Czy Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza przejmuje Pekin? Poglądy konfrontacyjnie nastawionych oficerów coraz częściej stają się polityką Chin.
W ostatnich miesiącach - a zwłaszcza od zeszłego grudnia - Chiny prowadzą coraz bardziej asertywną politykę zagraniczną. Równocześnie wysocy rangą oficerowie i pułkownikowie publicznie czynią prowokacyjne komentarze na tematy normalnie uważane za wyłączną odpowiedzialność cywilnych urzędników kraju. Na przykład w marcu kontradmirał Yin Zhuo przedstawił stanowisko w sprawie Arktyki, które jest rozbieżne ze stanowiskiem ministerstwa spraw zagranicznych.
Ponadto doszło do zalewu niezwykle wrogich publicznych komentarzy ze strony oficerów wojskowych, zwłaszcza na temat ich pragnienia by stanąć do walki z Ameryką. Na przykład w lutym chiński pułkownik Meng Xianging obiecał "walkę wręcz z USA." Tymczasem generał dywizji Yang Yi w tym samym miesiącu powiedział, że Chiny "muszą ukarać USA... musimy sprawić, by ich zabolało."
W pewnym okresie wojsko chińskie było organicznie powiązane z partią komunistyczną. To Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza (PLA) zainstalowała komunistów w Pekinie, jak by nie było. Mao Zedong i Deng Xiaoping, dwaj pierwsi przywódcy republiki ludowej, byli oficerami wojskowymi. Jiang Zemin i Hu Jintao, ich dwaj następcy, są natomiast cywilami i to doprowadziło do tego, co Michael Kiselycznyk i Phillip Saunders nazywają "rozwidleniem elit cywilnych i wojskowych."
Wyniesienie Jianga do najwyższego stanowiska, wkrótce po masakrze na Tienanmen, wyznaczało początek okresu gwałtownego spadku wpływów wojskowych. Za jego rządów widać było coraz mniej generałów i admirałów piastujących stanowiska w czołowych organach partii komunistycznej. Na przykład żaden oficer wojskowy nie służył w Politbiurze Komitetu Centralnego, wierzchołku władzy politycznej w Chinach, od 1997 roku. Chociaż wszyscy starsi oficerowie byli członkami partii i tworzyli potężny blok polityczny podczas rządów Jianga, nie mieli władzy jaką posiadali ich poprzednicy w erach Mao i Denga.
Wówczas to PLA tworzyła i unicestwiała władców Chin. To armia przywróciła porządek podczas trwającej dekadę Rewolucji Kulturalnej. Po niej dowództwo dwukrotnie zdecydowało kto będzie rządził republiką ludową. Najpierw marszałek Ye Jianyang pozbył się ultralewicowego Gangu Czworga w październiku 1976 roku, a ostatecznie zapewnił dojście do władzy Dengowi Xiaopingowi. Po drugie, generałowie poparli Denga i nakazali swoim wojskom odbicie kraju z rąk tłumu na Placu Tienanmen podczas pekińskiej wiosny 1989 roku. Te incydenty wzmocniły percepcję w społeczeństwie, że to PLA jest najwyższym arbitrem w twardej grze jaką jest chińska polityka.
Od czasu Tienanmen cywilni władcy zdołali uniknąć zagrażających reżimowi niepokojów społecznych, a zatem nie musieli polegać na generałach by utrzymać się przy władzy. Jednak nie udało im się całkowicie uniknąć podziałów w łonie ich samych. W rezultacie wojskowe dowództwo zdobyło wpływy w Pekinie od połowy obecnej dekady.
Od połowy 2004 roku Hu Jintao zabiegał o wsparcie starszych generałów w swojej walce z byłym szefem Jiangiem Zeminem, który próbował utrzymywać się w centrum zainteresowania. Taktyka Hu w dużej mierze opłaciła się. Wojsko na przykład najwyraźniej poparło dość udane starania Hu przed 17. kongresem partii, zorganizowanym w październiku 2007 roku, by wybrać jego następcę.
Oczywiste było, że na tym ogromnym konklawe, organizowanym raz na 5 lat, zdołał on uzyskać wsparcie co bardziej radykalnych elementów PLA w zamian za coraz większe wzrosty wydatków obronnych, promocje dla konfrontacyjnie nastawionych oficerów, zwłaszcza generała Chena Bingde, który został szefem sztabu generalnego, oraz przyjęcie bardziej asertywnej postawy wobec innych państw.
Jednak niektórzy analitycy zaprzeczają jakoby nastąpiło przesunięcie władzy na korzyść wysokich rangą oficerów, argumentując że ich bezpośredniość nie odzwierciedla ich większej roli w polityce lub kształtowaniu strategii. Słyszymy więcej od chińskich oficerów wojskowych, argumentują, bo są oni bardziej dostępni, jeżdżąc na konferencje międzynarodowe, uczestnicząc w wymianach i ćwiczeniach, tak więc po prostu jest więcej okazji by z nimi porozmawiać. Ponadto komercjalizacja mediów w Chinach doprowadziła do szerokiego rozpowszechniania sensacjonalistycznych poglądów i oficerowie PLA wykorzystali tę zmianę. I wreszcie, spektakularny wzrost znaczenia Chin dał wszystkim w Pekinie - nie tylko czołowemu dowództwu - nową pewność siebie. Wszystko to oznacza, że oficerom teraz pozwala się na większą bezpośredniość.
Ale chociaż jest trochę prawdy w tych twierdzeniach, to oczywiste jest, że wysocy rangą oficerowie wojskowi zdobywają władzę w chińskiej stolicy. Po pierwsze, ich konfrontacyjne poglądy faktycznie stają się polityką kraju. Po drugie, jest zbyt wiele publicznych przypomnień wojsku, że "partia kontroluje broń" by sądzić, że nie stało się to zasadniczym problemem.
Po trzecie, podziały w okresie poprzedzającym 18. kongres partii, mającym się odbyć pod koniec 2012 roku, wydają się raz jeszcze dawać wojsku narzędzie wpływu, tak samo jak było pół dekady temu. Gdy Hu i jego rywale walczą o różne sprawy - zwłaszcza o listę kandydatów do przejęcia kraju w 2012 roku - wojsko z pewnością skonsoliduje swoje ostatnie zyski i będzie dążyć do jeszcze większej kontroli nad finansami kraju i polityką zewnętrzną. Po czwarte, chociaż Hu powiedział, że wzrosty wydatków wojskowych powinny być współmierne do wzrostu gospodarki, wydaje się, że zwyżki budżetu PLA przewyższały wzrost gospodarczy w ostatnich latach.
Konsekwencje będącej tego skutkiem remilitaryzacji Chin są niewątpliwie znaczące. Po pierwsze, Pekin tej wiosny, najwyraźniej naciskany przez PLA, po raz pierwszy poszerzył swoją definicję "centralnych interesów" tak, że obejmuje ona stare - i bezpodstawne - roszczenia do ogromnych połaci wód międzynarodowych i przestrzeni powietrznej, w tym szelfów kontynentalnych 5 innych państw: Filipin, Brunei, Indonezji, Malezji i Wietnamu.
Tymczasem chińscy admirałowie żądają by US Navy wyniosła się z Morza Żółtego i reszty wód azjatyckich. Równocześnie Pekin nalega by państwa regionu uznały chińską supremację - w ostatnich miesiącach Chiny rzuciły wyzwanie Stanom Zjednoczonym, Japonii i państwom graniczącym z Morzem Południowochińskim w serii sporów, które same zainicjowały.
Rzeczywistość jest taka, że ambicje Chin obecnie nie znają wielu granic. "Wydatki wojskowe Chin rosną tak szybko, że prześcignęły strategię", powiedział londyńskiemu "Telegraph" Huang Jing z singapurskiej Lee Kwan Yew School of Public Policy. "Młodzi oficerowie przejmują kontrolę nad strategią i jest to podobne do młodych oficerów w Japonii w latach 30-tych. Myślą co mogą zrobić, a nie co powinni zrobić."
Ta arogancja, niestety, jest rezultatem trwającej remilitaryzacji chińskiej polityki i strategii.
Gordon G. Chang pisze na Forbes.com. Jest autorem "The Coming Collapse of China."
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2010/09/21/the-remilitarization-of-beijing/
FOTO: Flickr user Steve Webel