Afganistan nie zawsze był otchłanią za jaką uchodzi dzisiaj. Jeśli ma zostać ustabilizowany, musi ponownie zająć pozycję tranzytową między swoimi wieloma sąsiadami. Waszynton pozostaje jednak nadmiernie uzależniony od pakistańskich szlaków do Afganistanu z obawy przed wzrostem irańskich wpływów i w ten sposób marnuje szansę na odrodzenie Afganistanu.
"Afganistan jest cmentarzyskiem imperiów", mówi się nam wszystkim. Wielka Brytania nie mogła ujarzmić przebiegłych Pasztunów w XIX wieku, a bandy afgańskich partyzantów rzuciły radzieckie imperium na kolana w wieku XX. Na początku XXI stulecia jedynemu światowemu supermocarstwu idzie nie lepiej i najwyższy czas by Ameryka przyznała to, spakowała manatki i pojechała do domu zanim nie spotka ją los podobny do tych, którzy przybyli tu przed nią.
Jednak w niedawnym artykule w Foreign Policy Christian Caryl demaskuje ten mit. Wielka Brytania i Związek Radziecki były tylko dwoma z wielu narodów, które przechodziły przez Afganistan - i większość z nich pozostawała tam. Afganistan był centralną częścią Imperium Perskiego od V wieku p.n.e., Aleksander Wielki też zapuścił się w ten region, wcielił Afgańczyków do swojej armii i poszedł z nimi dalej, do północnych Indii. Mongołowie ujarzmili Afganistan, a Tamerlan, potomek Czyngis Chana, uczynił zachodnioafgańskie miasto Herat swoją stolicą. Mogołowie powiązali Afganistan z Indiami w XV wieku, a niecałe 200 lat temu pundżabski maharadża Ranjit Singh wygonił Afgańczyków z Indii i przez parę dekad kontrolował duże obszary Pasztunistanu.
Góry wzdłuż granicy afgańsko-pakistańskiej nie były otchłanią za jaką uchodzą dzisiaj. Doliny Swat i Hunza oraz przełęcze Bolan, Gomal i Khyber w górach Hindukusz ułatwiały handel, komunikację i najazdy między Azją Południową a Środkową. Szlak Kaszgar-Karakoram-Kabul (we współczesnym Xinjiangu w Chinach, Pakistanie i Afganistanie) i szlak Kuldja-Kokand-Bactria (przez dzisiejszy Xinjiang, Uzbekistan i środkowy Afganistan) łączyły Azję Wschodnią z Gedrozją (wschodnią Persją) i dzisiejszym światem arabskim, który dalej stanowił połączenie z miejscami tak odległymi jak Afryka Wschodnia, Indie i Azja Południowo-Wschodnia przez Morze Arabskie. Afganistan był też centralnym ośrodkiem transkontynentalnego Szlaku Jedwabnego i łączył Południową, Środkową, Zachodnią i Wschodnią Azję - i to dlatego Afganistan był tak istotny w tak dużej części historii.
W ostatnich kilku wiekach Zachód zapomniał o centralnej roli Afganistanu w ułatwianiu komunikacji i zamiast tego postrzegał go za strategiczny bufor. Ale jedną z najistotniejszych rzeczy jaką obecnie robi wiele państw azjatyckich jest przypominanie sobie tego potencjału komunikacyjnego i ponowne łączenie Afganistanu z resztą świata. Chiny zbudowały drogi z Kaszgaru do Karakoram w północnym Pakistanie (które chcą przedłużyć do Morza Arabskiego) i rurociągi energetyczne z Turkmenistanu do Uzbekistanu, Kazachstanu i Chin; dążą do ukończenia tzw. afgańskiej obwodnicy, która przecinałaby kraj i nawet stanowiła pomost między Chinami a Iranem; a nawet mają ambitne plany multikontynentalnej kolei, która połączyłaby Pekin z Londynem w 2 dni.
Tymczasem Indie, Iran i Rosja chcą ożywić handel regionalny Korytarzem Północ-Południe, który połączyłby Europę Wschodnią, Kaukaz i Azję Środkową z Indiami i Azją Południowo-Wschodnią dzięki kombinacji powiązań drogowych, kolejowych i morskich. Turcja, Iran i Pakistan zainaugurowały międzypaństwową linię kolejową, która stanowiłaby pomost między Europą a Azją Środkową, podczas gdy Azjatycki Bank Rozwoju opracowuje rurociąg gazowy przez Turkmenistan, Afganistan, Pakistan i Indie. Indyjska Organizacja Dróg Granicznych zbudowała drogę Zaranj-Delaram w zachodnim Afganistanie, mając nadzieję na połączenie z irańskim portem Chah Bahar nad Zatoką Omańską. Ten projekt służący ożywieniu regionu i doprowadzeniu Afganistanu z powrotem do stabilnych, produktywnych czasów rozkwitu może mieć charakter globalny. Ale pozostają 2 trudności: w Pakistanie i Iranie.
Zarówno Chiny jak i Zachód sprzyjają rozwojowi i wykorzystaniu pakistańskich dróg do Afganistanu. Od 2001 roku ponad 70% zaopatrzenia NATO i 40% paliwa transportowane są z Karaczi do gór północnego Pakistanu, głównego dzisiaj połączenia między Morzem Arabskim a wojskami Międzynarodowych Sił Wspierania Bezpieczeństwa (ISAF) w Afganistanie. Ale ta niepewna linia zaopatrzeniowa i same wojska ISAF wielokrotnie były celami ataków Talibów i innych sił przeciwnych ISAF - często z oficjalną aprobatą Islamabadu. Ta zależność zachodnich potrzeb bezpieczeństwa od pakistańskiej geografii nie tylko szkodzi Zachodowi, ale też samemu Pakistanowi, wzmacniając kompleks wojskowo-gospodarczy, w którym pakistański rozwój, regionalna integracja gospodarcza i demokracja są hamowane.
Stabilność byłaby też łatwiejsza do osiągnięcia gdyby irańskie szlaki do Azji Środkowej - najtańsze i najbardziej efektywne, biorąc pod uwagę geografię i istniejąca infrastrukturę - zostały otworzone i były popierane. Ale od lat 90-tych Stany Zjednoczone robią wszystko co w ich mocy by trzymać Iran poza nawiasem. USA dążyły (co się nie udało) do budowy rurociągów, które przecinałyby Azję Środkową, region Morza Kaspijskiego i Turcję, kosztem miliardów dolarów, nawet wspierając Talibów w toku działania, zamiast popierać stabilną, kosztującą 300 tysięcy dolarów irańską alternatywę. Waszyngton sprzeciwiał się nawet rurociągowi gazowemu Iran-Pakistan-Indie (IPI), tzw. "rurociągowi pokoju" który wiązałby Indie i Pakistan, z powodu tego, że dawałby on korzyści Iranowi.
Dziś afgańska kampania jest zależna od pakistańskich szlaków tranzytowych, które są przedmiotem powtarzających się ataków, a USA rzekomo "nie mają alternatyw" dla przeciwdziałania siłom antykoalicyjnym w Pakistanie na ich własnych warunkach. Połączenie transportowe przez Iran złagodziłoby ten słaby punkt Zachodu, dając ISAF większą swobodę by pociągnąć Pakistan do odpowiedzialności, a zarazem zmniejszając koszty bezpieczeństwa dla Islamabadu i zmuszając pakistańskie wojsko do podjęcia poważnych działań.
Większa koordynacja z Teheranem pomogłaby też włączyć do procesu politycznego zachodnioafgańskich watażków w strefie wpływów Iranu, przeciwstawić się sunnickim ekstremistom takim jak Talibowie, poradzić sobie z afgańskimi uprawami opium (których największą ofiarą jest Iran) i otworzyć bezpieczny szlak handlowy i transportowy do Azji Środkowej - nie wspominając o ustabilizowaniu Iraku i regionu Zatoki Perskiej. Chociaż Waszyngton patrzy na Iran przez pryzmat Izraela, Teheran może być podporą dla stabilnego Afganistanu, co w innym przypadku jest mglistą perspektywą.
Chiny, Rosja, Turcja, a nawet Indie uznają bezcelowość sankcjonowania Iranu i działając naokoło sankcji by utrzymać swoje plany regionalnych połączeń. Upieranie się Waszyngtonu by izolować Teheran szkodzi tylko Ameryce i jej wysiłkom w Afganistanie. Przy wszystkich złych wiadomościach jakie słyszymy o tym regionie, Waszyngton powinien zastanowić się, gdzie kampania afgańska mogłaby być gdyby ponownie widziano w Irańczykach, Afgańczykach, a nawet Pakistańczykach handlarzy, a nie jedynie bojowników.
Artykuł pochodzi ze strony openDemocracy i został opublikowany na licencji Creative Commons.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.opendemocracy.net/neil-padukone/roads-to-afghan-stability
Opis konfliktu w Afganistanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Afganistan,problemy,Konflikt
FOTO: Flickr user
isafmedia