Gambit Lee wobec Korei Północnej
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Gambit Lee wobec Korei Północnej
Patrick Cronin The Diplomat 2010-09-30 22:59:15

Południowokoreański przywódca wydaje się próbować trochę "dyplomacji zorientowanej na dziedzictwo." Ale czy rzeczywiście może dokonać postępu jeśli Kim Dzong-il ustąpi?

 

W jednym miesiącu Korea Południowa wydała 2 oficjalne raporty, które z pozoru wysyłają sprzeczne sygnały: jeden pełen dowodów demonstrujących, że Korea Północna rzeczywiście mogła storpedować południowokoreańską korwetę Cheonan w marcu, zabijając 46 członków załogi; drugi uprzejmie pomijający zwyczajowe odniesienie do Korei Północnej jako "głównego wroga" Południa.

Decyzja o pominięciu tego punktu w białej księdze obrony narodowej na rok 2010 uwypukla interesującą złożoność relacji Północ-Południe i wyjaśnia jedną rzecz - gdy Phenian zorganizował w tym tygodniu historyczną konferencję swojej Partii Robotniczej by wcielić w czyn niechybną sukcesję dla schorowanego Kim Dzong-ila, zarówno Korea Południowa jak i Północna wydają się być zaangażowane w coś, co można by nazwać "dyplomacją zorientowaną na dziedzictwo."

Lee Myung-bak, konserwatywny prezydent Korei Południowej, jest równie zaufanym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych jak którykolwiek inny w którejkolwiek części świata. Ten były biznesmen nie czyni tajemnicy ze swojego pragnienia solidarności amerykańsko-południowokoreańskiej, ani ze swojej autentycznie dobrej chemii z prezydentem Barackiem Obamą. Równocześnie Lee chce wykorzystać pozostałe 2 lata z kawałkiem swojej kadencji w Błękitnym Domu by przybliżyć możliwy przełom w stosunkach Północ-Południe. Nie różni to Lee od żadnego z jego poprzedników, z których dwóch bezsprzecznie zrobiło pewne postępy (aczkolwiek chwilowe) w układach z Północą.

Ale to, co czyni gambit Lee tak interesującym jest wyraźne przekonanie wielu oficjeli w Seulu, że rzeczywista, gruntowna zmiana zachowania Korei Północnej jest możliwa (jeśli nie prawdopodobna) między chwilą obecną a końcem 2012 roku. To pragnienie i przekonanie pomaga z kolei wyjaśnić, dlaczego Lee był zdeterminowany by zachować spokój w następstwie brutalnego ataku północnokoreańskiego na południowokoreański okręt patrolowy Cheonan.

Oczywiście południowokoreański rząd współdziałał ze Stanami Zjednoczonymi, Japonią i innymi państwami w nałożeniu nowych sankcji i przeprowadzeniu manewrów morskich, podczas gdy wyczerpujący międzynarodowy przegląd incydentu skatalogował olbrzymie poszlakowe i naukowe dowody przeciw Korei Północnej. Ale koniec końców, pomimo oczywistości ataku torpedowego Phenianu i zawadiackiej dyplomacji Lee zostawił otwarty kanał komunikacji z Północą oraz opcje prowadzenia bliższych rozmów.

Tymczasem Kim Dzong-il prawie na pewno pogodził się ze swoją śmiertelnością i niepewną przyszłością Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Pojechał pociągiem do Chin dwukrotnie na przestrzeni 5 miesięcy, z pewnością szukając wsparcia finansowego i politycznego i być może przyjmując też pewne rady. Potem wysłał też Stanom Zjednoczonym jednoznaczne sygnały podczas wizyty byłego prezydenta USA Jimmy'ego Cartera, że Korea Północna chce powrotu do pokojowej dyplomacji. Fakt, może to być manewr wyłącznie taktyczny. Jak by nie było, wtorkowa konferencja Partii Robotniczej to czas pewnej wrażliwości Korei Północnej. Tymczasem Stany Zjednoczone i inne mocarstwa zewnętrzne nasilają presję militarną i dyplomatyczną na Koreę Północną.

Na dodatek oczywiste jest, że wysoko postawieni członkowie rządu Lee wierzą, iż incydent Cheonan był nie tylko odpłatą dla południowokoreańskiej marynarki za rzekome wcześniejsze upokorzenia zadane marynarce północnokoreańskiej, ale też najprawdopodobniej rozmyślnym sabotażem tajnych, zakulisowych negocjacji między Północą a Południem. Generałowie, którzy tak naprawdę dzierżą władzę w Korei Północnej, nie chcieli postępu rozmów i epizod z atakiem torpedowym z pewnością postęp taki wstrzymał.

Ale teraz, pod koniec września, zaledwie 6 miesięcy później, rozmowy wydają się ponownie mieć miejsce, a zarówno Phenian jak i Seul prowadzą ofensywę wdzięku, jeśli nie pokoju. Teraz tylko Stany Zjednoczone wydają się argumentować za rozwagą: wicesekretarz stanu James Steinberg dał jasno do zrozumienia, że wznowienie rozmów nuklearnych musi być merytoryczne i przynieść jakiś namacalny postęp w kierunku celu denuklearyzacji.

Lecz chociaż nikt jeszcze nie sugeruje, że schorowany Kim, pewnego rodzaju nowy kolektyw składający się z jego trzeciego syna, szwagra i siostry, bądź też wschodząca dyktatura wojskowa byliby gotowi wyrzec się broni jądrowej Korei Północnej, są liczne pozytywne kroki, które mogłyby zostać podjęte pomiędzy sytuacją obecną, a zdenuklearyzowanym Półwyspem Koreańskim z gwarancjami międzynarodowymi.

Chociaż ciężar historii świadczy przeciw jakiemukolwiek udanemu przełomowi w stosunkach z Koreą Północną, siła dyplomacji zorientowanej na dziedzictwo zarówno w Phenianie jak i Seulu zapewnia jedną rzecz - że Półwysep Koreański niewątpliwie znajdzie się na czołówkach gazet w nadchodzących miesiącach.

 

Dr. Patrick M. Cronin to Senior Advisor and Senior Director of the Asia-Pacific Security Program w Center for a New American Security.

 

Copyright The Diplomat.

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://the-diplomat.com/2010/09/28/lees-north-korea-gambit/

 

Opis stosunków międzykoreańskich na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Korea_Poludniowa,stosunki_dwustronne,Korea_Polnocna

 

FOTO: Flickr user World Economic Forum


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów