Irak, Afganistan i Pakistan są prawie niewidoczne w amerykańskiej kampanii prezydenckiej. Sytuacja ta może się nie utrzymać.
Gorączka sezonu wyborów prezydenckich w USA oznacza, że wojny w Afganistanie, Pakistanie i Iraku są słabo relacjonowane w lokalnych mediach. Ale w tych państwach – i gdzie indziej – dzieje się wiele rzeczy, które wpłyną na ukształtowanie programu nowego rezydenta Białego Domu w styczniu 2009 roku.
Porażki w Afganistanie
Reżim Talibów w Kabulu został obalony w listopadzie 2001 roku. Ponad 6 lat później rząd Hamida Karzai kontroluje zaledwie 30% kraju (według Michaela McConnella, dyrektora wywiadu narodowego USA). Większość kraju jest w rękach watażków i innych lokalnych przywódców, a 1/10 we władaniu Talibów. W 2007 roku przemoc polityczna przyniosła śmierć ponad 6,5 tysiąca osób w Afganistanie, co jest najwyższym rocznym bilansem od inwazji w październiku 2001 roku (zobacz Pamela Hess, „Karzai Controls a Third of Afghanistan”, Associated Press, 27 lutego 2008 roku). Liczba ta zawiera 480 cywilów zabitych przez rebeliantów i 360 zabitych przez siły USA lub NATO (większość z nich w atakach powietrznych).
Zarówno częstotliwość jak i zaawansowanie rebelianckich ataków bombowych również wzrosły. Zauważalna jest tendencja do używania nowoczesnych materiałów wybuchowych takich jak C4, tj. metody działania wypracowanej przez rebeliantów w Iraku i następnie sprowadzonej do Afganistanu (zobacz Jason Straziuso, „Afghan Insurgents Step Up Attacks With More Lethal Bombs”, Boston Globe, 22 lutego 2008 roku). Trend ten potwerdza obawy wielu analityków w ostatnich 5 latach, że Irak stał się dżihadystowską strefą szkolenia bojowego, produkującą nową generację młodszych bojowników, którzy uzyskali doświadczenie przeciw dobrze wyposażonym wojskom amerykańskim w środowisku miejskim. Ruch al-Qaidy zyskuje dużo więcej korzyści z tego doświadczenia niż mudżahedini, jego islamscy poprzednicy, którzy walczyli przeciw kiepsko umotywowanym wojskom radzieckim w Afganistanie w latach 80-tych.
Milicje Talibów korzystają też z rozkwitu upraw opium (obszar upraw wzrósł o 17% w 2007 roku). Afganistan obecnie dostarcza 93% światowej produkcji, a przeważająca część opium jest uprawiana w Helmandzie i innych południowych prowincjach, które w największym stopniu znajdują się pod wpływem Talibów (zobacz Anne Gearan, „US Clout in Afghanistan Slips”, Associated Press, 2 marca 2008 roku). Produkcja opium, heroiny i morfiny przyczynia się do wzrostu przestępstw związanych z narkotykami u sąsiadów Afganistanu: sam Iran ma 1,3 miliona biorców opiatu (w porównaniu z 3,8 miliona w całej Europie); nadużywanie narkotyków wyraźnie wzrosło w Iraku; są też negatywne efekty w Pakistanie oraz znaczący wzrost konfiskat narkotyków w Tadżykistanie, Uzbekistanie i innych państwach Azji Środkowej (zobacz Stephen Fidler, „UN Alarm at Spread of Afghan Opium”, Financial Times, 5 marca 2008 roku).
Obawy o Pakistan
Pogarszająca się sytuacja w Afganistanie skłania amerykańskich planistów wojskowych do skupienia większej uwagi na zachodnim Pakistanie, którego części stały się faktycznie wolnymi strefami dla Talibów i innych milicji. Pentagon pragnie nasilić trening armii pakistańskiej, lecz plan ten stał się problematyczny z powodu nierozstrzygniętej sytuacji politycznej w tym kraju w kontekście wyborów z 18 lutego 2008 roku. Jeszcze bardziej kontrowersyjna w Pakistanie jest jednak zdolność amerykańskich agencji rządowych do utrzymywania tam własnych jednostek bojowych. Uderzającym rozciągnięciem tej swobody militarnej jest rozmieszczenie uzbrojonych samolotów bezzałogowych Predator, które zostały użyte przy co najmniej dwóch okazjach przeciw domniemanym przywódcom al-Qaidy i Talibów (zobacz „The Pakistan-Afghanistan abyss”, openDemocracy, 4 stycznia 2008 roku).
Próbując zwiększyć swoje możliwości w Pakistanie, Waszyngton jest ponownie zaniepokojony chęcią władz pakistańskich do wznowienia porozumień pokojowych w obszarach granicznych (zobacz Isambard Wilkinson, „US Concern Over Pakistan Deal With Militants, Daily Telegraph, 1 marca 2008 roku). Ostatnia z wielu takich umów została zawarta w jednym z bastionów Talibów, Północnym Waziristanie. Niebezpieczeństwem dla USA jest to, że rebelianci mogą wykorzystać bezpieczeństwo zapewnione tymi porozumieniami do przeprowadzenia ataków wzdłuż kluczowych szlaków zaopatrzeniowych łączących port Karaczi z wojskami amerykańskimi (i sojuszników NATO) w Afganistanie (zobacz „A Pakistani dilemma”, openDemocracy, 15 listopada 2007 roku).
Obawy te wzmacnia nieustanna przemoc w zachodnim Pakistanie po wyborach. Przytoczyć można 4 przykłady: 25 lutego generalny chirurg armii zginął w zamachu samobójczym w pilnie strzeżonym garnizonowym mieście Rawalpindi; 1 marca 38 osób zostało zabitych w Mingorze w dolinie Swat, na pogrzebie policjanta poległego w operacji w dniu poprzednim; 2 marca co najmniej 39 osób zginęło w ataku na tradycyjne spotkanie plemienne w regionie Darra Adam Kheil; zaś 4 marca 4 osoby zginęły w ataku dwóch zamachowców-samobójców na akademię morską w Lahore.
Warto tu wspomnieć, że determinacja USA do wykorzystania potęgi lotniczej, samolotów bezzałogowych i pocisków samosterujących w kampanii przeciw bojownikom islamskim została raz jeszcze rozciągnięta na Somalię, gdzie konflikt trwa z dala od uwagi większości światowych mediów. Odpalony z morza [3 marca – przyp. SM] pocisk samosterujący Tomahawk został wycelowany w domniemaną grupę bojowników w odległej wsi na południu kraju. Przedstawiciele USA mówili o powiązaniu z al-Qaidą, ale według lokalnych źródeł wśród 6 zabitych i 10 rannych znaleźli się cywile (zobacz Edmund Sanders, „U.S. Missile Strike in Somalia Kills 6”, Los Angeles Times, 4 marca 2008 roku).
Trendy w Iraku
W Iraku aktualne trendy sugerują, że wpływ amerykańskiego „przypływu” („surge”) militarnego zainicjowanego w lutym 2007 roku zaczyna słabnąć. Liczba ofiar wśród żołnierzy amerykańskich w grudniu 2007 roku była bardzo niska, ale zwiększyła się mocno w styczniu i lutym 2008 roku. Wzrost ofiar wśród irackich cywilów był jeszcze większy; dane irackiego ministerstwa zdrowia donoszą o 36-procentowym wzroście śmierci cywilów pomiędzy pierwszymi dwoma miesiącami tego roku, co potwierdzają też dane niezależnego Iraq Body Count (zobacz Paul Tait, „Iraq Casualties Rise Again After Qaeda Bombs”, Reuters, 1 marca 2008 roku).
Dwa kolejne istotne lecz rzadko zauważane wydarzenia w Iraku są godne odnotowania: coraz bardziej nieodpowiedni system przetrzymywania podejrzanych, w ramach którego USA więzią dziesiątki tysięcy domniemanych rebeliantów; oraz rosnąca frustracja niektórych z sunnickich milicji sponsorowanych przez wojsko amerykańskie (faktycznie jako najemników) celem atakowania grup powiązanych z al-Qaidą.
W pierwszej kwestii, oprócz 26 tysięcy więźniów przetrzymywanych przez władze irackie, 24 tysiące osób zostało zatrzymanych przez siły amerykańskie w serii przepełnionych obozów, w tym (nawet po rzekomym zamknięciu w roku 2007) w więzieniu Abu Ghraib (zobacz Solomon Moore, „Thousands of New Prisoners Overwhelm Iraqi System”, New York Times, 14 lutego 2008 roku). Z amerykańskiej perspektywy przetrzymywanie tak dużej ilości więźniów jest integralną częścią „the surge” i kluczowym aspektem kontrolowania partyzantki, przypisywanej głównie wpływom al-Qaidy i stąd będącej manifestacją terroryzmu międzynarodowego. Spojrzenie z perspektywy irackich sunnitów jest całkowicie odmienne – że są to ludzie nielegalnie przetrzymywani przez mocarstwo okupacyjne podczas działania przeciw tej okupacji. Te 24 tysiące osób ma co najmniej 20 razy tyle członków rodzin i bliskich przyjaciół i wielu z nich będzie dalej zantagonizowanych tym, co przydarzyło się jednemu z nich.
W drugiej kwestii, są niepokojące sygnały, że sunnickie siły ochotnicze, uzbrajane i opłacane przez USA by powstrzymać elementy al-Qaidy, nie są niezawodnymi i stabilnymi „sojusznikami” (zobacz Sudarsan Raghavan i Amit R Paley, „Sunni Forces Losing Patience with U.S.”, Washington Post, 28 lutego 2008 roku). Około 80 tysięcy sunnitów zwerbowanych i rozlokowanych w ramach tej taktyki stało się kluczową częścią strategii „the surge”; ale ich powiązania z amerykańskimi patronami są instrumentalne. Zdominowany przez szyitów rząd centralny w większości opiera się ich integracji z iracką armią lub siłami policyjnymi, gwarantując tym samym, że wielu członków tych milicji będzie miało niewiele perspektyw długoterminowego zatrudnienia po wykonaniu ich aktualnego zadania. Tak więc, niezależnie od ich krótkoterminowej użyteczności, sunnickie grupy ochotników mogą w dłuższym okresie czasu reprezentować dużą kohortę młodych mężczyzn z przeszkoleniem wojskowym i doświadczeniem, ale bez lojalności wobec nowych irackich instytucji państwowych.
Wizyta w Iraku Mahmuda Ahmadinejada w dniach 2-3 marca 2008 roku – pierwsza ze strony irańskiego przywódcy po 1979 roku, przed wojną między oboma państwami w latach 1980-88 rozpoczętą przez Saddama Husajna – ma więc miejsce w delikatnym momencie. Bliskie historyczne i religijne więzi między szyickim Irakiem i szyickim Iranem stanowią tu ważną część tła, ale bardziej znacząca w obecnych warunkach politycznych jest obawa wielu sunnitów, że skonsolidowane stosunki z Iranem najpewniej dalej osłabią ich wpływy wewnątrz irackiego rządu. Wewnętrzna równwaga polityczna w Iraku – odwierciedlona również faktem, że Ahmadinejad został powitany przez kurdyjskiego prezydenta Iraku Jalala Talabaniego – pozostaje kwestią intensywnych negocjacji i kalkulacji wśród grup ubiegających się o wpływy i władzę; a sunnicki Irak jest w centrum tego procesu.
Globalne narracje
W szerszym kontekście, fundamentalną rzeczywistością jest to, że Irak jest (i tak jest postrzegany zarówno wewnątrz i na zewnątrz kraju) pod obcą okupacją. Ta narracja jest nieustępliwą przeciwwagą dla narracji emanującej z Waszyngtonu (zwłaszcza, choć nie wyłącznie, z kręgów neokonserwatywnych): że po pięciu trudnych latach transformacyjne zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki.
Polityczna i medialna siła narracji „zwycięstwa”, wraz z jej bezlitosną selektywnością uwagi, sprawia że może ona przetrwać kolejne 8 miesięcy i elekcję nowego prezydenta USA. Jednocześnie zakres i głębia problemów wielu teatrów wojny z terrorem – Afganistanu, Pakistanu, Somalii, Iraku, Libanu i innych – mogą okazać się na tyle nieuleczalne, że wspólnie rozwieją ten miraż. Pewnym jest to, że następny prezydent – kimkolwiek on lub ona będzie – stawi czoła daleko poważniejszym problemom, niż Waszyngton obecnie wydaje się zdolny rozważać.
Artykuł pochodzi ze strony
openDemocracy i został opublikowany na licencji Creative Commons.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.opendemocracy.net/article/conflicts/global_security/war_over_there
Opis konfliktu w Afganistanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj_start.php?xkraj_stos=Konflikt&kraj=Afganistan&typ=problemy
Opis konfliktu w Iraku na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj_start.php?xkraj_stos=Konflikt&kraj=Irak&typ=problemy