficjalnie orzekł prokurator generalny Ukrainy) byłego ministra spraw wewnętrznych Jurija Krawczenki. Dwoma strzałami w głowę.

Nastąpiła era Wiktora Juszczenki. Podczas jego kadencji przestało dochodzić do tajemniczych zgonów. Na początku swojej prezydentury Juszczenko ogłosił, że morderstwo Gongadze zostało rozwiązane – i na pewien sposób tak było. Faktyczni zabójcy zostali osądzeni i wsadzeni do więzienia. Ale nazwiska tych, którzy wydali rozkaz zabójstwa pozostają tajemnicą. Owa tajemnica została rozwiązana dopiero 10 lat później, kiedy urzędnicy wskazali na byłego ministra spraw wewnętrznych Krawczenkę jako winowajcę.

Georgij Gongadze nie był męczennikiem w służbie wolności słowa jak chcieliby niektórzy. Był ukraińskim dziennikarzem – dojrzałym, doświadczonym, zahartowanym i równocześnie nieco romantycznym. Na poważnie jednak traktował swoją pracę.

Gongadze wyróżniał się z dziennikarskiego tłumu ośmielając się zadawać niewygodne pytania. Pamiętam program telewizyjny, podczas którego Kuczma odpowiadał na pytania dziennikarzy. Wszyscy oprócz jednego zadawali grzeczne pytania, które nie denerwowały prezydenta. Tym, który tego nie robił był Georgij Gongadze. Jest wysoce nieprawdopodobne by Kuczma mógł zapomnieć o tamtym epizodzie. Kiedy później twierdził, że nie wiedział nawet kim był Gongadze, ukraiński prezydent ewidentnie nie mówił prawdy.

Gongadze stworzył pierwszą popularną i wpływową stronę internetową na Ukrainie, „Ukraińską Prawdę.” Jest wiele plotek co do tego kto finansował początkowy projekt, ale plotki te są bez znaczenia. Ważne jest to, że nie były to fundusze kryminalne. Gdyby tak było, stałoby się to najzupełniej oczywiste w pierwszych dniach po zniknięciu Gongadze.

Sytuacja mediów na Ukrainie jest taka, że znakomita większość dziennikarzy musi trzymać się gustów i politycznych inklinacji właścicieli mediów, w których pracują. Ukraińskie media nie służą konsumentowi ani reklamodawcom, lecz ich sponsorom, którzy zaspokajają finansowe potrzeby mediów w zamian za określoną linię polityczną lub promowanie ich interesów biznesowych.

To były zasady, do których Gongadze musiał stosować się w swojej pracy. Jednak gdziekolwiek pracował, stwarzał sobie pewną swobodę poczynań.

„Nie ma osoby, nie ma problemu”

Było tak z jego „Ukraińską Prawdą”, która wkrótce po pojawieniu się okazała się być oazą wolnej myśli. I to nie tylko wolnej myśli, lecz inteligentnej wolnej myśli i intelektualnych wyzwań. Sama natura internetu sprzyjała otwartej, swobodnej komunikacji, która 10 lat później wciąż wymyka się próbom władz i oficjalnych komentatorów by ją ukrócić.

Tak czy inaczej, praca Gongadze kogoś wkurzyła. W tamtych czasach łatwo było rozprawić się z gazetą opozycyjną – po prostu nieoficjalnie zabraniało się firmie drukarskiej drukowania tej gazety. Gdyby gazeta akurat miała swój własny oddział drukarski, zamykało się go po inspekcji. Jakieś naruszenie prawa łatwo można było znaleźć. A jeśli nie można było, łatwo można było je sfabrykować.

Ze stacją telewizyjną lub radiową rozprawić się było jeszcze łatwiej. Po prostu odbierało się im częstotliwości. Ale internet? Ci, którzy chcieli „zneutralizować” Gongadze obrali najbardziej skuteczną drogę, taką którą dyktuje stalinowska formuła „nie ma osoby, nie ma problemu.”

Według ukraińskiego prokuratora generalnego, około 13-14 września 2000 roku minister spraw wewnętrznych Krawczenko nakazał szefowi Departamentu Śledztw w ministerstwie, generałowi Ołeksijowi Pukaczowi zabić Gongadze. Wieczorem 16 września Gongadze został zabrany samochodem przez Pukacza i inne siły ministerstwa i 17 września zaraz po północy został zabity. Jego ciało zostało zakopane w lesie, a jego głowa, którą Pukacz osobiście odciął, została zakopana w innym obszarze zalesionym.

Podczas pierwszych tygodni po zaginięciu Gongadze wśród innych dziennikarzy przeważał pewien sceptycyzm. Wszyscy czuli, że jego mordercy nigdy nie zostaną odnalezieni, nie mówiąc o tych, którzy wydali rozkaz jego zabicia. Ale sprawa nabrała własnego życia: sprawa Gongadze stała się symbolem bezprawia reżimu i walki przeciwko temu reżimowi.

Jest w tej sprawie wiele pytań, które nie doczekały się odpowiedzi, pomimo starannie przygotowanych wniosków prokuratora generalnego; pytań, które jak się wydaje mogłyby znaleźć odpowiedź podczas procesu Ołeksija Pukacza. Oczywiście, jeśli proces ten będzie otwarty, co jak dotąd nie jest pewne. Żadne inne wysoko postawione osoby nie są wymienione z nazwiska w akcie oskarżenia wydanym przez prokuratora generalnego.

Jednak według „Ukraińskiej Prawdy” zeznania Pukacza przed prokuratorem generalnym wspominają o obecnym przewodniczącym parlamentu Wołodymyrze Łytwynie (który wówczas był szefem sztabu Kuczmy) i gubernatorze okręgu winnickiego Mykole Dżydze (wówczas wiceministrze spraw wewnętrznych).

Pukacz twierdzi, że wkrótce po zabiciu Gongadze był w biurze ministra spraw wewnętrznych, gdzie Krawczenko rzekomo przedstawił go Łytwynowi mówiąc: „To jest nasz kolega, który osobiście zajął się Gongadze.” Krawczenko podobno poklepał też Pukacza po plecach, zwrócił się do Łytwyna i powiedział: „Powiedzcie prezydentowi, że będziemy wykonywać wszystkie jego instrukcje.”

Pukacz utrzymuje, że nie tylko Łytwyn i Dżyga wiedzieli o morderstwie, ale także Kuczma i szef ukraińskiej służby bezpieczeństwa Leonid Derkacz. Łytwyn zaprzecza jakoby kiedykolwiek spotkał się z Pukaczem.

17 września był ostatnim dniem, kiedy można było oskarżyć kogoś o wydanie rozkazu zamordowania Gongadze, z powodu przepisów o przedawnieniu. Jeśli to się nie wydarzyło, morderstwo ujdzie winnym na sucho.

I bardzo możliwe, że to dlatego śledztwo ciągnęło się przez te 10 lat. Ci, którzy wykonali czyn będą ukarani, ale prawdziwi pomysłodawcy zbrodni pozostaną w cieniu. Być może nie jest przypadkiem, że całą winą obarcza się Krawczenkę, człowieka który rzekomo odebrał sobie życie dwoma strzałami w głowę. Gongadze nigdy nie napisał nic o Krawczence; natomiast pisał bardzo dużo o innych ludziach wspominanych w zeznaniach Pukacza.

Być może pewne zakulisowe szczegóły wyjdą na jaw podczas procesu Pukacza, przy założeniu że będzie otwarty dla opinii publicznej – i przy założeniu, że pozwanemu w nieodpowiednim momencie nie przydarzy się wypadek lub samobójstwo.

Ale być może najistotniejszym rezultatem zabójstwa Gongadze jest mobilizacja dziennikarzy i ogólnie społeczeństwa ukraińskiego we wspólnej obronie wolności słowa. Po „pomarańczowej rewolucji” z 2005 roku były poważne osiągnięcia w zabezpieczaniu tej wolności, ale teraz wiele z nich jest zagrożonych całkowitym ich cofnięciem. Jeśli tendencje, które widzimy obecnie na Ukrainie staną się status quo, to umrze cała sprawa którą reprezentował Gongadze. Zostanie zamordowany po raz drugi.


Serhij Hrabowski jest bazującym w Kijowie pisarzem i wieloletnim współpracownikiem Serwisu Ukraińskiego RFE/RL. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.

 

Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.

 

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.rferl.org/content/The_First_And_Second_Murders_Of_Georgiy_Gongadze/2161488.html


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów